Tyszanie w 124 sekundzie objęli prowadzenie, gdy górale grali w osłabieniu. Na wyrównanie czekaliśmy aż do 20 minuty. Wtedy akcja Zwinczaka z Kosem zakończyła się bramkową zdobyczą.
Druga tercja pod dyktando gospodarzy. Efektem trzy gole, ten pierwszy w pięciu na czterech, trzeci w podwójnej przewadze. Trzecia tercja pod kontrolą Gazdy, która dorzuciła jeszcze dwa trafienia i na otarcie łez pozwoliła rywalowi raz się trafić.
- Pierwsze 10 minut dla gości. Trochę kręcili nami. Chłopcy byli troszkę zestresowani – mówi trener Tadeusz Puławski. – Potem przejęliśmy inicjatywę i mecz toczył się pod nasze dyktando. Mankamentem były osłabienia, zawodnicy zapomnieli, że w tej lidze nie można grać ciałem, ostro przy bandzie.
- W pierwszej tercji rywale dużo jeździli, ale krzywdy nam nie zrobili – mówi Andrzej Nenko. - W drugiej tercji ruszyliśmy do ataku, konsekwentnie graliśmy z tyły, dobrze broniliśmy nie pozwalając rywalowi na zbyt wiele. Sporo minut graliśmy w osłabieniu, ale przy naszej dobrej obronie przeciwnik nic nam nie zrobił. W trzeciej tercji kontrolowaliśmy wydarzenia na tafli.
Gazda Podhale Nowy Targ – Tychy Wolves 6:2 (1:1, 3:0, 2:1)
Bramki dla Gazdy: Iskrzycki 2, Kos, Przybylo, Cecuła, Kmiecik.
Gazda Podhale: Niesłuchowski – Cecuła, Nenko, Pajerski, Iskrzycki, Kolasa – Plewa, Kret, Zwinczak, Wegner, Kos – Szumal, Polak, Kmiecik, Garbarczyk, Przybyło – Mizera. Trener Tadeusz Puławski.
Stefan Leśniowski










