13.06.2013 | Czytano: 4135

Golgota Św. Marka(+zdjęcia)

- Narzekaliście na rowery, to macie bieg pod górę. Jest o wiele cięższy. Dopiero jak zbiegam z góry to łapię oddech, a to dopiero 1/3 treningu – mówił zasapany Kamil Kapica, po siedmiu podbiegach pod spore wzniesienie.

Hokeiści Podhala na miejsce treningu wybrali sobie brzeg lotniska od strony rzeki Biały Dunajec. Biegali pod górę. Trener Marek Ziętara podzielił trening umownie na trzy tercje. W każdej zawodnicy musieli przebiec siedem razy 400 – metrowe odcinki, z czego 100 metrów było pod stromą górę. „Tercja” trwała 28 minut, a więc była to – jak ktoś określił – „brudna” odsłona. Górę pod którą biegano hokeiści ochrzcili Golgotą Św. Marka. Oczywiście od imienia trenera. 

- Rzeczywiście jest to ciężki trening o charakterze wytrzymałościowo- siłowo – szybkościowym – wyjaśnia szkoleniowiec „Szarotek”. „Wódz” stał na szczycie i dyrygował „orkiestrą”. Miał świetny przegląd sytuacji. Jak tylko któryś z zawodników zwalniał natychmiast mobilizował go krzykiem. W pewnym momencie doszło do zabawnej sytuacji. Za Maćkiem Sulką pobiegł pies. – No widzisz jakiego dopalacza dostałeś. Za każdym powinien biec pies, bo wtedy wydobędziecie z siebie całą moc – żartował. Gdy kończyli pierwszą „tercję” podpuszczał chłopaków: - To dopiero szóste okrążenie? – Nie trenerze, siódme – nie dali się zwieść.

- Mój mózg już nie pracuje. Jestem zaprogramowany, że tylko na gwizdek reaguję – zwierzał się kolegom Daniel Kapcia. - Już jestem stary, niedługo mi 30- tka stuknie, wszystko mnie boli. Bieg z górki najlepiej mi idzie – twierdził Tomek Rajski.

- Spoko. Nic strasznego – twierdził z kolei Damian Zarotyński. Ze wszystkich pot lał się ciurkiem. Tylko Patryk Wronka z uśmiechem na twarzy pokonywał szczyt. – On mało masy wywozi na górę. Jest mu lżej – skomentowano.

- W drugiej tercji już lepiej mi idzie. Chyba przyzwyczaiłem się do wysiłku. Góra stała się jakby bardziej przyjazna – odparł Kamil Kapica.

Zajęcia zakończyły się po dwóch godzinach. Hokeiści byli zmaltretowani.

Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama