24.09.2013 | Czytano: 1889

Dziwne porządki w Porońcu

PODSUMOWANIE KOLEJKI (III, IV i V ligi): Wydarzeniem minionej kolejki ligowej na Podhalu nie były wcale wyniki naszych drużyn na ogół pozytywne, ale dyscyplinarne zwolnienie dwójki piłkarzy Porońca Poronin: Rafała Waksmundzkiego i Mateusza Czernieckiego. Taki komunikat, ukazał się na stronie internetowej poronińskiego klubu.

Decyzję o tym fakcie Rafał Waksmundzki otrzymał SMS-em. Nie protestował, ale się z nią nie zgadzał, podobnie jak większość piłkarzy Porońca. I ta decyzja została dzisiaj już zmieniona. Obaj piłkarze zostali przywróceni do drużyny, chociaż mają ponieść srogie konsekwencje finansowe. Jakiekolwiek by one nie były taka pedagogika nie za dobrze wróży poronińskiemu klubowi. 

Jak wiadomo Poroniec Poronin rozegrał już w piątek mecz IX kolejki w małopolsko-świętokrzyskiej III lidze z rezerwami Wisły w Krakowie. W tym meczu wystąpił Rafał Waksmundzki. Poroniec przegrał 0:3. To był drugi mecz poronian pod wodzą nowego trenera Szymona Burligi, pierwszy poronianie wygrali z Nidą Pińczów 6:3. Zwyciężyć zdecydowanego outsidera nawet na jego boisku było niemal obowiązkiem drużyny Porońca, której kierownictwo nie ukrywa, że mierzy wysoko. Prawdziwy test dla piłkarzy miał nastąpić w Krakowie i niestety drużyna tego testu nie przeszła pomyślnie. Na nic zdadzą się tłumaczenia o niewykorzystanych okazjach. Klub i piłkarze marzący o awansie muszą radzić sobie w stresowych sytuacjach zdobywać punkty z ligowymi średniakami a takim do tej pory były rezerwy krakowskiej Wisły, albo zweryfikować swoje aspiracje. Po tym spotkaniu Poroniec plasuje się na 9 miejscu akurat a środku tabeli. Czy to jest adekwatna pozycja poronian w tym sezonie, zobaczymy po kolejnych spotkaniach i jak decyzje klubu wpłyną na poszczególnych zawodników, oraz całej drużyny.

Dwaj nasi IV ligowcy KS Zakopane i Kotelnica Watra Białka Tatrzańska w minionej serii spotkań podejmowali liderów nowosądecko-tarnowskiej IV ligi odpowiednio Wolanię Wola Rzędzińska - zakopiańczycy i MLKS Żabno – białczanie. Oba nasze kluby odniosły cenne zwycięstwa. KS Zakopane pokonało Wolanię 2:1. Przed tym spotkaniem Wolania miała 5 punktów przewagi nad naszym zespołem, zatem tylko wygrana przybliżała zakopiańczyków do czuba tabeli. Podopiecznym trenera Jerzego Grabary udało się wygrać po heroicznej walce. Trener chyba słusznie nastawił swoich piłkarzy na twardą i uważną grę w obronie, licząc na swoich szybkich piłkarzy w przednich formacjach, oraz na szczęście przy stałych fragmentach gry. I udało się. Zakopiańczycy pierwszego gola zdobyli właśnie po zagraniu z rzutu wolnego podyktowanego jednakże za faul na szybkim Marcinie Greli. Druga bramka była efektem szybkiej i dobrze przeprowadzonej kontry, oraz odrobiny szczęścia, jakie miał w tej akcji Marcin Grela. Jak mówi piłkarskie porzekadło szczęście sprzyja lepszym. Czy tak było w tym meczu. Chyba jednak tak, bo rywale wprawdzie częściej byli w posiadaniu piłki to jednak wielu okazji do strzelenia bramek nie stworzyli. Ataki owszem na ogół konstruowali składnie, ale tylko do pola karnego zakopiańczyków, w decydujących momentach brakowało im albo pomysłu na skuteczne rozwiązania, albo byli mało precyzyjni. Trener Wolanii zgodził się z sugestią, że jego zawodnicy grali zbyt wolno, schematycznie nie próbując rozmontować defensywy zakopiańczyków prostopadłymi podaniami. Oczywiście taki sposób gry na wąskim boisku przy ul. Orkana akurat gospodarzom odpowiadał, ale przecież to nie ich problem. Trzeba jednocześnie przyznać, że zakopiańscy piłkarze grali w tym meczu bardzo ambitnie z dużym poświęceniem, co podkreślił w swojej pomeczowej wypowiedzi ich trener Jerzy Grabara. - Jestem bardzo zbudowany postawą naszych piłkarzy, bo kolejny mecz z rzędu grają na pełnych obrotach z dużym poświęceniem i zaangażowaniem. Co więcej to już łącznie z pucharem szósty mecz, jaki rozegraliśmy w ciągu trzech tygodni a gramy naprawdę wąskim składem. Co więcej w tych sześciu spotkaniach nie doznaliśmy porażki i to jest powód do satysfakcji oraz okazja do podziękowania dla zawodników za ich zaangażowanie.

