03.04.2016 | Czytano: 643

Mistrzynie poległy w dogrywce

Pierwszy półfinałowy pojedynek o mistrzostwo Polski dla wicemistrzyń kraju z Trzebiatowa. Mistrzynie – MMKS Podhale - uległy w dogrywce, po bardzo pasjonującym spektaklu, trzymającym widzów w niepewności do 63 minuty.

Źle rozpoczęły spotkanie nowotarżanki. Po kwadransie przegrywały 0:3. Jeszcze w pierwszych 20 minutach zdołały zbliżyć się do rywalek na odległość jedengo trafienia. W kolejnych odsłonach kibice byli światkami zaciętego spotkania i pogoni mistrzyń Polski za uciekającym zwycięstwem. W 44 minucie szansę na wyrównanie zmarnowała Fuła, nie wykorzystując rzutu karnego. Niemniej upór z jakim dążyły góralki do zmiany rezultatu przyniósł efekt w 53 minucie, kiedy to Timek zdołała pokonać Kownacką, reprezentacyjną bramkarkę gospodyń. To wystarczyło tylko na dogrywkę, w której „złotego gola” zdobyły gospodynie.

- Można powiedzieć, że zwycięski gol był samobójczy – twierdzi trener góralek, Jacek Michalski. - Gospodynie rozgrywały wolnego, była wrzutka na bramkę, piłeczka odbiła się od naszej zawodniczki i od wbiegającej rywalki. Wysoki poziom spotkania. Nieustępliwa walka z obu stron o każdy skrawek boiska. Trzy proste błędy na początku meczu ustawiły nas w pozycji goniącego. Prawdę powiedziawszy trzy gole straciliśmy z niczego. Walczyliśmy do końca. Mieliśmy swojej sytuacje, bo atakowaliśmy non stop. Gospodynie ograniczały się jedynie do obrony i kontrataków. My graliśmy cały czas piłeczką. Szkoda, że nie wykorzystaliśmy karnego i trzech przewag w końcówce. Mieliśmy też dwa słupki. Gospodynie też miały okazje, by w regulaminowym czasie rozstrzygnąć potyczkę. Udało nam doprowadzić do dogrywki, a w niej więcej szczęścia miały gospodynie.

Jedynka Trzebiatów – MMKS Podhale Nowy Targ 4:3 D (3:2, 0:0, 0:1; 1:0)
Bramki dla Podhala: Fuła, M. Krzystyniak, Timek.
Stan rywalizacja ( do dwóch wygranych) 1:0.
MMKS Podhale: Tomczyk – S. Lech, Grynia, Siuta, Bryniarska, Fuła, M. Krzystyniak, Timek, Florek, Florczak, Podlipni, Mamak, Z. Krzystyniak. Trener Jacek Mikchalski.

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama