Tymczasem on ma… 20 lat. On, czyli Patryk Wronka. To był jego pierwszy gol w reprezentacji kraju. Dodajmy w piątym występie. Zachował się jak… Leon zawodowiec. Tak to określił Włodek Sowiński w katowickim „Sporcie”.
- To instynkt strzelecki mnie do takiego ruchu skłonił. Gdy dostałem krążek niewiele się zastanawiałem. Ruszyłem w stronę bramki. Zobaczyłem, że mam szansę ją objechać, bo bramkarz dziwnie się ustawił. Byłem zdziwiony biernością rywali, więc objechałem bramkę i „pod lodem” wpakowałem do niej krążek. Od zakrystii jak się mawia w naszym żargonie. Debiutancki gol cieszy, ale najważniejsze było zwycięstwo drużyny. Myślałem, że pójdzie nam troszkę lżej z Koreą – powie Patryk Wronka.

Młody napastnik Podhala w meczu z Austrią zadziwiał fachowców dojrzałą grą i wyszkoleniem technicznym. Komentatorzy wyrażali się o nim w samych superlatywach. Jego postawę docenili organizatorzy, którzy wybrali go najlepszym zawodnikiem w polskim zespole. W nagrodę otrzymał zegarek.
- Nie pierwszy w mojej kolekcji, ale pierwszy w seniorskiej kadrze. Wcześniej takie suweniry otrzymywałem w juniorskiej i młodzieżowej drużynie narodowej – wyjawia. – No cóż nie wygraliśmy ze spadkowiczami z elity, chociaż byli w naszym zasięgu. Zabrakło skuteczności i koncentracji w pierwszych 10 minutach z Austrią. Mamy sporo czasu do mistrzostw świata, by wszystkie mankamenty poprawić. Przepracujemy solidnie ten okres, damy z siebie wszystko i mam nadzieję, że pokonamy tych rywali w najważniejszej próbie sezonu.
Debiut w seniorskiej reprezentacji zaliczył w ubiegłym sezonie podczas turnieju EIHC w Budapeszcie. Po roku kolejny raz znalazł się w orbicie zainteresowań Jacka Płachty. Selekcjoner desygnował go do pierwszej formacji, z doświadczonymi krajanami – Krzyśkiem Zapałą i Marcinem Koluszem. Mając za partnerów takich grajków, nie mógł zawieść i nie zawiódł.
- Trener decyduje o ustawieniu drużyny. Jaka też jest moja pozycja w zespole. Czuję się bardzo dobrze na skrzydle i w towarzystwie nie byle jakich hokeistów – wyznaje.
O tym, że jest to ogromny talent polskiego hokeja sympatycy tego sportu wiedzą od dawna. Przyjemnie się patrzy na jego jazdę, operowanie krążkiem. Gdy ma go na łopatce kija włączą drugi bieg i rywale nie mogą za nim nadążyć. Często też narażony jest na faule. Na lodzie również zachowuje się jakby był starym wyjadaczem. Po nim można spodziewać się wszystkiego. Nie stara się strzelać, a szkoda, ale przede wszystkie dogrywać krążki kolegom. A robi to wspaniale, bo głowę ma zawsze w górze. Jeszcze krążek do niego nie dotrze, a on już wie gdzie go podać. Z pierwszego „frunie” dokładnie w to miejsce gdzie są partnerzy. Trudno przewidzieć jego podania. Jest po prostu nieprzewidywalny. Potrafi uwolnić się od przeciwnika, zablokować go, wygrywać pojedynek jeden na jeden.
- Wszyscy twierdzą, że Patryk nie ma dobrych warunków fizycznych, ale technicznie jest bardzo dobry. Przede wszystkim ma głowę i oczy szeroko otwarte. Dużo widzi na lodzie – mówi Adam Wronka, ojciec Patryka.
Syn przebił ojca. Adaś, który również imponował nienaganną jazdą na łyżwach i przeglądem sytuacji, zaliczył jeden występ w reprezentacji kraju w towarzyskim meczu z Rumunią (3.9.1985), mimo iż wcześniej był etatowym kadrowiczem w juniorach i młodzieżówce. Teraz królem w rodzinie jest Patryk.
- Ja dominuję w domu. Dobra – śmieje się 20 –latek.
- Podziwiam tego chłopaka. Potrafi sobie zorganizować zajęcia, pogodzić je ze szkołą, by nie opuścić żadnego treningu. To co robi sprawia mu frajdę, po prostu kocha to. Nawet jak go coś boli, to angażuje się w trening - tak o Patryku wypowiadał się trener Ryszard Kaczmarczyk, który prowadził go w juniorach.
Najwięcej jednak zawdzięcza mamie, a potem trenerom - Robertowi Szopińskiemu, Ryszardowi Kaczmarczykowie i Markowi Ziętarze.
- Ten ostatni dał mi szansę zaistnienia w seniorskim hokeju i staram się ją jak najlepiej wykorzystać – zaznacza. Po zdobyciu pierwszej bramki w seniorach tak powiedział: - Cieszę się z tego trafienia, ale najważniejsze jest zwycięstwo drużyny. Ta bramka to dla mnie delicja.
Ma za co dziękować, bo wcześniej Patryka nie bardzo widziano w seniorskiej drużynie. Wszyscy martwili się, że z nikłymi warunkami fizycznymi nie poradzi sobie w dorosłym hokeju. Mylili się. Technika, świetna jazda na łyżwach sprawiła, iż z każdym meczem stawał się graczem pełną gębą. Rozwijał się i trafił do seniorskiej reprezentacji kraju.
Hokej, unihokej, piłka nożna – to dyscypliny, które z powodzeniem uprawia. Ma pseudonim „Goldi”, może dlatego, że wszystko zamienia na złoto. W hokeju i unihokeju w kategoriach młodzieżowych na zawołanie zdobywał mistrzostwa kraju. Jest już czterokrotnym seniorskim mistrzem Polski w unihokeju i tylko w hokeju mu tego tytułu brakuje. Może w tym sezonie?
Reprezentant Polski w hokeju i unihokeju. A była jeszcze piłka nożna. Świetnie operował futbolówką. Skauci z Hiszpanii mieli okazję go podziwiać i zaproponowali mu pozostanie w tym futbolowym kraju, gdzie od 20 lat przebywa jego tata. Grał NKP Podhale, zainteresowana była nim krakowska Wisła i był moment, że dla futbolu porzuci hokej. Tak się nie stało i dobrze dla dyscypliny, która w herbie ma kij i kauczukowy krążek.
- Teraz już tylko hokej – deklaruje. – Może jak się skończy sezon hokejowy i będę wolny, to pomogę chłopakom zdobyć kolejną mistrzowską koronę w unihokeja.

Patryk sport ma w genach. O tacie już wspominaliśmy. Dziadkiem był Tadeusz Kacik, reprezentant kraju, który z Józefem Słowakiewiczem i Walentym Ziętarą tworzyli jeden z najlepszych ataków w historii polskiego hokeja.
Ubiegły sezon miał bardzo udany. Walnie przyczynił się do zdobycia przez drużynę brązowego medalu. Nikt przed sezonem na ten medal nie liczył, bo drużyna młoda, a i nie bogata. Jego gra przypadła do gustu Rudolfowi Rohaczkowi, który zapragnął mieć go w swojej „stajni”.
- Jak dostał ofertę z Cracovii, to dzwonił do mnie i radził się. Co robić – chwali się tata. - Powiedziałem mu, że nie czas jeszcze na zmiany. Robotę, którą wykonała drużyna w poprzednim sezonie zaprocentuje w kolejnym. Potem się zobaczy co się w Podhalu będzie działo. Jak będzie dobry, to na przyszły sezon też przyjdą po niego. Teraz jest u siebie i ma szansę się rozwinąć.
- Dostałem ofertę z Cracovii – nie ukrywa Patryk. – Bardziej to była moja decyzja. Wiedziałem, że mogę w Krakowie nie mieć pewnego miejsca w składzie. Ja chcę grać i rozwijać się, bo tylko grając można podnosić swoje umiejętności.
Patryk w reprezentacji gra na skrzydle, ale wszyscy pamiętają go z gry na środku. Był kreatorem ataku w Podhalu. W tym sezonie po raz pierwszy Marek Ziętara przesunął go na skrzydło.
- Trener mi ufa i to bardzo dobrze. Przestawienie na skrzydło w niczym mi nie przeszkodziło. Jest lepiej niż było. Nie narzekam – zapewnia.
Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