Co to znaczy wygranie spotkania, gdy nie jest się faworytem?. Zazwyczaj piłkarze i drużyna przechodzą najczęściej metamorfozę. Tak było w przypadku Kotelnicy Watry. Białczanie w środę niespodziewanie zdobyli komplet punktów w Gorlicach, a teraz pokonali i to aż 4:1 wicelidera IV ligi MLKS Żabno. O ile zakopiańczykom zwycięstwo było potrzebne, aby nie stracić kontaktu z czołówką to dla Watry wygrana był konieczna, aby zacząć wydostawać się ze strefy drużyn zagrożonych spadkiem. I ten krok do spełnienia tego celu białczanie uczynili. Jak określił to grający prezes Watry Andrzej Rabiański „w końcu zatrybiliśmy”. Przekładając to na język polski, wszyscy zawodnicy Watry spełnili swoje zadania na boisku, drużyna, jako całość, uniosła ciężar odpowiedzialności. Potrafiła wykorzystać taktykę drużyny przyjezdnej, gdy ta odkryła się przy niekorzystnym dla siebie wyniku. To świadczy o dojrzałości naszych piłkarzy, co w tym przypadku zostało nagrodzone okazałym zwycięstwem.

- Wygląda na to, że w końcu „zatrybyliśmy". Wróciła w nas wiara. Jesteśmy już innym zespołem niż na początku sezonu. Łatwo jednak nie było. Goście potwierdzili, że są dobrym, twardo grającym zespołem. Zwłaszcza w pierwszej połowie byli wymagającym przeciwnikiem. Po przerwie mecz dobrze się dla nas ułożył. Po golu na 2:1 goście się otworzyli, co potrafiliśmy wykorzystać. Za to spotkanie brawa należą się całej drużynie – ocenił grający prezes Watry, Andrzej Rabiański.

