„ Faceci wokół się snują co są już tacy, że czego dotkną, zaraz zepsują. W domu czy w pracy. Bo jedna myśl im chodzi po głowie, którą tak streszczę: „Co by tu jeszcze spieprzyć, Panowie? Co by tu jeszcze?” Te słowa jak ulał pasują do facetów Polskiego Związku Hokeja na Lodzie. Już nie tylko w kraju śmiejemy się z ich odkrywczych pomysłów. Zaczyna się z nich śmiać świat, bo ruszyli na jego podbój, gdy zaczęli manipulować przy organizacji mistrzostw świata Dywizji IA.
To odbierają Krakowowi czempionat i dają go Katowicom, wbrew wcześniejszym ustaleniom z IIHF. To podejmują uchwałę w tej sprawie, by potem mailowo ją kolejny raz przegłosować i wycofać się z poprzedniej. - Pan prezes wysłał ze swojego maila zapytania w tej sprawie do pozostałych członków zarządu, ale wyników głosowania już nie przedstawił. Nie było żadnej uchwały - mówi Mariusz Wołosz, wiceprezes PZHL-u. - Jestem w ciężkim szoku. Zachowanie prezesa i jego najbliższych współpracowników jest irracjonalne, żeby nie powiedzieć patologiczne – dodaje.
A potem zaczęto kupczyć imprezą. Kto da więcej! – taki głos wydali w poniedziałek, odwiedzając włodarzy Katowic, a potem gościli pod Wawelem. Związek chciałby 6 mln zł, a Kraków nie zamierza wydać więcej niż połowę tej sumy.
- Jestem zniesmaczony całym zamieszaniem wokół gospodarza MŚ - przyznaje Jacek Chadziński, wiceprezes związku. - Od początku było jasne, że impreza ma odbyć się w Krakowie, bo tak zdecydował właściciel czempionatu, czyli IIHF. Żadne uchwały nie powinny być podejmowane.
Ciekaw jestem jak długo jeszcze będzie trwał ten serial w stylu brazylijskich telenowel. Zanosi się, że to nie jest ostatni odcinek.
Ale to nie pierwszy i ostatni „wybryk” Związku. 4 września doszło do meczu o Superpuchar. Mistrz z Tychów stanął naprzeciw Cracovii. Nie byłoby w tym nic dziwnego, ale odbyło się to wbrew regulaminowi, który ustaliły władze hokeja. W myśl niego w meczu tym powinien wystąpić mistrz i zdobywca Pucharu Polski. Ale w tym przypadku tyszanie ustrzelili dublet. Więc sięgamy dalej do regulaminu, a ten w punkcie 38.2 wyjaśnia co następuje: „Zasady gry w rozgrywkach, o których mowa w pkt. 38.1. zostaną określone w oddzielnych przepisach wydanych przez Zarząd PHL nie później niż 1 września.” Tymczasem parę w Superpucharze Związek określił już w czerwcu! Cracovia w lidze zajęła piąte miejsce, zaś w PP przepadła w półfinale. Dlaczego więc ona? Dlaczego nie wicemistrz kraju bądź finalista PP? Regulamin powinien być jasny i precyzyjny, a nie interpretowany przez związkowych działaczy.
To nie ostatni grzech, z którego powinni się wyspowiadać. Pomysł utworzenie 12-zespołowej PHL i dokooptowanie SMS – to kolejne wybryki natury, które nie mają nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Fachowcy podkreślają, że udział „szkółki” nie ma sensu, chyba, żeby była to prawdziwa reprezentacja U20. Ale kluby swoich młodzieżowców nie wypuszczą, bo sami muszą takowych mieć w składzie (kolejny wymóg regulaminowy). Tym posunięciem, przepaść między najlepszymi a najsłabszymi jeszcze się powiększy. Wcale nie na korzyść podniesienia poziomu rodzimego hokeja.
Powiększenie ekstraklasy sprawiło, iż może dojść do sytuacji, iż nie wystartuje pierwsza liga. KTH nie ma środków. Legia także. Pozostał Stoczniowiec, Dębica oraz SMS U18. Liga dla trzech drużyn nie ma sensu. Co zrobić z gdańszczanami, którzy zmontowali ciekawy skład? Czy jeszcze jeden ośrodek hokejowy będzie musiał zamknąć podwieje? Wydawało mi się, że Związek powinien dbać o swoje poletko, a to niestety bardzo, ale bardzo się kruszy. Czyby rolą PZHL było zamykanie hokejowych sekcji? Być może szykuje kolejną bombę.
Stefan Leśniowski










