15.02.2016 | Czytano: 1562

Zaplanowany majstersztyk Zapały (+zdjęcia)

- Dokładnie zaplanowałem sobie wszystko. Dużo trenowaliśmy karne i muszę przyznać, że nie byłem orłem w tym elemencie. Zauważył to trener od bramkarzy i przyszedł mi z pomocą – mówi Krzysztof Zapała.

Mecz z Węgrami przejdzie do historii polskiego hokeja. Miał dwóch bohaterów –Krzysztofa Zapałę i bramkarza Przemysława Odrobnego. Zakończył się rzutami karnymi, po bezbramkowym meczu.

Napastnik Podhala był strzelcem jedynej bramki, dodajmy na wagę awansu do kolejnej rundy kwalifikacji olimpijskich. W Mińsku, we wrześniu, zagramy z Białorusią, Danią i Słowenią o bilety do Korei.

Karny w wykonaniu „Kazka” to był majstersztyk. Zwód i kiwka wyciągająca bramkarza z bramki. Ten odkrył prawą cześć bramki i tam, ze stoickim spokojem, jak na treningu, umieścił krążek środkowy pierwszego ataku.

- Tak miał wyglądać ten karny? Czy jadąc na bramkę myślałeś „co niebiosa dadzą”?

- Wyglądało na przypadku?

- Broń Boże, ale chciałbym, żebyś zdradził tajemnicę historycznego karnego.

- Dokładnie zaplanowałem sobie wszystko. Dużo trenowaliśmy karne i muszę przyznać, że nie byłem orłem w tym elemencie. Zauważył to trener od bramkarzy i przyszedł mi z pomocą. Podpodział, udzielił kilku rad. Przede wszystkim powiedział, że muszę mieć konkretny plan. Przyjąłem jego uwagi. Przed najazdem zaplanowałem wszystko od A do Z, oczywiście uwzględniając zachowanie bramkarza. Ten dość mocno wysunął się do przodu i siłą rzeczy musiałem go kiwać. W przeciwnym przypadku trudno byłoby go pokonać.

- Mieliście rozpracowanego bramkarza?

- Nic z tych rzeczy. Nie było żadnej analizy wideo czy czegoś innego. Podczas najazdu na bramkę trzeba mieć oczy szeroko otwarte i reagować szybko, na to, co zrobi w danym momencie golkiper. Czasami się zerknie, czasami nie. Tym razem udało mi się zauważyć, że jest wysunięty. W takim przypadku mój plan zakładał kiwkę. Kiwałem na forhend i wpadło.

- Była presja?

- Nie było mowy o presji. Trochę w życiu już wykonywałem karnych. Mam nadzieję, że się to nie zmieni, bo łatwiej mi wykonywać ten element. Z miłą chęcią podszedłem do wykonywanego karnego.

- Na 34 urodziny nie sprawiłeś sobie prezentu w postaci bramki, mimo iż koledzy szukali cię na lodzie. Z prezentem spóźniłeś się dobę. To był już podwójny prezent.

- Miałem prezent na 34 urodziny w postaci wygranej nad Estonią. Czasem różnie mecze się układają. Raz wchodzi wszystko, innym razem nawet „setka” nie chce wypaść, a czasami wpadnie coś od niechcenia. Nie chcę przez to powiedzieć, że gole z Litwą były od niechcenia. To jest sport i nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem.

- Podczas rozgrzewki przed meczem z Węgrami Kacper Guzik huknął krążkiem jak z armaty i szyba rozbiła się w drobny mak. Niektórzy twierdzą, że to przyniosło wam szczęście?

- Można się doszukiwać w tym szczęścia czy wróżby, ale osobiście nie wierzę w takie rzeczy. Dla nas wygrana z Madziarami to duże osiągnięcie i bodziec do pracy.

- Sukcesy być może sprawią, że wzrośnie zainteresowanie hokejem w naszym kraju. Po takim triumfie apetyt się wzmógł przed katowickimi mistrzostwami świata.

- Zawsze po zwycięstwach dostaje się kopa, morele się poprawia i oczywiście apetyt rośnie. Niemniej trzeba do tego sukcesu podejść z chłodną głową. Nasze zaplecze nie jest najwyższej jakości. Fajnie, że zrobiliśmy kroczek do przodu, ale to tylko maleńki kroczek. Oczywiście, że cieszy, ale inni nie zasypiają gruszek w popiele i starają się iść do przodu. Myśmy zrobili kroczek, ale inni także, więc teoretycznie nic się w układzie sił nie zmieniło. Trochę studziłbym rozpalone głowy przed Katowicami. Owszem gramy u siebie i liczymy na dobry wynik, robiąc wszystko, by tak się stało, ale przeciwnicy nie śpią.

- Zapewne jesteś zmęczony wyczerpującym turniejem, a tu w piątek rusza najważniejsza cześć sezonu, play off.

- Dzisiaj jestem zmęczony, bo przed chwilą dotarłem do domu ( rozmowa przeprowadzona po godz. 13 – przyp. aut.). W piątek będę gotowy na sto procent. Na pewno nie będę tłumaczył się zmęczeniem. Zaczyna się dla nas najważniejsza część sezonu. Na ten moment czekaliśmy od września. Po to przemierzyliśmy długą drogę, żeby walczyć o medale. Będziemy starali się grać jak najlepiej. Od siebie na pewno będę chciał to wyegzekwować, a od drużyny kapitan i trener.

Rozmawiał Stefan Leśniowski

PS: Oficer prasowy PZHL, Grzegorz Leśniak: Reprezentanci Polski, trenerzy, kierownictwo Związku i prezes PZHL-u składają serdeczne podziękowania na ręce wszystkich, którzy przyczynili się do triumfu w Budapeszcie. Szczególne słowa podziękowania należą się polskim kibicom, którzy w zorganizowanych grupach przybyli do stolicy Węgier i dopingowali „biało-czerwonym” w hali Laszlo Papp Sport Arena.
 

Komentarze







reklama