Ich zespoły w bardzo mocno obsadzonym turnieju (startowało 91 drużyn w siedmiu kategoriach wiekowych) spisały się wyśmienicie. Juniorzy, aktualni mistrzowie kraju, dotarli do finału i dopiero w nim doznali pierwszej porażki. W grupie eliminacyjnej zajęli pierwsze miejsce, w play off z mocnymi czeskimi ekipami walczyli wyśmienicie i po dwóch dramatycznych spotkaniach dotarli do finału. Juniorki i młodsze żaczki odpadły w ćwierćfinale.

- Oby więcej takich turniejów, możliwości gry w najlepszymi – mówi prezes Wiatru Edward Pazdur, który równocześnie prowadził najmłodszy zespół, młodsze żaczki. – Poziom czeskich drużyn jest bardzo wysoki, a ponadto nasi południowi sąsiedzi zawracają uwagę na ilość spotkań. Dawka jest naprawdę imponującą. Moje dziewczynki po raz pierwszy miały okazję wyjechać na taki turniej. Mimo to nie zapłaciły frycowego. Zagrały sześć spotkań i z każdym meczem grały lepiej. Ktoś powie, że w walce o półfinał przegraliśmy 1:5, więc skąd lepsza gra, jak wcześniej wygrywaliśmy. Ale rzeczywiście był to najlepszy mecz w ich wykonaniu. Zagrały super, a w ćwierćfinale zmierzyły się z zespołem, który w grupie wygrywał w dwucyfrowych rozmiarach, który stracił tylko trzy bramki. Byłem usatysfakcjonowany po meczu, gdy podszedł do mnie trener przeciwniczek i gratulował świetnego występu. Zapewne liczył, że nas łatwo połknie, jak poprzedniczki, a tymczasem stawiliśmy mu opór. Szkoleniowo jestem bardzo zadowolony. To spory krok do przodu, gdy bierze się udział w takiej imprezie. U nas nie ma z kim grać, aby się rozwijać trzeba jak najwięcej grać z najlepszymi. W Czechach takich zespołów jest mnóstwo. Można wpaść w kompleks jak grają, jaka jest organizacja turniejów. Turniej rozgrywany był w pięciu halach.

Juniorki również nie przebiły się do półfinału. Zastopowane zostały w ćwierćfinale, ale miały pecha. – Nie pojechaliśmy w optymalnym składzie – mówi trener Artur Kasperek. - Z różnych względów zostały w kraju zawodniczki, a na dodatek w pierwszym spotkaniu urazu kolana doznała Hreśka. Były spotkania, że grałem 7-8 zawodniczkami. W takim turnieju trzeba dysponować minimum 12-13. Niemniej jestem zadowolony z turnieju. Był pożyteczny, a dziewczęta, dopóki starczyło im sił, grały super – skutecznie, mądrze piłeczką. Z radością patrzę w przyszłość.
Juniorki w grupie zajęły drugie miejsce, gdyby przegrały jedną bramką mniej z finalistą turnieju, to zajęłyby pierwsze miejsce. – Wtedy być może inaczej potoczyłyby się nasze losy w play off – powiedział trener.
Ludźmierzanki sprawiły w grupie ogromną niespodziankę, pokonując aktualne mistrzynie kraju trzebinianki. Ta sztuka się nie udała w kraju, a tu wygrały 4:0. – Grałem ośmioma zawodniczkami w tym meczu – mówi Artur Kasperek. – Zagrały dziewczyny świetne spotkanie. Myślę, że podbuduje je przed kolejnym sezonem. Co do czeskich drużyn, to finalistki były mocne, ale z Ostrawą podjęliśmy walkę. Takie turnieje są bardzo potrzebne. Szkoda, że nie są rozgrywane przed rozpoczęciem sezonu, bo byłoby wtedy świetne przetarcie przed ligą. Teraz to była nagroda za sezon.

- Jeśli chcemy się uczyć i robić postępy musimy uczestniczyć w takich turniejach – wtóruje Rafał Pelczarski, którego juniorzy dotarli do finału. – W Polsce nie ma takich możliwości. Trzeba wyjeżdżać zagranicę, by uczyć się. Poziom jest dużo wyższy. Nie wiem czy my kiedykolwiek osiągniemy taki. Musielibyśmy mieć bardziej rozbudowaną ligę, zdecydowanie więcej zespołów. Niektórzy moi zawodnicy rozegrali więcej minut niż w całym sezonie występując w juniorach i seniorach. Tak wygląda nasza rzeczywistość. Jestem zadowolony, bo po finałowym meczu wiemy w jakim jesteśmy miejscu. W zespole rywali grało czterech reprezentantów Czech. Szkoda, ze w finale nie strzeliliśmy gola, chociaż mieliśmy ku temu sytuacje, ale też cieszmy się, że nie przegraliśmy 0:10. Równie dobrze mogło być 4:6 jak i 0:10.
Stefan Leśniowski










