Jedna sprawa bulwersuje kibiców. 25 listopada Wydział Dyscypliny PPPN nałożył roczną dyskwalifikację na dwóch piłkarzy NKP Podhale II Nowy Targ – Roberta Krzystyniaka i Daniela Anioła. W komunikacie czytamy „za naruszenie nietykalności osoby funkcyjnej po zawodach” z Babią Górą Lipnica Wielka. Ukarani odwołali się do MZPN. Komisja Odwoławcza znalazła uchybienia w werdykcie WD PPPN i skierowała sprawę do ponownego rozpatrzenia. 21 stycznia wszystkie strony spotkają się jeszcze raz. Co na to nasz ekspert Wiesław Klag?
- Sytuacja jest zawiła i szkoda, że nie została wyjaśniona w pierwszej instancji. Takie przepychanki nie są korzystne dla środowiska. Wydaje mi się, i zapewne do takiego wniosku doszła KO, że nie znaleziono paragrafu, który wymierzałby tak surowe kary. Organ dyscyplinarny może orzec karę za przewinienie, jeśli zawodnik ujrzał czerwoną kartkę. Takiej nie było. Postawą ukarania w danej sprawie może być też pisemne sprawozdanie obserwatora lub delegata, zapis wideo z przebiegu meczu lub załącznik do sprawozdania sędziego podpisany przez kierowników i kapitanów drużyn. Rodzą się więc pytania: Czy sędzia widział sytuację? Jeśli tak i nie zareagował, to ukarany powinien być sędzia, a nie zawodnik. Czy był delegat lub obserwator? Nie. Czy zapis z monitoringu jest adekwatny? Jeśli nie znajdą się paragrafy, a zapewne nie, to zawodnicy będą nadal się odwoływać i za każdym razem WD PPPN przegra. Dlatego przedłużanie sprawy nie ma sensu. Wszyscy powinni wylać na głowy kubeł zimnej wody i pójść na kompromis. Trzeba podjąć salomonową decyzję, która zadawalałaby wszystkich. Kara była zbyt drastyczna. Ona nie dotyczy recydywistów, tylko zasłużonych sportowców i do tego nie młodych. Rok dyskwalifikacji zakończy ich kariery. Czas się dogadać, zminimalizować kary i zakończyć „głupawkę” dla dobra podhalańskiego piłkarstwa.
Toczą się halowe rozgrywki o Puchar Prezesa PPPN, które są nieoficjalnymi mistrzostwami Podhala w poszczególnych kategoriach. Za nami turnieje w czterech grupach wiekowych – orlik, żak, skrzaty i młodzik.
- Z zainteresowaniem przyglądam się zmaganiom młodych ludzi, bo to przecież przyszłość piłkarstwa – mówi Wiesław Klag. - Wsłuchuję się też w głosy trenerów, opiekunów, obserwatorów i muszę przyznać, że nie są one budujące, a przecież drużyny młodzieżowe powinny być oczkiem w głowie działaczy podokręgu. Dzieciom należy stwarzać optymalne warunki do gry. Wielkim nieporozumieniem był czas gry, tylko… 8 minut! To niepoważne z punktu widzenia szkoleniowego. W tak krótkim czasie nikt nie potrafi się wykazać piłkarsko. Rozpoczęto turnieje od gry pięciu na pięciu zawodników w polu, a tymczasem sala w Waksmundzie jest mała. Było potwornie ciasno, nie można było rozegrać akcji, często trafiano w nogę rywala, a nie w piłkę. To nie rozwój, a dezorganizacja gry. Totalnie chciałbym to skrytykować. Trenerzy to widzieli, że nie ma to nic wspólnego z piłką nożną i między sobą dogadali się do gry po czterech.
- Fajnie, że promuje się wszystkie lokalne społeczności i pragniemy je dowartościować, ale jeśli turniej ma być poważny, to trzeba rozgrywać go w większych halach – przekonuje Wiesław Klag. – Dzieci, jeśli chcą się rozwijać, to od początku powinny grać tak jak się powinno. Rozgrywki są memoriałem Stanisława Korczyka, zasłużonego działacza. Chwała za pamięć. Ale czy nie warto pomyśleć, by każda grupa wiekowa miała innego patrona? Trzeba dzieciakom dołożyć trochę historii. Na Podhalu są ludzie, którzy zasłużyli się dla piłki nożnej. Weźmy Stanisława Chrobaka, który osiągnął z Podhalem największy sukces. Jest znany lokalnej piłkarskiej społeczności. Można wspominać nietuzinkowego piłkarza z Czarnego Dunajca Stanisława Cikowskiego. Był zawodnikiem Cracovii, wystąpił w pierwszym oficjalnym meczu reprezentacji Polski i Węgier. Uczestniczył w igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Można wprowadzić kilka innych postaci, aby pamięć o nich była żywa.
Rozmawiał Stefan Leśniowski