Niestety nie udała się wyprawa do Nowego Sącza drużynie Lubania Maniowy. Przegrana 1:2 z rezerwami Sandecji wzmocnioną piłkarzami pierwszej drużyny ujmy nie przynosi, ale dla nowosądeczanina trenera Lubania Maniowy to jednak trochę przykra sprawa. Trener Marek Górecki w nowosądeckim klubie spędził kilka miłych i owocnych lat głównie w pracy z młodzieżą. Teraz zdecydował się na pracę z seniorami. Oczywiście jego nowy klub w tym sezonie to nie ten sam zespół, co przed rokiem, tego już nie ma co porównywać, trzeba budować swoją markę na tych piłkarzach, co w Lubaniu pozostali i tych, co postanowili się z maniowskim klubem związać. Taka jest piłkarska rzeczywistość i do niej trzeba się odnosić. Lubań przegrał, chociaż w tym meczu prowadził. Pozwolił sobie jednak na utratę bramki zdaniem trenera Lubania w kontrowersyjnych okolicznościach. Jego zawodnicy byli przeświadczeni o faulu na koledze tymczasem sędzia takiego przewinienia się nie dopatrzył. To jest i powinna być nauczka na przyszłość, bo sędziowie w meczach podejmują szereg kontrowersyjnych decyzji i trzeba je natychmiast zaakceptować, bo inaczej kończy się tak jak w tym spotkaniu – utratą bramki. Co więcej maniowianie stracili drugiego gola ze strzału samobójczego a jego sprawcą był młody gracz Gołdyn. To kolejna przykrość, ale jak twierdzi trener Górecki takie sytuacje mają być cennym doświadczeniem dla jego młodych piłkarzy na przyszłość. Jeżeli tak się stanie to trzeba odżałować te stracone punkty i budować nową przyszłość klubu.

W minionej kolejce dwaj nasi V ligowcy spotkali się ze sobą. W Waksmundzie Huragan podejmował LKS Szaflary. Wygrali gospodarze 1:0. I w tym przypadku zwycięstwo, jakie odniósł Huragan w minionej kolejce w Korzennej zaowocowało zwiększonym poczuciem wartości samych siebie. Huragan kilka wcześniejszych spotkań przegrywał nieznacznie – jedną bramką, ale u podopiecznych trenera Bartłomieja Walczaka mogła wytworzyć się bariera psychologiczna, że są słabsi, że nie są w stanie zdobywać punktów. A tymczasem prawda jest arcyprosta. Huragan w tej chwili to dobry V ligowy zespół na miarę środka tabeli, trudno mu będzie wygrywać z drużynami potencjalnie mocniejszymi, ale z zespołami o podobnym potencjale waksmundzianie powinni sobie radzić i tak się dzieje. Istnieje teoria, że nieraz lepiej przegrać bardzo wysoko, aby kolejny mecz wygrać. Jak to z teoriami piłkarskimi bywa nie zawsze mają zastosowanie. I owszem wysoka porażka może spowodować wstrząs psychologiczny, ale tylko w przypadku, gdy zespół zagrał źle bez zaangażowania. W innych przypadkach klęska może przerodzić się we frustrację brak wiary we własne możliwości. Porażki minimalnie nie powodują takiego efektu, zawsze można bazować na analizie, że sukces był blisko. I chyba tak reagowali piłkarze Huraganu. Zdaniem trenera Walczaka derby z Szaflarami zgodnie zresztą z przewidywaniami były zaciętym i wyrównanym spotkaniem a zwyciężyła drużyna, której udało się zdobyć gola. Trener Huraganu twierdzi, że jego zespół był o tę jedną bramkę lepszy. Trener Szaflar Marek Majka po tym spotkaniu nie chciał się wypowiadać, twierdząc, że nie miał wpływu na to, co jego zawodnicy robili na boisku. Zaiste szczerość tego wyznania jest porażająca.

Efektowna wygraną 4:0 zakończyła się wyprawa Podhala Nowy Targ do Piwnicznej. To zwycięstwo wywindowało nowotarżan na fotel lidera nowosądeckiej okręgówki. Chyba najwięksi optymiści nie spodziewali się tak wysokiej i jak twierdzi trener Podhala Marek Żołądź łatwej wygranej. To świetnie, że tak się stało, ale do zakończenia rundy jesiennej i całych rozgrywek jeszcze bardzo wiele spotkań i naszego lidera nie może zmylić ta wysoka wygrana. Każdego rywala trzeba traktować poważnie i jeżeli podopieczni Marka Żołędzia przyswoją sobie tę zasadę to może nikt już nie zepchnie ich z tej zaszczytnej pozycji. I oby tak się stało.

Tekst Ryb

Komentarze







reklama