11.08.2009 | Czytano: 2336

Nie taki diabeł straszny (+zdjecia)

W słowackim Široke rozegrana została kolejna eliminacja Vychodoslovensky’ego Poharu. W klasie MX1 drugie miejsce zajął Patryk Galica Gudbaj. Osiągnięcie spore, zważywszy, iż góral startował na słabszym motocyklu niż rywale, a przyszło mu rywalizować z całą europejską czołówkę i zawodnikami objeżdżonymi w mistrzostwach świata.

- Zaryzykowałem i wystartowałem w tej klasie motocykli. Moja „250 - tka” zmierzyła się z „450 - tkami” – mówi Patryk Galica Gudbaj. – Wydawałoby się, że na słabszym motocyklu będę na z góry straconej pozycji. Tym bardziej, iż rywale nie byli byle jacy. Z niejednego pieca chleb jedli. Tacy starzy wyjadacze, bo na motocyklach spędzili ponad 30 lat. W dodatku każdy wiraż toru w Širokim był im świetnie znany, bo tutaj wielokrotnie startowali i trenowali.

Organizatorzy stanęli na wysokości zadania. Świetnie przygotowali tor, jakby miała się odbyć na nim eliminacja mistrzostw świata. Wyprofilowany, wyrównany i polany. Był bezpieczny. Już pierwsza czasówka zaskoczyła Gudbaja. „Wykręcił” na swoim Kawasaki najlepszy czas treningu dowolnego.

- Byłem potwornie zdziwiony, ale szybko zostałem sprowadzony na ziemię. W drugiej próbie doświadczeni zawodnicy pokazali, że nie będzie z nimi przelewek, ale tylko dwóch miało lepsze ode mnie czasy. Pomyślałem, nie jest źle - opowiada Patryk.

Patryk stracił do najlepszego Słowaka Jozefa Drozdy ( przed rokiem był 36. zawodnikiem na świecie) zaledwie 1,2 sekundy. To błysk szprychy. Z wielką więc nadzieją przystępował do pierwszego wyścigu.

- Okazał się niefartowny – twierdzi Patryk Galica Gudbaj. – Z maszyny startowej wyszedłem na drugiej pozycji, ale potem, gdy było pod górkę, zostałem wyprzedzony. To było do przewidzenia, bo rywale mieli mocniejsze i szybsze motocykle. Dociskałem mojego rumaka ile wlezie, ale ciągle jechałem w stawce na 5- 6. miejscu. Jednak z okrążenia na okrążenie zaczynałem odrabiać dystans i „połykać” przeciwników. Przedarłem się do przodu i przed sobą miałem już tylko jednego jeźdźca. Wtedy jednak popełniłem fatalny w skutkach błąd i zaliczyłem „glebę”. Nim się pozbierałem przede mną było 20 zawodników. Pomyślałem, że jest już „po zawodach”. Tym bardziej, iż złamałem klamkę od hamulca. Tor był szybki i bez przedniego hamulca ciężko mi się jechało. Jednak nie poddałem się. Gaz do dechy i linię mety minąłem na szóstej pozycji.
Gudbaj odpoczął, zreperował motocykl i w drugim wyścigu pokazał góralski charakter.

– Zawziąłem się – przekonuje. – Stwierdziłem, że muszę powalczyć. Nie przyjechałem przecież na wycieczkę. Tym bardziej, iż pierwszy wyścig pokazał, iż rywale wcale nie byli tacy mocni jak wyglądało to na papierze. Dobrze wyszedłem z maszyny startującej. Startu oczywiście nie wygrałem, bo moc mojego silnika na to nie pozwoliła. Kilka okrążeń czaiłem się, aż wreszcie zaatakowałem i wysforowałem się na prowadzenie. O dziwo moi rywale nie skontrowali. Więcej, z okrążenia na okrążenie zwiększałem przewagę nad Słowakami.

Patryk długo po minięciu mety, bo ponad 34 sekundy, czekał na Daniela Krištofčaka, który jako drugi minął metę. Po dwóch wyścigach podhalańczyk sklasyfikowany został na drugim miejscu.

- Teraz szykuje formę na ostatnią eliminację mistrzostw Słowacji w mojej klasie MX2 Junior. Jeśli Bóg pozwoli, to być może będę pierwszym Polakiem, który wywalczy ten tytuł na Słowacji – zakończył Patryk Galica Gudbaj.

Stefan Leśniowski

Reklama

Komentarze





reklama