22.11.2015 | Czytano: 2011

Trzeba z tym żyć (+zdjęcia)

Szarotka postarała się o sporego kalibru niespodziankę w unihokejowej ekstraklasie mężczyzn. Pokonała w sobotę wicemistrza kraju na jego boisku.

Nazajutrz przegrała, bo…za dużo dyskutowała z arbitrami i „złapała” rekordową ilość kar. - Niektóre decyzje sędziów były kontrowersyjne, ale powinniśmy się już tego nauczyć, że komentowanie nic nie daje. Jaki poziom ligi, taki sędziowania. Trzeba z tym żyć - powiedział Lesław Ossowski.

Mistrz Polski – Górale – nie miał problemów z wykazaniem swojej wyższości nad Łochowem. Dwie pewne wygrane, chociaż trzeba wrzucić kamyczek do ogórka mistrza za momentami radosną twórczość w defensywie i brak koncentracji przez pełne 60 minut.

Górale Nowy Targ – Olimpia Łochów 12:5 (1:0, 6:3, 5:2) i 12:6 (2:0, 5:4, 5:2)
Bramki dla Górali: Kostela 4, Korczak 3, Pelczarski 3, Fryźlewicz (I mecz),Pelczarski 4, Turwoń 3, Widurski 2, Kostela, Gotkiewicz, Korczak (II mecz).
Górale: Pawlik (40:00 Komperda) – Subik, Gotkiewicz, Kostela, Fryźlewicz, Korczak – A. Tylka, Turwoń, Pelczarski, Bisaga, Widurski – Polaczek, Garb, Smarduch, M. Tylka, Staszel. W rewanżu bronił Komperda, nie grał kontuzjowany Subik.

Górale w sobotę rozpoczęli spotkanie niemrawie. Gra im się nie kleiła. Przyjezdni nieźle się prezentowali, ale ich akcjom ofensywnym brakowało ognia. Rozbili dużo szumu pod bramką mistrzów kraju, ale strzelali na wiwat. Nowotarżanie od drugiej tercji przejęli kontrolę nad wydarzeniami na boisku. Co prawda mieli momenty przestojów, które wykorzystał rywala, ale ozdobą meczu były gole Korczaka i Kosteli. Ten pierwszy tego wieczoru miał pociągnięcie. Dwa gole to najwyższa półka. Piłeczka lądowała w okienku bądź pod poprzeczką. Oddawał szybkie, niesygnalizowane strzały, których nie obroniłby nawet najlepszy golkiper świata. Jeszcze dwa razy po takich zagraniach piłeczka trafiała w poprzeczkę.

- Rozpoczęliśmy na trzy piątki, dwie mocne i jedną złożoną z młodych chłopaków. Chcieliśmy, by wszyscy zagrali i… weszliśmy słabo w mecz- mówi grający trener, Bartosz Gotkiewicz. – Pierwsza tercja bez szału, z lekkim wskazaniem na drużynę z Łochowa. Co prawda prowadziliśmy 1:0, ale więcej klarownych sytuacji wypracowali sobie rywale. W przerwie porozmawialiśmy, zrobiliśmy kilka zmian w formacjach i zatrybiło. Kilka bramek było przedniej urody. Na treningach staramy się pracować nad taktyką.

Nazajutrz gospodarze też nie pozostawili złudzeń, kto jest lepszy. Jeśli można wrzucić kamyczek do ogródka górali, to za radosną twórczość w liniach defensywnych. Po pierwszej dobrej tercji, gospodarze liczyli, że rywal padnie na kolana i będzie prosił o litość. Tymczasem postawił się, wykorzystał błogostan w szeregach mistrza, który tak był tym zaskoczony, że zaczął faulować.

