- Talent poparty ogromnym sercem do gry. Polski hokej będzie miał z niego pociechę. Dobra jazda na łyżwach, przegląd, umiejętność wykorzystywania sytuacji podbramkowych – mówili.
W klubie potwierdzał, że nie były to puste słowa. Bartłomiej Nuepauer – bo o nim mowa – z każdym meczem robił postępy, wyrastał na playmekera i snajpera pełną gębą. Imponował dynamiczną jazdą, i jak przystało na środkowego napastnika, przeglądem sytuacji. Kibice zapewne pamiętają jego wspaniały występ w meczu z Toruniem. 31 stycznia 2012 roku zdobył cztery gole i przy jednym asystował, a Podhale wygrało 5:3. Był to szczególny mecz, bo „szarotki” ostatni raz całą pulę zgarnęły z własnej tafli 30 września 2011 roku. Ograły wtedy także Toruń 3:2. Długo musieli czekać fani Podhala, na kolejny triumf w regulaminowym czasie. Dał im go w prezencie właśnie Bartek Neupauer.
- To rekordowe osiągnięcie. Nawet w juniorach nie udało mi się cztery razy w jednym meczu pokonać bramkarza przeciwnika – mówił wówczas bohater meczu.
To był zresztą bardzo udany sezon Bratka. Podczas mistrzostw świata U 18 został najlepszym strzelcem czempionatu. Rok wcześniej zdobył złoty medal z Podhalem, chociaż nie dla wszystkich starczyło złotych krążków.
- Na szczęście mam go w swojej kolekcji. To był debiutancki sezon w ekstraklasie, ale przez to, że nie grałem w play off, nie jestem do końca spełniony. Myślę, że mogłem wtedy pokazać więcej – twierdzi.
Dorastał u boku zawodników, o których często się mówi, że z niejednego pieca chleb jedli. Szybko stał się ulubieńcem publiczności. Wydawało się, że Podhale wreszcie będzie mało zawodnika światowego formatu. Tymczasem jak grom z jasnego nieba spadła informacja, że Neupeuer kończy karierę. Wiadomość ta dla wielu kibiców Podhala była sporym zaskoczeniem i jednocześnie niemiłą niespodzianką.
- Zawiesiłem łyżwy na kołku nie ze względów sportowych, lecz osobistych – wyjawia. – Nie byłem w stanie dogadać się w sprawach finansowych i kontraktu z zarządem. Chciałem kontynuować naukę, zdobyć zawód. Nie dało się tego pogodzić. Nie pozwolono mi dalej grać.
Wilka jednak ciągnie do lasu. – Zawsze chciałem grać w hokeja – mówił. Okazuje się, że stara miłość nie rdzewieje.
- Można tak powiedzieć. Oglądałem chłopaków z wysokości trybun i poczułem, że mi tego brakuje. Stęskniłem się za hokejem. Mam możliwości. Jestem jeszcze młody i w stanie pograć kilka lat. Wszystko zależy od zdrowia i sytuacji w klubie. Mam też nadzieję, że będę mógł łączyć pracę z tym, co kocham. Przez to, że jestem fizjoterapeutą mam większą wiedzę na temat anatomii i treningu. To może być pomocne w dalszym graniu. Spowoduje, że będę lepszym zawodnikiem, że będą mógł zdobywać więcej bramek. Sezony, w których grałem, pokazały, że mogę zdobywać gole, które decydują o losach spotkania – tłumaczy.
- Cieszę się z jego powrotu, bo to jeden z najbardziej utalentowanych zawodników z grupy wychowanków Podhala z ostatnich lat – twierdzi trener Marek Ziętara i chwali go za solidne podejście do treningów. - Jestem pełen podziwu. Bartek nie opuścił żadnych zajęć, pracuje rzetelnie.
- Myślałem, że po dwuletnim rozbracie z profesjonalnym sportem, będzie mi trudniej wejść w obciążenia treningowe. Na szczęście indywidualne treningi pomogły przyzwyczaić się do mocnego wysiłku. Po pięciu tygodniach zajęć mogę powiedzieć, że forma rośnie – wyznaje Bartek. - Treningi są urozmaicone, prowadzone z głową i nie pozwalają na przemęczenie organizmu – to już mówi specjalista w zakresie stosowania metod fizjoterapii.
Stefan Leśniowski










