16.02.2015 | Czytano: 1168

Szybciej, wyżej, dalej…

Zawsze, gdy sportowcy biją rekordy świata, zastanawiamy się, gdzie jest kres ludzkich możliwości. Po rekordowych skokach na skoczni w Vikersund na nowo rozgorzała dyskusja na ten temat.

„ Dla człowieka nie ma spoczynku i nie ma kresu. Musi on iść dalej, od podboju do podboju tej małej planety Ziemi, jej horyzontów i obrotów i wszystkich praw umysłu i materii, które go wiążą. Kiedy zaś posiądzie wszystkie już głębie przestrzeni i wszystkie tajemnice czasu - będzie to nadal początek tylko” – pisał Herbert George Wells.

Trudno jest jasno i wyraźnie określić kres ludzkich sił. Ludzkie możliwości są praktycznie niedefiniowalne i w pewnym stopniu nieograniczone. Nie zdajemy sobie sprawy z możliwości ludzkiego ciała. To konstrukcja zdolna przekraczać wszelkie granice, które dla niektórych wydawałoby się nieprzekraczalne. Okazuje się, że nie ma granicy ludzkich możliwości w biciu kolejnych rekordów. Wciąż pojawiają się sportowcy, którzy są w stanie pobiec lub popłynąć szybciej, skoczyć wyżej i dalej. Co decyduje o tym?

Naukowcy twierdzą, że wiele czynników. Choćby profil skoczni w Norwegii, wiejący wiatr ( w plecy czy pod narty), czy też lut szczęścia, bo po fantastycznym skoku Anderasa Fannemela (251,5 m) sędziowie obniżyli belkę i skaczący po nim zawodnicy mieli mniejsze szanse, by rozprawić się z jego rekordem.

„ Czy ktoś może powiedzieć mi, gdzie są moje narty?” – zapytał na Twitterze Johan Remen Evensen. Było niemal pewne, że wynoszący 246,5 m rekord Norwega zostanie pobity. Przetrwał trzy lata i cztery dni, gdy Peter Prevc lądował na 250 m. Ponad ćwierć kilometra pofrunął Anders Fannemel niespełna dobę później. A w międzyczasie - w niedzielnych kwalifikacjach – na 254 m lądował Dimitrij Wassiliew. Lądował, ale nie wylądował, dlatego ten wynik nie został zapisany.

A sprinterzy? Usain Bolt? Steve Hollings z Auckland University of Technology w Nowej Zelandii uważa, że wraz z wysokością maleje bowiem opór stawiany przez powietrze. W takich warunkach sprinterzy mogą poprawiać się o 0,6-0,8 proc. A, wiatr, niezbyt silny, ma wiać w plecy.

Mniejszy opór powietrza pomógł na pewno Bobowi Beamonowi, który w Meksyku skoczył w dal 8,9 metra i tym samym poprawił rekord świata za jednym zamachem o 55 cm. Naukowcy obliczyli, że 31 cm zawdzięczał wiatrowi wiejącemu w plecy i właśnie wysokości, na jakiej odbywały się igrzyska.

Warunki atmosferyczne oraz geograficzne to jednak nie wszystko. Ważne są też geny. – Dziś niemal wszyscy sprinterzy to zawodnicy czarnoskórzy. Ich mięśnie mają odpowiednią proporcję włókien szybkokurczliwych do wolnokurczliwych, co predestynuje do biegów na krótkich dystansach – mówi dr Krzysztof Zimmer, kierownik Zakładu Medycyny Sportowej Akademii Medycznej we Wrocławiu. - Szczególnie istotne są mięśnie łydki, bo to one decydują o sile, z jaką biegacz odbija się od podłoża i w rezultacie o tym, jak szybko biegnie.

– Przez lata wydawało się, że doszliśmy już do kresu możliwości fizycznych człowieka w biciu kolejnych rekordów, ale teraz okazuje się, że byliśmy w błędzie. Zmieniają się przecież warunki fizjologiczne sportowców – dodaje dr Zimmer. - Kolejne pokolenia są coraz silniejsze, a młodzi sportowcy coraz staranniej selekcjonowani. Lepiej umiemy zapobiegać urazom i je leczyć, a co najważniejsze – do sportu wkraczają nowe nacje, które do niedawna były zbyt biedne, by inwestować w sport wyczynowy.

Trzeba też dodać, że nie wszyscy sportowcy biją rekordy są „czyści”. Duże pieniądze skłaniają ich do sięgnięcia po doping. Nie zważając na to, że niszczą swoje zdrowie.

Stefan Leśniowski
 

Komentarze







reklama