W sobotę mistrzynie rozpoczęły niemrawo. Szybko straciły bramkę, ale w miarę upływu czasu prezentowały się coraz lepiej i zdołały ostatecznie przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę.
- Czuć było jeszcze świąteczno – noworoczną gorączkę, bo rozpoczęliśmy niemrawo – twierdzi trener MMKS, Jacek Michalski. – Dziewczęta mało trenowały i to było widać na boisku, którego nawierzchnia pozostawiała wiele do życzenia. Piłeczka skakała i dla zespołu dobrego technicznie było to ogromne utrudnienie. O naszym sukcesie zdecydowała świetna podstawa pierwszej formacji ofensywnej. Była motorem napędowym. Jej akcje mogły się podobać, a dwie zdobyte przez nią bramki w jednej zmianie załatwiły sprawę.
Nazajutrz góralki grały zrywami. Na początku drugiej tercji przegrywały 5:3, ale na drugą przerwę schodziły z zerowym bilansem (6:6). O sukcesie krakowianek zdecydowały dwa prezenty w odstępie 108 sekund, które z zimną krwią wykorzystała Białoń, wychowanka nowotarskiego unihokeja.
- Pięć bramek podarowaliśmy przeciwnikowi przy nich asystując – mówi trener Jacek Michalski. - Zbyt dużo mieliśmy strat w ataku, po których gospodynie wyprowadzały kontry. W ataku nieźle się prezentowaliśmy, zdecydowanie gorzej w obronie. Tomczyk dobrze broniła, bo wynik mógł być wyższy. Tą porażką skomplikowaliśmy sobie sytuację w tabeli.
Multi Killers Kraków – MMKS Podhale Nowy Targ 5:7 (2:2, 1:3, 2:2) i 8:6 (4:2, 2:4, 2:0)
Bramki dla nowotarżanek: Fuła 4, Mamak, Florek, Krzystyniak (I mecz); Fuła 2, Mamak, Grynia, Siuta, Florek (II mecz).
MMKS Podhale: Tomczyk – Krzystyniak, Mamak, Fuła, Grynia, Z. Lech, Florczak, Siuta, Timek, Dębska, S. Lech, Podlipni, Florek, Fryźlewicz, K. Piekarczyk. Trener Jacek Michalski.
Stefan Leśniowski