- Zaczęliśmy bardzo dobrze i zamiast w drugiej tercji pójść za ciosem, pozwoliliśmy przeciwnikowi się odbudować – mówi grający trener Piotr Kostela. - Liczyliśmy, że rywal się podda, a bramki same będą wpadać. Tymczasem rywal twardo nam się postawił i nie wiedzieliśmy jak zareagować na jego grę. Uciekaliśmy się do fauli. W przerwie ostro porozmawialiśmy, pozmienialiśmy ustawienia i ruszyliśmy na rywala. Po raz drugi zaaplikowaliśmy mu 12 goli. Bardzo dobrą partie rozegrali - Turwoń i Widurski. Ten ostatni zdobył pierwsze gole w seniorach i powinny podziałać mobilizująco na niego.

MUKS Zielonka – Worwa Szarotka Nowy Targ 1:5 (0:1, 0:0, 1:4) i 6:4 (0:2, 3:0, 3:2)
Bramki dla Szarotki: Panek 2, Zacher, Luberda, Żuk (I mecz), Ryś, Ślusarek, Jachymiak, Panek (II mecz).
Worwa Szarotka: Jastrzębski – Ligas, Zacher, Hamrol, Augustyn, Ossowski – Barszczewski, Ryś, Żuk, Jachymiak, Ślusarek – Panek, Luberda.

Tego chyba nikt się nie spodziewał. Szarotka po słabym wejściu w sezon, przegranej w Wejherowie, zdołał pokonać wicemistrz kraju na jego terenie. A to ci dopiero niespodzianka. Brązowi medaliści mistrzostw Polski w unihokeju zaskoczyli Zielonkę w trzeciej tercji. Ich kontry okazały się zabójcze. I niespodzianka stała się faktem.

- Na pewno jest to niespodzianka – potwierdza Lesław Ossowski. - Zielonka grała bez Antoniaka, a my bez Chlebdy. Zabrakło więc dwóch czołowych polskich unihokeistów. Po słabym występie w Wejherowie zmobilizowaliśmy się na Zielonkę i chcieliśmy zdobyć punkty. Rozegraliśmy bardzo dobry mecz w obronie. Dawno nie graliśmy tak pewnie i cierpliwie, praktycznie nie popełnialiśmy błędów w rozegraniu piłeczki. Świetnie naszej świątyni strzegł Jastrzębski, uznany najlepszym graczem meczu. W trzecie tercji Zielonka odkryła się, chciała wyjść wysoko i wtedy karciliśmy ją kontrami. Mogliśmy wyżej wygrać, ale przez dwie tercje byliśmy nieskuteczni.

W rewanżu górale tylko przez pierwszą tercję kontynuowali dobrą serię. Nieszczęście zaczęło się od straty samobójczego gola. Zielonka dostała wiatr w żagle i w 36 min. po raz pierwszy objęła prowadzenie 3:2, a w 48 minucie miała już dwubramkową przewagę (5:3). Potem kary „zniszczyły” Szarotkę, która w trzeciej tercji złapała 30 minut!. Gospodarze 14 sekund przed końcem nie wykorzystali jeszcze karnego.

- Pierwsza tercja w naszym wykonaniu była najlepsza w weekend – twierdzi Lesław Ossowski. – Gospodarze nie istnieli. Początek drugiej odsłony również dobry. Potem straciliśmy przypadkową bramkę samobójczą. Właściwie nic złego się nie działo, powinniśmy grać swoje i nadal być skoncentrowani. Tymczasem zaczęliśmy podważać decyzje arbitrów. Pojawił się stary mankament, mruczenie pod nosem, przeklinanie. Niektóre decyzje sędziów były kontrowersyjne, ale powinniśmy się już tego nauczyć, że komentowanie nic nie daje. Jaki poziom ligi, taki sędziowania. Trzeba z tym żyć, bo to nie pierwsza taka sytuacja. Nie mieliśmy możliwości gonienia wyniku, bo cały czas graliśmy w osłabieniu.

Stefan Leśniowski
Zdjęcia Andrzej Pabian
 

Komentarze







reklama