Spotkanie z Hutnikiem było rozegrane tak jak poprzedni niedzielny mecz z Przebojem Wolbrom na boisku zakopiańskiego COS-u jednak zdecydowanie różniło się od inauguracyjnego meczu. Pojedynek z krakowskim zespołem był twardym i zaciętym spotkaniem. W niedzielnym meczu obie drużyny popełniły tak dużo błędów, że można byłoby nimi obdzielić wiele spotkań. Teraz było inaczej, chociaż początek spotkania z Hutnikiem w wykonaniu gospodarzy nie napawał wielkim optymizmem. Wprawdzie jak mówią słowa piosenki „nic dwa razy się nie zdarza” to gospodarze już w pierwszych minutach spotkania dopuścili się dużego błędu a właściwie ich golkiper w pojedynku z czarnoskórym Ifeanyi Nwachukwu. Nigeryjczyk, próbował przelobować niepotrzebnie wychodzącego z bramki Jakuba Hładowczaka, ale piłka przeleciała obok bramki. W odpowiedzi po centrze Józefa Zasadniego, Mateusz Chrobak główkował nad poprzeczką. Potem w odstępie kilku minut Hutnik miał trzy rzutu rożne i po jednym z nich było bardzo niebezpiecznie pod bramką gospodarzy. W 22 min z kolei to goście mogą mówić o dużym szczęściu. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wykonywanym przez Rafała Waksmundzkiego najpierw w słupek trafił Dawid Bartos, a po chwili uczynił to Marcin Drobny. Ten drugi przy ponownej próbie dobitki, uderzył piłkę głową nad bramką. W 26 min gospodarze znów byli bliscy uzyskania prowadzenie. Po akcji Józefa Piwowarczyka z Rafałem Waksmundzki ten drugi uderzyła na bramkę, ale tym razem futbolówkę zmierzającą do siatki z linii bramkowej wybił jednej z krakowskich obrońców. W 37 min to Hutnik przeprowadził składną akcję, ale w kluczowym jej momencie Krzysztof Świątek minął się z piłką. Do przerwy było, zatem 0:0.

Przez pierwszy kwadrans drugiej połowy nic się w obrazie gry nie zmieniło. Toczył się zażarty bój o każdą piłkę czasami niezgodnie z przepisami, za co sędzia karał piłkarzy żółtymi kartkami. Wreszcie w 59 minucie Chrobak uruchomił podaniem Zasadniego, ten pociągnął kilka metrów, dograł wzdłuż linii bramkowej do Józefa Piwowarczyka i gdy wszyscy oczekiwali odegrania piłki do tyłu pomocnik Porońca zdecydował się na strzał. Piłka ku zaskoczeniu bramkarza Hutnika wpadła w jego bliższy róg. Po chwili Piwowarczyk mógł zapisać na swoim koncie asystę, jednak po jego świetnym, precyzyjnym dośrodkowaniu, Waksmundzki z 5 metrów główkował wprost w bramkarza. W 62 min padł gol wyrównujący. Patryk Serafin dograł do Nwachukwu, który minął obrońcę Porońca i mierzonym strzałem w róg bramki nie dał szans Hładowczakowi. Po 10 minutach gospodarze ponownie objęli prowadzenie, za sprawą chwilę wcześniej wprowadzonego Roberta Drąga. Otrzymał on podanie zza plecy obrońców od Chrobaka, przyjął piłkę na klatką piersiową i świetnie uderzył z powietrza nie do obrony. Ta akcja, jak się okazało, rozstrzygnęła losy tego meczu. W końcowych 15 minutach goście starali się o uzyskanie wyrównującej bramki nie specjalnie jednak zagrażając gospodarzom natomiast poronianie uważnie strzegli korzystnego wyniku. Posypały się tez kolejne żółte a w trzech przypadkach czerwone kartki. Gospodarze kończyli mecz w dziesięciu, a goście w dziewięciu.

Trener Hutnika Andrzej Paszkiewicz miał ogromne pretensje do sędziego głównego, który w jego przekonaniu wypatrzył wynik meczu. - Uważam, że sędzia wypaczył wynik spotkania usuwając z boiska obu naszych piłkarzy. Co do samej gry to uważam, że przeciwko fizycznie grającym gospodarzom przeciwstawiliśmy dobry techniczny futbol, ale na tym małym boisku trudno było zdyskontować tą naszą przewagę w tym elemencie i przełożyć na zdobywanie goli.
Trudno zgodzić się z krakowskim szkoleniowcem, że jego piłkarze na tle drużyny gospodarzy to wirtuozi techniki. Umiejętność organizowania gry od tyłu, gdy rywal stosuje pressing dopiero w środkowej strefy boiska to jeszcze nie szczyt techniki i taktyki. Zresztą piłkarze Hutnika prócz zdobytego gola nie zorganizowali w tym meczu zbyt wielu składnych akcji, gospodarze stworzyli sobie znacznie więcej klarownych sytuacji bramkowych i gdyby wykorzystali je wcześniej nie było by nerwowej końcówki. Być może arbiter z Oświęcimia był trochę drobiazgowy, ale konsekwentny i o tym piłkarze wiedzieli. Grający w barwach Hutnika Nigeryjczyk ciągle krytykował decyzje arbitra i wielokrotnie otrzymywał ostrzeżenia po kolejnym faulu i wyrazach niezadowolenia otrzymał od razu dwie żółte kartki i musiał opuścić boisko. A tak a propos boska COS-u. Istotnie to obiekt nie najwyższej klasy, ale nie słyszałem jeszcze utyskiwań wielu wybitniejszych trenerów od Pana Paszkiewicza na to, że jest zbyt małe. A mecze na tym obiekcie rozgrywały reprezentanci Polski pod wodzą Kazimierza Górskiego i innych polskich selekcjonerów, rok rocznie odbywają się mecze o charakterze międzynarodowym. Można zrozumieć zdenerwowanie trenera po przegranym meczu, ale trzeba też wypowiadać wyważone opinie. Nieodparcie nasuwa się przysłowie, ze „kiepskiej baletnicy przeszkadza nawet rąbek spódnicy”.

Trener Porońca zgodził się z opinią, że piłkarze Hutnika to dobrze wyszkoleni technicznie piłkarze, ale w tym spotkaniu postawił na grę efektywną a nie efektowną. - Przed meczem powiedziałem zawodnikom, że mnie w tym meczu nie interesuje styl, w jakim będziemy grali, interesuje mnie wygrana, bo tylko taki wynik daje nam pewien komfort psychiczny po dwu rozegranych meczach. Cel udało się zrealizować, choć w moim odczuciu było to dla nas zdecydowanie trudniejsze starcie niż to niedzielne z Przebojem. Okazaliśmy się jednak drużyną skuteczniejszą niż zespół Hutnika. Udało się nam przede wszystkim zneutralizować drugą linię naszych rywali. Temu służyły korekty w wyjściowej „jedenastce". Paweł Mroczka i Marcin Drobny spełnili pokładane w nich nadzieję. Zmusiliśmy Hutnik do gry dalekimi podaniami, co nie jest ich mocną stroną. Zmian w defensywie nie dokonałem, bo wychodzę z założenia, że każdemu należy dać drugą szansę. I myślę, że Ci zawodnicy ją wykorzystali. Co do samego widowiska to oczywiście dla kibiców było mniej ciekawe niż to niedzielne, ale w spotkaniu z Przebojem oba zespołu zagrały beztrosko w obronie a to nie jest prawdziwy futbol. Prawdziwy był dziś i pewnie kolejne nasze spotkania w lidze będą wyglądały podobnie. O punkty trzeba będzie twardo walczyć. Co do pracy sędziego to nie podejmuję się być jego recenzentem, każdy w meczu piłkarskim ma swoje zadanie do zrealizowania, jedni muszą prowadzić zespół i ja staram się robić to najlepiej jak potrafię inni mają sędziować i trzeba im zaufać, że czynią to też najlepiej jak potrafią - skomentował spotkanie trener Rogala.

Poroniec Poronin – Hutnik Nowa Huta 2:1 (0:0)
1:0 Piwowarczyk 59,
1:1 Nwachukwu 62,
2:1 Drąg 70.
Sędziował Przemysław Greń z Oświęcimia.
Żółte kartki: Świder, Mroczka, Waksmundzki, Banaszkiewicz – Jagła, Serafin, Lampart, Świątek, Nwachukwu.
Czerwone: Mroczka (75 za drugą żółtą) – Nwachukwu (77 za drugą żółtą),
Świątek (85 za drugą żółtą).
Poroniec: Hładowczak – Świder, Banszakiewicz, R. Drobny, Bartos – Zasadni (65 Drąg), Chrobak, Mroczka, Piwowarczyk (90 Nowobilski) – M. Drobny (78 Gogola), Waksmundzki (87 Wesołowski).
Hutnik: Jasowicz – Antoniak, Ochman, Orłowki, Jagła (69 Cieśla) – Guja (87 Lubera), Świątek, Serafin (87 Murzyn), Lampart – Zdziński (46 Cygnarowicz), Nwachukwu.
Tekst i zdjęcia Ryb










