28.06.2013 | Czytano: 3432

Babskie porządki(+zdjęcia)

„Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle” – to powiedzenie zapewne wszyscy znają, jak i to „ że baba z wozu koniom lżej”. Ale to takie chłopskie gadanie. W przypadku prezes MMKS Podhale, Agaty Michalskiej, to guzik prawda. Kobieta w tej trudnej roli tak świetnie sobie radzi, że wielu jest mocno zaskoczonych.

Niektórzy nie mogą tego przeboleć. „Bo dlaczego jej się ma udawać, gdy mnie się nie udało” – takie to polskie i bezpodstawnie krytykują. Najlepszym dowodem są jej dokonania, które przedstawiła na Walnym Sprawozdawczym Zebraniu Członków Klubu.

- Pracowita jak mrówka – można było usłyszeć w kuluarach. – Kiedy na to znajduje czas? – drapali się niektórzy po głowie. - Spodziewałam się liczniejszej grupy – wypaliła prezes na „dzień dobry”. Od razu znalazło się kilku, którzy  skomentowali kiepską frekwencję. – Nie ma się do czego przyczepić, bo wszystko idzie w dobrym kierunku. Rozrabiacy zostali w domach.

Baba – przepraszam panią prezes za takie sformułowanie – zakasała rękawy i stara się posprzątać zgliszcza, które otrzymała w „darze” od poprzedników i na nich odbudowywać świetność Podhala. Każdy kto budował dom wie ile takie przedsięwzięcie czasu pochłania, ile to wymaga zabiegów i – najważniejsze - pieniędzy. Tym bardziej, gdy na koncie minusowe saldo, a wierzyciele pchają się drzwiami i oknami, by odzyskać dług, który nie był dziełem jej „brygady robotniczej”.

Sępy w natarciu
- Gdy tylko poszła fama, że staramy się o „dziką kartę”, od razu znaleźli się ludzie, którzy na hura się do nas zgłaszają, by wyrwać od nas pieniądze. Rozumiem ich, że im się należą i będą mieć do nas żal, a nawet zniechęcą się do hokeja. Ale ja nie ma podstaw prawnych, by te pieniądze im wypłacić. To jest moje twarde stanowisko. Nie działam wbrew prawu. Tak wyszło, że zaległości powstały za rządów poprzedniej ekipy. Gdyby nam się noga powinęła, to pracowałabym tak długo, aż oddałabym dług, choćby nie było mnie już w nowym zarządzie – w tym momencie głos prezes się załamał.

Czysty ZUS i US
Od dobrych 30 lat jestem na każdym walnym Podhala i po raz pierwszy spotkałem się z tak czytelną i dokładną formą finansowego bilansu. Mimo, iż okresem rozliczeniowym był rok 2012 ( zarząd Agaty Michalskiej sprawuje władzę w klubie od 4 lipca ubr.) to było nawiązanie do 2013. Jak choćby w sprawie spłaty długu do ZUS i Urzędu Skarbowego. Gdy okres obliczeniowy obejmował koniec 2012 roku, to dług wynosił 80 tysięcy złotych, ale po sześciu miesiącach tego roku jest zerowy. Brawo! Nie znaczy to, że klub nie ma zalęgłości.

– Istnieją – mówi prezes. – Wynoszą 185 tysięcy złotych ( w tym 130 za transport), za sprzęt dwóm firmom i za gadżety. Poprzedni zarząd nie spłacił wszystkich faktur. Do spłacenia jest pożyczka wysokości 15 tysięcy złotych dla Romana Przygodzkiego i wynagrodzenia ca 9 700 zł. dla pięciu osób jeszcze za sezon 2011/12.

Koszty poniesione to 1,12 mln złotych, z czego 85% poszło na działalność statutową – transport, sędziów, sprzęt, trenerzy, wyżywienie, noclegi i obsługa meczowa. 15 % pochłonęła administracja. Przychód wyniósł 988 238 złotych. Największy uzyskano z usług reklamowych (450 tys.), darowizn (182 407), dotacje wyniosły 140 tys., transfery 66 tys. i składki członkowskie 57 404. Jesteśmy na minusie 24 tysiące, ale nie wszyscy wywiązali się z zobowiązań (ca 30 tys.).

Innej opcji nie ma 
- Najtrudniejszy moment, to starania o grę w PHL – mówi Agata Michalska. – Musimy w niej grać, innej opcji nie widzę. Jeśli nie zagramy, to cofniemy się o 10 lat. Nie zagramy też w pierwszej lidze, bo zawodnicy rozejdą się po innych klubach. W ten sposób pozbywamy klub seniorskiej drużyny. Aby powstała nowa, trzeba 10 lat wytężonej pracy. Bez gry w PHL nie pozyskamy też sponsora. Wszyscy widzieli jaki poziom jest w I lidze, że na zawody przejeżdżą drużyna w 7-osobowym składzie. Jaki sponsor da na to pieniądze? Dwoimy się i troimy, by zdobyć 2 miliony złotych. Musimy zdać sobie sprawę, że pierwszym roku nie będziemy mistrzami świata, nie zawojujemy ligi, ale będziemy mieli szansę na pozyskanie sponsora. Hokej budują ludzie kreatywni, którzy chcą coś zmienić. Krytyka przychodzi łatwy sposób, ale trzeba im dać szansę. Cały dyscyplina na tym zyska.

Bez rozdrapywania ran
Nie obyło się bez wędrówek do przeszłości. Najstarszy członek Podhala ( od 1956 roku), Jerzy Ossowski miał uwagi do sporządzonego na łapu capu sprawozdania z „walnego” z 18 kwietnia ubr. – Dopiero dwa dni przed kolejnym „walnym” (4 lipca) otrzymałem dwustronicowy świstek papieru, w który nie było ani słowa o dyskusji nad długiem. Dwaj członkowie Komisji Rewizyjnej nie chcieli rzetelnie wyjaśnić sprawy, a gdy poszedłem z tym do prasy, to napisali do mnie pismo, że ich szkaluję. A to są fakty, które do dzisiaj nie są wyjaśnione. Obecna ekipa podjęła się trudnej pracy, by wyciągnąć zasłużony klub z tarapatów do jakiego poprzednicy go doprowadzili. Mam wszystkie dokumenty i w każdej chwili nimi dysponuję.

Miał pretensję do Jana Gabora, który jako przewodniczący podpisał protokół. - Ja też dostałem go dwa dni przed zebraniem. Nie było rażących uchybień. Trzeba było iść z tym do prokuratury, ale po co rozdrapywać rany. Nie rozdrapywać ran, takie założenie przyjęła pani prezes. Gdyby mieli cywilną odwagę, to dzisiaj byliby tutaj. Oni wiedzą, że zrobili bagienko – powiedział Jan Gabor.

- Jest nam przykro, że tak pana potraktowano – powiedział członek aktualnej KR, Maciej Trzciński.

Trzy nowe osoby w zarządzie
W sprawozdaniu pan prezes przestawiła dokonania, a było ich sporo (patrz zdjęcia). Zarząd odbył tysiące spotkań i negocjacji. – Zbliża się godzina „zero”. Termin składania dokumentów o prawo gry w PHL przesunięto z inicjatywy innych klubów na 15 lipca. Udało się też wywalczyć zniesienie kary przez WGiD za wycofanie juniorów z rozgrywek. Oczywiście nie z naszej winy, bo w trakcie sezonu zmieniono regulamin – pochwaliła się prezes.

Dyskutowano nad tekstem Misji Klubu (zdjęcie). Ostateczna wersja będzie znana po konsultacjach z hokejowym środowiskiem i przedstawiona podczas obchodów 80 –lecia klubu.

Zarząd od 4 lipca ubr. działał w pięcioosobowym składzie. Podjęto decyzję o powiększeniu go o trzy osoby – Janusza Cięciela, Monikę Hołowczak (od projektów unijnych) i Marcina Gołębiowskiego - co dopuszcza statut ( maksymalnie 9 – osobowy zarząd).

– Poszukujemy jeszcze prawnika. Pomagał nam prawnik społecznie - zaapelowała Agata Michalska.

Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama