Potwierdziły się, zatem nasze informacje o prawdopodobnym rozstaniu się trenera Rogali z zespołem. Po remisowym meczu 1:1 z Janiną Libiąż trener Rogala pożegnał się w szatni z zawodnikami, co właściwie oznaczało jego dymisję. Tak też się stało. Konsternacja była ogólna, bo owszem drużyna nie grała nadzwyczajnie, ale wyniki jak na beniaminka były niezłe. Problem w tym, że te wyniki nie były zadawalające dla kierownictwa klubu (czytaj właścicieli - Rodzinę Pawlikowskich) a chyba i samego trenera. Sprawujący nadzór nad sekcją piłki nożnej syn prezesa Józefa Pawlikowskiego Jakub Pawlikowski powiedział: - Budowaliśmy drużynę na ten sezon nie z myślą o utrzymaniu się w lidze, ale o grę o wyższe cele. Ten cel zaczął się od nas oddalać. Także sama gra zespołu pozostawiała wiele do życzenia. Niestety pozyskani przez nas piłkarze w wielu przypadkach nie spełnili pokładanych w nich nadziei, tym niemniej decyzja Tomka Rogali zupełnie nas zaskoczyła. Nikogo z nas kierownictwa klubu o tym wcześniej nie powiadomił, z nikim o tym nie rozmawiał. Już dzisiaj udaję się do Krakowa na rozmowy z trenerami, aby pozyskać nowego szkoleniowca.

To, że stanowisko trenera piłkarskiej drużyny niewiele różni się od zajęcia sapera wiedzą ci, którzy ten zawód wykonują albo wykonywali. Huśtawka nastrojów i emocji w pracy w tym zawodzie jest nieprawdopodobna. I nie chodzi tu tylko o wyniki meczów. Tu w grę wchodzą relacje interpersonalne pomiędzy zawodnikami, trenerem, działaczami i kibicami. Tych zależności jest tak wiele, że czasami trudno je ogarnąć. Na dodatek w grę wchodzą czasami spore pieniądze a to już jest detonator wielu konfliktów. Z tymi problemami a to nie wszystko musi poradzić sobie głownie trener i nie każdy tę presję wytrzymuje. Taka nagła decyzja jak u Tomasza Rogali nie pojawia się u trenerów tylko pod wpływem impulsu. Z tymi myślami szkoleniowcy kładą się spać i z nimi budzą. Nic, przeto dziwnego, że Tomasz Rogala w pewnym momencie powiedział „mam dość”. Oznajmił to zawodnikom, chociaż pewnie pierwsi powinni dowiedzieć się o tym pracodawcy. Trochę dziwi, że w przedsezonowych zapowiedział nikt nie mówił o awansie, a to byłoby uczciwym postawieniem sprawy. Taka wewnętrznie skrywana presja wcale nie jest dobrym zbiegiem.

Czy Tomasz Rogala popełnił błędy w przygotowaniu zespołu do rozgrywek. Z perspektywy rozegranych spotkań wydaje się, że nie, bo zawodnicy fizycznie przygotowani są do gry na pełnych obrotach. W każdym z rozegranych spotkań w Zakopanem w końcówkach spotkań osiągali znaczną przewagę. Nie zawsze przekładało się to na zdobywanie goli, ale to już inna kwestia. Głownie leżąca w sferze psychiki, ale także w mentalności poszczególnych piłkarzy. Kolejny problem to dobór zawodników. W Porońcu prym wiedli piłkarze ograni w wielu ligach i klubach, którzy szczyt formy i możliwości mają już za sobą albo ci, którym nie powiodło się w innych klubach. Zadanie wywalczenia awansu przez tak zbudowany zespół chyba przekraczało ich możliwości. Poza tym w drużynie ostał się tylko jeden rodzimy piłkarz – Mateusz Chrobak a to z pewnością nie było czynnikiem budujący więź pomiędzy klubem a kibicami (szerzej społecznością piłkarską Poronina i Zakopanego). Oczywiście z obcego zaciągu można zbudować zespół, ale chyba prezes Pawlikowski ma świadomość, że tylko na krótki czas. Takie ma przecież doświadczenie.

Jak potoczą się dalsze losy piłkarskiej drużyny Porońca zobaczymy. Z naszej strony życzymy, aby jedyny reprezentant Podhala był widoczny na centralnych szczeblach rozgrywek, może z większym udziałem młodych podhalańskich futbolistów. Ale to temat na inne „opowiadanie”.
Tekst Ryb










