21.09.2015 | Czytano: 1613

„Szarotki” walczą z kontuzjami

- Mamy coraz większe problemy kadrowe. Wypadają zawodnicy, a ja muszę rotować składem. Co zmiana to inne ustawienie – mówił po meczu z Sanokiem trener Marek Ziętara.

Ma ból głowy, bo też jego „stajnia” nie jest liczna. Ktoś mógłby się dziwić, że Podhale ma kłopoty kadrowe. Dawniej, w przypadku kontuzji, do kadry pierwszego zespołu na jedno miejsce pretendowało kilku graczy. Były lata, że zawodników wypożyczano do innych klubów, bo była nadprodukcja. Nie było w kraju zespołu, w którym nie występowałby wychowanek nowotarskiego hokeja. Do Podhala przylgnęło określenie „kuźnia talentów”.

To już historia. Rzeczywistość jest brutalna. Po prostu źródełko wyschło, bo byli ludzie, którzy go zaniedbali. Marek Ziętara, przed trzema laty, obejmował zespół w kiepskim stanie. Spadł z ekstraklasy, a lepsi zawodnicy poszukali sobie bogatszych klubów. Już po mistrzostwie Polski w 2010 roku odeszła armia reprezentantów kraju. Ziętara zmuszony został do wzięcia tego, co zostało w klubie. Wielkiego wyboru nie miał. Nie wszyscy zdołali przetrwać reżim treningowy. Słabsze jednostki zostały przesiane. Pozostało mu to czym teraz dysponuje. Nic więcej. Niema wartościowych juniorów, którzy mogliby pretendować do pierwszego zespołu. Dlatego już przed sezonem modlił się, by nie było w zespole żadnych kontuzji. Modlitwa nie została wysłuchana. Plaga kontuzji już na początku sezonu dotknęła jego team.

- Kontuzjowany Krzysztof Zapała jeszcze nie wznowił treningów. W Sosnowcu w meczu ze „szkółką” wypadł ze składu Daniel Kapica. Z kolei meczu z Sanokiem nie dokończyli – Maciej Sulka i Konrad Stypuła. Obaj mają kłopoty z barkiem. Zostało mi dwóch środkowych, więc na środek ataku z obrony musiałem przesunąć Jarka Różańskiego. Różański raz grał w ataku, raz na obronie. Ciężko jest grać kiedy „piątka” za „piątką” jest różna – mówił na pomeczowej konferencji.

Nieszczęścia zaczęły się od Krzysztofa Zapały. Upadł pod bandą w meczu z Tychami i już nie podniósł się o własnych siłach.
– Nie miałem żadnego kontaktu z przeciwnikiem. Dojeżdżając do krążka nagle ścięło mnie z nóg. Początkowo myślałem, że to skurcz mnie złapał. Jednak ból nie mijał. Okazało się, że to coś poważniejszego, naderwanie mięśnia dwugłowego – mówi popularny „Kazek”.

Miejsce „Kazka” na środku ataku zajął Daniel Kapica. Ale i on niedługo pograł. W Sosnowcu doznał skręcenie stawu kolanowego. Minimum dwa tygodnie ma z głowy.

Na tym nieszczęść nie koniec. Konrad Stypuła uszkodził bark z Sanokiem i rozbita została czwarta formacja. – Byłem twarzą ustawiony do bandy, gdy zostałem z tyłu zaatakowany. Kiepsko ruszam ręką. Nie boli tylko wetdy, gdy mam ją opuszczoną. Wątpię, żebym był gotowy na piątkowe spotkanie – powiedział Konrad Stypuła.

W trzeciej tercji nie było już na tafli Macieja Sulki. Za niego z Haverinenem zagrał Różański.
- Zerwałem mięsień, który od barku zbiega w dół pod łopatkę – tłumaczy Maciej Sulka. – Nie mogłem się ruszać. Jak wciągałem powietrze, to mnie paraliżowało w klatce piersiowej. Dzisiaj miałem bańki stawiane. Już mnie trochę popuściło. Leczą mnie i mam nadzieję, że za 2-3 dni będzie dobrze.

- Po badaniach okazało się, że Sulka ma szansę zagrać w piątek z Cracovią. Pozostała trójka została wykluczona na dłuższy okres - informuje Marek Ziętara.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama