Zwycięstwo Porońca było raczej zasłużone, ponieważ poronianie wykorzystali wszystkie nadarzające się okazje doz dobycia goli. Ich rywale może i mieli więcej z gry, byli częściej w posiadaniu piłki, ale klarownych sytuacji do strzelenia bramek sobie nie wypracowali. Jedyny gol został przez nich zdobyty w dość szczęśliwych okolicznościach po rykoszecie od nogi Mateusza Chrobaka. Poronianin jednak szybko się zrehabilitował i ładnym strzałem zza pola karnego dał swojej drużynie prowadzenie na 2:1. Wcześniej bramkę dla Porońca na 1:0 zdobył Marcin Drobny. Trzecie trafieni Pawła Mroczki w końcówce spotkania tylko utwierdziło podopiecznych trenera Tomasza Rogali na prowadzeniu i właściwie zagwarantowało wygraną.
Po meczu obaj trenerzy mieli zgoła odmienne nastroje. Trener Porońca, co oczywiste był zadowolony z wyniku, chociaż jakiegoś triumfalizmu nie wyrażał: - Zdobyliśmy trzy punkty w meczu przeciwko dobrej drużynie, która myślę, że będzie się liczyć w tej lidze. Po dobrym początku, gdy zdobyliśmy gola i byliśmy bliscy podwyższenia wyniku straciliśmy kontrolę nad przebiegiem gry. Nie potrafiliśmy przede wszystkim dłużej utrzymać się przy piłce. Być może na postawę naszej środkowej linii, która odpowiada za kreowanie gry była szybko „zarobiona” żółta kartka przez Pawła Mroczka. Po zmianie stron niestety nie uległ zmianie obraz gry, czego konsekwencją była strata gola na 1:1. Udało się nam błyskawicznie odpowiedzieć. Fajnie, że Mateusz zrehabilitował się za tą swoją pechową interwencje przy golu dla przeciwnika. To był bardzo ważny moment dla końcowych losów tego spotkania - powiedział szkoleniowiec Porońca.

- Przegraliśmy pierwszy mecz w sezonie. Kiedyś to musiało nastąpić. Szkoda, że w takich okolicznościach, bo wcale nie byliśmy gorszym zespołem w tym spotkaniu. Trudno jednak myśleć o korzystnym wyniku, jak już w 3 minucie traci się gola. Niemniej było sporo czasu, aby zmienić wynik. Udało się nam po przerwie szybko wyrównać, ale znów chwila przestoju, kontra gospodarzy, świetny strzał jednego z rywali i znów trzeba było gonić wynik. A na tak krótkim boisku, trudno gra się atak pozycyjny, bo do tego zmusili nas gospodarze, którzy po zdobyciu drugiego gola ograniczyli się jedynie do przeszkadzania nam. Czynili to jednak skutecznie. Trzecie stracony gol to już skutek tego, że postawiliśmy wszystko na jedną kartę - powiedział Krzysztof Wądrzyk trener Beskidu.

Analiza trenerów jest raczej właściwa i oddaje przebieg wydarzeń na boisku. Tym razem Poroniec nie popełnił rażących błędów w obronie. Inna sprawa, że defensywa poronian wystąpiła w zupełnie innym ustawieniu niż w poprzednich spotkaniach. Po pierwsze na stoperach zagrali byli pierwszoligowcy: Bartos z Prokopem. Na bokach wspierali ich Wszołek z Czerneckim. To był pierwszy krok do zapewnienia sobie większego spokoju przed własną bramką. Gorzej tym razem wypadli pomocnicy, czego wyrazem były zmiany właśnie w tej formacji. Już jutro poronianie zagrają na wyjeździe z Wierną Małogoszcz. Jak zapowiada trener Tomasz Rogala jego drużyna jedzie po pierwsze wyjazdowe punkty. Chyba nie są to czcze zapowiedzi bo Wierna do potentatów ligi nie należy. W lidze zajmuje 14 miejsce i jak na razie małogoszczanie uzbierali raptem dwa oczka w tym jedno w ostatnim spotkaniu z Nidą w Pinczowie. Szanse, zatem na remis a może i na zwycięstwo Podhalanie mają duże, zatem kibice Porońca mogą oczekiwać dobrych wieści.
Tekst i zdjęcia Ryb










