11.12.2015 | Czytano: 936

Na tarczy

AKTUALIZACJA (wypowiedź trenera) Do czterech razy sztuka – mogą powiedzieć hokeiści z Sanoka. Po trzech porażkach z Podhalem, dzisiaj odnieśli pierwsze zwycięstwo.

Do drużyny z Sanoka dołączyło dwóch nowych zawodników, obrońca Steven Tarasuk i napastnik Bryan Cameron. Obaj mają po 26 lat i pochodzą z Kanady. Trener Marek Ziętara nadal czeka na zielone światło od pani prezes, bo ma ból głowy. Nadal nie mógł skorzystać z Mrugała, Gruszki, Michalskiego (kontuzje) i Jaśkiewicza (kadra U20). Niemniej w pierwszej części meczu stroną dyktującą warunki gry byli jego podopieczni. W efekcie, podczas gry w przewadze, objęli prowadzenie. Strzał Jokili bramkarz odbił przed siebie, a czujnością wykazał się Tapio. Chwilę później mogło być 2:0, gdyby Bryniczka nie zwlekał ze strzałem. Defensywę gospodarzy próbował przechytrzyć Łabuz, ale niewiele brakowało, a skończyłoby się golem wyrównującym. Kontra sanoczan zakończyła się ostemplowaniem poprzeczki. Trafił w nią Dahlman, o którym mówiło się, że nie ma miejsca w Sanoku i zasili Podhale.

Pierwsza tercja ciekawa, prowadzona w szybkim tempie. Mało przerw w grze, wiele płynnych akcji, choć nie wszystkie kończone strzałami. Druga odsłona– podobna – świetnie rozpoczęta przez gospodarzy. Przy słupku niepilnowany był Cameron i doprowadził do wyrównania. W tej odsłonie więcej sytuacji bramkowych mieli sanoczanie, być może dlatego, że po wtargnięciu do tercji „szarotek” nie bawili się w zawiłe akcje, ale często i soczyście strzelali. Raszka miał pełne ręce roboty, złapał krążek do „raka” w sytuacji oko w oko z Cameronem i Kosteckim. Miał też szczęście, bo Biały z najbliższej odległości nie trafił do pustej bramki. A Podhale? Nie zasypiało gruszek w popiele, chociaż tak wyśmienitych okazji nie miało. Piękną sztuczką popisał się Wielkiewicz mijając obrońcę, ale szkoda, że nie oddał strzału. Za wrażenia artystyczne najwyższa nota, ale nie to się liczy w hokeju. Nowotarżanie jeśli już wypracowywali sobie sytuacje, to chcieli jeszcze jednego rywala minąć, a ten na te sztuczki się nie nabierał.

Początek trzeciej tercji dla miejscowych, którzy aż trzykrotnie grali z przewagą jednego zawodnika. Mimo ataków nie potrafili pokonać Raszki. Zrobili to dopiero, gdy Sulka wrócił na lód. Neupauer z narożnika lodowiska źle rozegrał krążek i Biały umieścił go pod poprzeczką. W 58 minucie kapitalną okazję na wyrównanie zmarnował Bryniczka, jego strzał obronił bramkarz Sanoka. 82 sekundy przed syreną Podhale wycofało bramkarza. 42 sekundy później Zapała został zraniony i górale grali w sześciu przeciwko czwórce rywali. Bez efektu.

- Z przebiegu meczu remis byłby sprawiedliwy – twierdzi Marek Ziętara. – Mecz wyrównany. Każda ze stron miała swoje dobre i źle momenty i mogła przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. W takim meczu nie można łapać kar. Na początku trzeciej tercji 6 minut pod rząd graliśmy w osłabieniu. To nie może się zdarzyć. Nie straciliśmy gola, ale kwestią czasu było, że popełniliśmy błąd. I taki nam się przytrafił, który, jak się okazało, był decydujący. O sukcesie decydowała jedna bramka. Grając w szóstkę przeciwko czterech rywali mieliśmy swoje szanse. Wcześniej ogromną okazję na wyrównanie zmarnował Bryniczka. Sztuką był nie trafić do odsłoniętej bramki.

Ciarko Sanok - TatrySki Podhale Nowy Targ 2:1 (0:1, 1:0, 1:0)
0:1 Tapio - Jokila (13:54 w przewadze)
1:1 Cameron – Dahlman - Dantn (20:48)
2:1 Biały – Kostecki – Strzyżowski (50:12)
Sanok: Missiaen; Tarasuk – Sproule, Roberts – Tuominen, Salija – Rąpała; Cameron – Dahlman – Danton, Azari – Kostecki – Strzyżowski, Biały – Wilusz – Sliwiński. Trener Kari Rauhanen.
TatrySki Podhale: Raszka; Haverinen – Wojdyła, Ałeksiuk – Tomasik, Sulka – Łabuz; Tapio – Zapała – Jokila, Różański – Bryniczka - Wronka, Zarotyński – Neupauer – Wielkiewicz. Trener Marek Ziętara.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama