Tyszanie nie grali rewelacyjnie, na pewno nie był to kosmiczny hokej w ich wykonaniu. Po prostu solidny i skuteczny. Wykorzystali wszystko co sprezentowali im goście. Popełniali mniej błędów w defensywie. A Podhale? Chciało akcje ofensywne rozwiązywać indywidualnie, a nie zespołowo. To była woda na młyn mistrzów, którzy nie mieli problemów z zatrzymywaniem ataków przeciwnika.
Dobrze, że teraz nastąpi przerwa do 22 grudnia, bo wyraźnie nowotarżanie są w dołku. Doznali trzeciej porażki z rzędu. Grają wąskim składem, do tego trzy razy w tygodniu, co odbija się to na dyspozycji zawodników, którzy „krwawią”.
- Rzeczywiście krwawią. Mają tego po uszy – twierdzi Marek Ziętara. – Braki z przodu, braki z tyłu. W tak liczebnym składzie ciężko komukolwiek się przeciwstawić. Do tego w pierwszej tercji kontuzji doznał Bryniczka, pojechał do szpitala z podejrzeniem złamania szczęki. Tychy zasłużenie wygrały, były lepszą drużyną. Czekam na przerwę, by posklejać skład, by wrócili do gry kontuzjowani gracze.
Oby nie powtórzył się sezon z Aleksandrem Pieriebiejnosem (1998/99). Jego drużyna również kroczyła od zwycięstwa do zwycięstwa, aż się „zakorkowała” w najważniejszym momencie, w play off. Trener miał wtedy do dyspozycji tylko 13-14 zawodników. Nawet tak świetni gracze jak Koivunoro i Ahlroos nie pomogli, gdy grało się co drugi dzień.
W pierwszej tercji Podhale nie miało argumentów. Inicjatywa należała do gospodarzy, którzy w 6 minucie objęli prowadzenie. Vitek, mimo iż na plecach miał obrońcę, zdołał oddać strzał, na tyle mocny, że Raszka go odbił. Przy drugim słupku stał niepilnowany Kogut i dopełnił formalności. Niespełna 5 minut później Kolusz z najazdu znalazł lukę między parkanami Raszki. Przy stanie 1:0 Podhale miało szansę na szybkie doprowadzenie do wyrównania, a pierwsza formacja do rehabilitacji za straconą bramkę. Tyszanie grali w osłabieniu, ale górale nie wypracowali sobie klarownej sytuacji. Pierwsza odsłona nikogo, może poza miejscowymi fanami, nie powaliła na kolana. Wolne tempo, sporo niedokładności.
Już 31 sekundzie po przerwie pierwsza formacja „szarotek” została rozmontowana i Galant umieścił krążek w bramce strzeżonej przez Raszkę. Podhale miało problemy z powstrzymywaniem ataków gospodarzy. W 27 min. kolejny błąd gości został wykorzystany przez miejscowych. Podhale próbowało indywidualnych akcji, które były skazane na niepowodzenie. Mało też strzelało, a do tego Bryniczka doznał kontuzji i nie pojawił się na lodzie. Zastąpił go Stypuła.
W trzeciej tercji obraz gry się nie zmienił. Tyszanie jak w masło wchodzili w nowotarską defensywę i zdobywali kolejne gole. Gospodarze, gdy grali w osłabieniu wyprowadzili kontrę, po której sędzia podyktował karnego. Nie wykorzystał go Vitek (58 min.). Mecz zakończył się bójką Kartoszkina z Sulką.
GKS Tychy - TatrySki Podhale Nowy Targ 6:0 (2:0, 2:0, 2:0)
1:0 Kogut – Vitek (5:39)
2:0 Kolusz – Łopuski (10:11)
3:0 Galant – Bagiński – Witecki (20:31)
4:0 Vitek – Kogut – Bagiński (26:11)
5:0 Kalinowski – Łopuski (45:20)
6:0 Kalinowski – Łopuski (47:53)
Sędziowali: Wolas – Gabryszak i Lipiński.
Tychy: Kosowski; Kolarz – Ciura, Pociecha – Sokół, Kotlorz – Bryk; Bagiński - Galant – Witecki, Kolusz – Kalinowski - Łopuski, Kogut – Komorski – Vitek oraz Kartoszkin i Majoch. Trener Jirzi Szejba.
TatrySki Podhale: Raszka; Haverinen – Wojdyła, Ałeksiuk – Tomasik, Sulka – Łabuz; Tapio – Zapała – Jokila, Różański – Bryniczka - Wronka, Zarotyński – Neupauer – Wielkiewicz oraz Stypuła. Trener Marek Ziętara.
Stefan Leśniowski










