09.11.2015 | Czytano: 1340

Ondriej Raszka: To nowe doświadczenie

– Dobry bramkarz to 75% sukcesu – powtarza Gabriel Samolej, były bramkarz olimpijskiej reprezentacji. - Spokój, dobre interwencje nakręcają chłopaków. Oni pewniej czują się w polu, śmielej atakują, bo wiedzą, że mogą polegać na ostatniej instancji. Wiedzą, że babola, który załatwiłby mecz, nie przepuści.

Podhale w ubiegłym sezonie zyskało takiego bramkarza. Na palcach jednej ręki można zliczyć bramki, które go obciążają. Ale też trzeba przyznać, że miał najwięcej strzałów w lidze. Ondriej Raszka, to o nim mowa.

- Bramkarz sam nie wygra meczu. Wygrywa cała drużyna. Robię jednak wszystko, by pomóc zespołowi w odnoszeniu sukcesów – często powtarza Ondriej.

Jego ligowe osiągnięcia sprawiły, iż Jacek Płachta powołał go do reprezentacji Polski. Zadebiutował w Toruniu w lutowym turnieju EIHC w meczu z Rumunią. W sobotę zaliczył drugi występ. Strzegł biało –czerwonej bramki w meczu z Austriakami.

- Jak po występie?

- Odpoczywam w Czechach. Dzisiaj wieczorem wracam do Nowego Targu.

- Jesteś zadowolony z występu?

- Zawsze mogło być lepiej. Na konferencji prasowej już wspominałem, że cieszę się z każdego występu w drużynie narodowej. To dla mnie nowe doświadczenie. Kossowski i Odrobny zaliczyli już dużo międzynarodowych spotkań. Dla mnie był to drugi występ. Coś nowego. Cieszę się, że mogłem wystąpić w meczu z tak mocnym przeciwnikiem To spotkanie dało mi dużo do myślenia. Pokazało, że jeszcze dużo pracy mnie czeka.

- Mecz zaczął się dla was najgorzej jak mógł… Nie dało się zapobiec utracie goli?

- Oczywiście, że dało. Gdybym inaczej zachował się w tych sytuacjach. Przy pierwszej bramce wjechał we mnie austriacki zawodnik. Zagrał ciałem. Wykręcił mnie z kierunku lotu krążka i nim zdążyłem przyjąć odpowiednią pozycję, krążek był już w bramce. Ewidentny faul. Sędzia stał półtora metra od zdarzenia, ale nie zagwizdał. Przy trzeciej bramce był rykoszet. Krążek odbił się od rękawicy obrońcy i zmienił kierunek lotu. Strzał szedł na obijaczkę, a poleciał na łapaczkę. No cóż, dopisało rywalom szczęście. Nam go zabrakło.

- Może w kwietniu w Katowicach role się odwrócą i wam będzie świeciło słoneczko?

- Mamy taką nadzieję. Nie zagraliśmy złego meczu. W trzeciej tercji Austriacy nie mieli żadnej szansy. Graliśmy tylko w ich strefie. No, ale słoneczko nie chciało dla nas świecić. „Guma” nie chciała wpaść do ich bramki, a okazji było bez liku. Niestety przespaliśmy początek spotkania. Dwie kolejne odsłony były wyrównane.

- Który mecz w wykonaniu drużyny był najlepszy?

- Trudno ocenić, bo skala drużyn była różna. Z Koreą zagraliśmy super pierwszą tercję, a dwie kolejne były słabe. Turniej dał sporo materiału do przemyśleń. Mocni przeciwnicy uwypuklili mankamenty, które są do poprawy. Turniej spełnił swój cel. Austria i Słowenia to ekipy, które wypadły z elity, to inny poziom niż mecze ligowe. Dla każdego zawodnika konfrontacje z takimi zespołami są bardzo pożyteczne. Takich meczów powinno być jak najwięcej.

- Debiut w reprezentacji w meczu z Rumunią zakończyłeś na zero. Teraz było trudniej?

- Nie można porównywać pod względem hokejowym Rumunii z Austrią. To nie ta półka. Każdy mecz jest inny.

- Polski paszport otrzymałeś zbyt późno, by zadebiutować w krakowskich mistrzostwach świata.

- 3-4 dni przed rozpoczęciem czempionatu. Jak kompletowano skład na mistrzostwa, to nie byłem jeszcze polskim obywatelem. Trener nie chciał robić zamieszania i powołał innych golkiperów na trzytygodniowe zgrupowanie. Gdy dokument miałem z ręce, to przez trzy tygodnie nie trenowałem. Trener nie chciał zamieszania.

- Wróćmy na klubowe podwórko. Wygraliście dziewięć spotkań z rzędu. Jeszcze dwa zwycięstwa i w drugiej rundzie będą same zwycięstwa.

- Nawet nie zauważyłem, że nie przegraliśmy meczu w tej rundzie. Staram się skupiać na kolejnych meczach. Wiem, że była seria zwycięstw, ale aż taka? Byłoby pięknie gdybyśmy wygrali wszystkie mecze w tej rundzie. Na pewno nie będzie łatwo. W Janowie zawsze się trudno gra. Nieprzyjemny przeciwnik. Z kolei Bytom walczy o szóstkę i tanio skóry nie sprzeda. Za wszelką cenę będzie chciał zdobyć jakieś punkty. Pewne jest, że żaden z tych rywali punktów nie odda nam za darmo. My też znamy swoją wartość i postaramy się o wygrane. Jak w każdym meczu zrobimy wszystko, żeby zjeżdżać z tafli w glorii zwycięzców.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama