Dżentelmen w boksie może oczywiście skakać, gestykulować, gwizdać i rzucać butelkami z wodą, ale nie ma możliwości być na boisku i zdobywać bramki. Do tego sędziowie, którzy w polskiej lidze są katastrofalni potrafią doprowadzić niejednego do furii nieobiektywnymi decyzjami. Trenerzy są w ekstremalnie stresującej sytuacji. Z jednej strony ciąży presja wyniku. Z drugiej dotyka frustrująca bezradność. Hokeiści nie zawsze wykonują polecenia taktyczne, a ślizgający się po lodzie krążek często pisze nieprawdopodobne scenariusze.
W trakcie meczu z JKH Jastrzębie zasłabł szkoleniowiec Podhala, Marek Ziętara. Musiał skorzystać z pomocy lekarskiej. Markowi Ziętarze skoczyły ciśnienie i tętno i nie widział wygranej swoich podopiecznych, gdyż został odwieziony do domu.
- Dały o sobie znać emocje. Skok ciśnienia i wysokie tętno spowodowały lekkie zasłabnięcie. Nie było jednak konieczności hospitalizacji. Po kilku minutach trener doszedł do siebie, do boksu już nie wrócił. Pojechał do domu – uspokajał lekarz, Maciej Jachymiak.
Ktoś kiedyś powiedział, że zawód trenera to najtrudniejsze zajęcie świata. Oczywiście grubo przesadził, ale pod żadnym pozorem nie można nazwać tego łatwym kawałkiem chleba. Podobnego zdania są także specjaliści, czyli psychologowie sportowi.
Marek Ziętara to typ człowieka, który musi mieć wszystko poukładane. Nie znosi nieporządku. Do tego niezwykle ambitny, przejmujący się nawet drobnymi sprawami. Ale –jak mawia – drobne rzeczy, niuanse decydują o sukcesie. Na pewno jest wybuchowy. Nie raz w rozmowie mówił, że zdaje sobie z tego sprawę, ale jak wejdzie wir pracy, to zapomina o spokoju. Przed dwoma laty tak się przejmował sprawami drużyny, że ciśnienie skoczyło mu do 190. Miał zakaz prowadzenia drużyny, ale nie zastosował się do niego. Chciał przy niej być, dowodzić nią.
„Stres nie dotknie trenerów, którzy niczym się nie przejmują. Tych, którzy odwalają robotę. Dopada tylko ambitnych, którzy chcą coś w życiu osiągnąć” - cytat „Psychologia piłki nożnej”.
Często przez wiele miesięcy trener żyje pod presją wyniku. Sukcesu oprócz prezesów, kibiców oczekują także sponsorzy. Drużyna ma więc nie tylko grać, ale wygrywać i w rozgrywkach zajść jak najdalej. A to przecież trener za to odpowiada. Pojawiają się więc kolejne i następne wymagania i oczekiwania wobec jednego człowieka. Stres w tym zawodzie był, jest i będzie, ale szczególne żniwo zbiera w dzisiejszych czasach, gdy liczy się wynik, jak najkorzystniejszy, najszybszy i odniesiony w najbardziej spektakularny sposób.
Czynnikiem silnie stresującym trenera, jest mnogość ról jakie on przejmuje. Zazwyczaj trener zarzucany jest problemami poza szkoleniowymi – brak sprzętu, napojów, stanem tafli lodowej… Trener jest nierzadko mediatorem czy wręcz negocjatorem. To do niego z każdym problemem zgładzają się zawodnicy. Nieraz nie może zaradzić, bo nie leży to w jego kompetencji. Nie ma najmniejsze wpływu na pozasportowe sprawy. W mniejszych klubach staje się dietetykiem, psychologiem, a nawet „policjantem”. Dziennikarze, którzy chcą zdobyć jakieś informacje, dzwonią przede wszystkim do trenera.
– To zawód bardzo wyniszczający, wielu trenerów zeszło z tego świata z powodu chorób serca. Ja niejednokrotnie musiałem być trenerem, fizjologiem, psychologiem i księgowym. Trzeba było być bardzo mocnym psychicznie i odpornym – mówił w jednym z wywiadów dla TVP Sport, Bogusław Kaczmarek, trener z 30- letnim stażem.
Stefan Leśniowski










