Sala tortur ma ich w tym pomóc. Robią więc wszystko, by być gotowym na więcej. Dla wielu to nie pierwszyzna, bo już w ubiegłych latach trener Marek Ziętara wprowadził ćwiczenia z Bodypump i Gritu, które sprawdziły się w sezonie zimowym. Odwiedziliśmy dzisiaj hokeistów podczas zajęć w Hi Fitness. Instruktorka nie oszczędzała zawodników, a trener Marek Ziętara jeszcze pilnował, by nikt się nie obijał. Pot z zawodników lał się strumieniami. Niektórzy, po kilku minutach ćwiczyli już bez koszulek, bo były tak mokre. Wokół stanowisk graczy były potężne kałuże potu.

- Już bardziej mokrym nie dać się być – mówi Mateusz Michalski. - Bardzo ciężkie zajęcia, ale takie muszą być, żeby na lodzie było lżej. Model treningowy jest podobny do ubiegłorocznego, ale z większą ilością powtórzeń. Nie może być tak samo, z racji tego, że organizm się przystosowuje. Grit jest jednym z cięższych zajęć, ale Patryk (Wronka – przyp. aut) śpiewa, więc jest dobrze przygotowany. Bardzo intensywny trening składający się z dwóch 30- minutowych części. Pierwsza to wytrzymałość, druga to ćwiczenia stabilizujące, a więc nieco luźniejsze. Tydzień pozostał do urlopów, ale w wakacje nie można leżeć, trzeba też trenować. Nie mam jeszcze sprecyzowanych planów urlopowych.

- Grit dla ciebie to pestka? – prowokuję wezwanego do tablicy Patryka Wronkę. – Nic podobnego – zarzeka się. – Bardzo ciężki trening. Podczas tych ćwiczeń najbardziej się pocę. Pani jest wymagająca, ale dajemy radę. Mam nadzieję, że będę lepiej przygotowany do sezonu niż w ubiegłym roku. To, że śpiewałem po treningu, to z radości, że już koniec. Jeszcze tydzień treningów i wakacje, które spędzę w Turcji.

- Trener daje w kość – twierdzi też Sebastian Łabuz. - Treningi są bardzo mocne, z dużymi obciążeniami, ale kiedy jak nie teraz ładuje się akumulatory. Muszą być takie, by wytrzymać trudy sezonu. Trener powiela zeszłoroczny cykl przygotowań, z małymi poprawkami. Po prostu niektóre zajęcia udoskonala, wprowadza nowości, by nie były mrużące. Zwiększył też obciążenia. Z tygodnia na tydzień są coraz większe, a kulminacja nastąpi w ostaniem tygodniu. Każdy początek tygodnia jest uderzeniowy – maksymalna siła, Grit, bieg pod tzw. Golgotę św. Marka - to daje porządnie w kość, a do tego ten żar lejący się z nieba. W ubiegłym roku kilka treningów wypadło nam przez pogodę, ale w tym roku pogoda nam sprzyja. Dlatego zaczynamy zajęcia wcześnie, gdy jest jeszcze chłodno. W tym upale biegać, to prawdziwy dramat. Psychicznie i fizycznie jest ciężko, dlatego z utęsknieniem wyczekuję wolnego.

Tekst + zdjecia Stefan Leśniowski










