22.05.2013 | Czytano: 3147

Gala na tarasach basenów termalnych(+foto)

We współczesnym sporcie wielosekcyjne kluby to wielka rzadkość a już takie, które odnoszą sukcesy to prawdziwy ewenement. Takim chlubnym wyjątkiem na Podhalu jest Ludowy Klub Sportowy Poroniec Poronin.

W minionym sezonie zimowym zawodnicy Porońca Poronin osiągnęli znaczące sukcesy zarówno na arenie krajowej jak i międzynarodowej. Nic, przeto dziwnego, że działacze na czele z prezesem klubu zorganizowali uroczystą galę podsumowującą ten sezon. Uroczystość odbyła się na tarasie kompleksu Basenów Termalnych w Szaflarach będących własnością prezesa klubu Józefa Pawlikowskiego Bulcyka.

W tym sportowym evencie udział wzięli poza pracownikami klubu działacze samorządowi i sportowi z gminy Poronin i powiatu tatrzańskiego. Obecni byli też prezesi związków sportowych tych dyscyplin sportowych, w których zawodnicy Porońca odnoszą największe sukcesy. Oczywiście głównymi aktorami tej uroczystości byli sami zawodnicy a najlepsi z nich zostali usadowieni na honorowych miejscach.

A był to sezon dla zawodników Porońca Poronin wielce udany. Narciarze i łyżwiarze szybcy zdobyli na imprezach najwyższej rangi: Mistrzostwach Świata, Akademickich Mistrzostwach Świata, Mistrzostwach Europy, Mistrzostwach Polski Seniorów, czy Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży mającej rangę Mistrzostw Polski Juniorów łącznie 55 medali (26 złotych, 20 srebrnych i 9 brązowych).

Galę poprowadził nowy rzecznik klubu Czesław Fluder. Na początku spotkania głos zabrał prezes Józef Pawlikowski Bulcyk i powiedział: To był niesamowity i jakże piękny dla nas sezon. Na arenie krajowej wzięliśmy niemal wszystko, co było do wzięcia. Do tego doszły historyczne sukcesy na arenach międzynarodowych. Przyznam, że to wszystko nieco przerosło moje oczekiwania, ale tym większa jest moja radość. Nie mam jakieś specjalnej recepty na sukces. Jest nią trening, trening i jeszcze raz trening. Dziękuję zawodnikom, trenerom, ale także władzom gminy Poronin, bo bez wsparcia finansowego sukcesy sportowe nie byłby możliwe. Trudno oczekiwać w kolejnych latach jeszcze większych osiągnięć. Niemniej apetyt rośnie w miarę jedzenia, stąd ja ze swej strony zrobię wszystko, aby przyszły sezon, był, co najmniej tak udany jak ten miniony.

Kolejni mówcy a było ich kilkoro już tylko składali podziękowania prezesowi Pawlikowskiemu za takie zorganizowanie klubu, gratulowali osiągnięć zawodnikom i deklarowali pomoc dla klubu oczywiście z zastrzeżeniem, że w miarę swoich możliwości.

Kolejnym punktem uroczystości było nagradzanie najwybitniejszych zawodników klubu stosownymi pucharami i statuetkami. Poroniec Poronin znany dotychczas głównie z sukcesów w narciarstwie i piłce nożnej od niedawna stał się potęgą w łyżwiarstwie szybkim. Do Katarzyny Bachledy Curuś w bieżącym sezonie dołączyli: Luiza Złotkowska, Konrad Niedźwiedzki i Jan Szymański. Ponadto reprezentantkami Porońca zostały też młode perspektywiczne łyżwiarki byłe zawodniczki SN PTT 1907 Zakopane: Urszula Włodarczyk i Magdalena Czyszczoń. Jeżeli chodzi o seniorki i seniorów to w Porońcu jest praktycznie 2/3 kadry narodowej. W tej sytuacji tegoroczna dominacja poronińskich panczenistów na krajowych torach nie podlegała dyskusji. Ale nasi łyżwiarze szybcy w tym czwórka z Porońca w minionym sezonie sięgnęła także po medale na arenie międzynarodowej. Łyżwiarki zdobyły srebrne medale w drużynie na mistrzostwach świata a mężczyźni wywalczyli medale brązowe. Z grona najwybitniejszych poronińskich panczenistów na gali zabrakło tylko Konrada Niedźwiedzkiego, który aktualnie przebywa na Majorce na wypoczynku. Jego akurat reprezentował ojciec Krzysztof Niedźwiedzki od niedawna nowy trener kadry kobiet.

Reprezentanci Porońca zdominowali również krajową rywalizację w biegach narciarskich. Na Mistrzostwach Polski seniorów po medale sięgali: Paulina Maciuszek, Martyna Galewicz, Maciej Kreczmer, Patryk Chudoba i Jan Antolec.

W Porońcu tradycyjnie od lat działa też silna sekcja kombinacji norweskiej, w której od niedana poza Stanisławem Trebunią pracuje także były trener kadry narodowej Leszek Pochwała. Reprezentantką Porońca jest też alpejka Aleksandra Kluś wielokrotna medalistka mistrzostw Polski.

Poroniec Poronin to w tej chwili zbiór wielu zawodników, którzy swoje kariery rozpoczynali w innych klubach, ale tam niestety nie otrzymali odpowiedniego wsparcia, które pozwoliłoby im kontynuować kariery na odpowiednim poziomie. Prezes Józef Pawlikowski Bulcyk takie wsparcia im dał a zawodnicy odwdzięczyli mu się w sposób, na jaki ich aktualnie stać zdobywając medale i wysokie miejsca na różnych zawodach.

Klub sportowy to nie tylko seniorzy stanowiący wizytówkę każdej sekcji, to także zaplecze młodzieżowe. Szkolenie narybku jest niezwykle istotne dla rozwoju klubu, ale także tworzy więzi ze środowiskiem, mieszkańcami danej społeczności. Dlatego na gali doceniono trenerów zajmujących się szkoleniem najmłodszych między innymi: Rafała Gąsiora, Andrzeja Lańdę, Stanisława Trebunię Tutkę. Specjalne podziękowania odebrała dyrektor Zakopiańskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego Barbara Sobańska. To właśnie w kierowanej przez nią placówce naukę i sportowe szlify pobierali byli i aktualni zawodnicy Porońca.

Po wręczeniu stosownych trofeów większość zgromadzonych wzięła udział w spotkaniu integracyjnym połączonym z poczęstunkiem, jaki zaserwowali im pracownicy hotelowej restauracji. Niektórzy zawodnicy i zaproszeni goście wzięli udział w konferencji dla obecnych na gali dziennikarzy.

Relacja z konferencji prasowej
Uczestniczyli w niej: prezes Józef Pawlikowski Bulcyk, prezes Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego Kazimierz Kowalczyk, trener Justyny Kowalczyk Aleksander Wierietelny i zawodnicy: Katarzyna Bachleda Curuś, Luiza Złotkowska, Jan Szymański, Jan Antoł.

Pierwsze pytanie do prezesa Pawlikowskiego skierował dziennikarz Dziennika Polskiego Maciej Zubek.

MZ. Panie prezesie jak to się robi, że kierowany przez Pana klub doszedł do takich sukcesów.
JP. Trening, trening, trening taką lakoniczną receptę na sukcesy przedstawił prezes.

Zdzisław Karaś. Panie Prezesie znane są Pana fascynacje narciarstwem biegowym, w którą to dyscyplinę mocno się Pan angażował, ale zupełnie nieoczekiwanie w Porońcu powstała silna sekcja łyżwiarstwa szybkiego i od razu zdominowała krajową scenę w tej dyscyplinie sportowej. Czy mógłby Pan przybliżyć kulisy powołania tej sekcji.
JP. Oczywiście moją prawdziwą pasją sportową były i są biegi narciarskie, które kiedyś w młodości sam uprawiałem, czego może teraz po mnie nie widać, ale to odrębna sprawa. Ta miłość do tej dyscypliny pozostała. Jestem wiceprezesem Polskiego Związku Narciarskiego, pracuję na rzecz rozwoju biegów narciarskich i jestem wiernym kibicem naszych zawodników. Jeżeli tylko mogę dopinguję ich na najważniejszych imprezach w Pucharach Świata i Mistrzostwach Świata. Jeżeli chodzi o powstanie sekcji łyżwiarstwa szybkiego pierwszą naszą zawodniczką była Katarzyna Bachleda Curuś a kontakt z nią nawiązaliśmy poprzez jej męża, który był pracownikiem mojej firmy. To był początek: transfer Katarzyny do naszego klubu a później doszły kolejne transfery równie znakomitych łyżwiarzy z innych klubów. Tak powstała chyba najmocniejsza seniorska sekcja w Polsce. Nie poprzestaliśmy na tym i do szkolenia narybku zatrudniliśmy Rafała Gąsiora.

ZK. Czy utworzenie najsilniejszej sekcji łyżwiarskiej to swoista rekompensata za to, że nie udało się nakłonić Justyny Kowalczyk do przejścia do Porońca. Nie jest przecież tajemnicą, że wspierał Pan finansowo naszą najlepszą biegaczkę.
JP. Nie ukrywam, że moim marzeniem jest, aby Justyna Kowalczyk została zawodniczką naszego klubu. Na razie wybrała ze względu na studia AZS AWF Katowice, jak będzie w przyszłości zobaczymy. Chcę jednak dodać, że obojętnie, jaki klub będą reprezentować nasi zawodnicy w Polsce najważniejsze, aby godnie reprezentowali nasz kraj na arenie międzynarodowej.

MZ. Czy spodziewał się Pan aż tak dużych sukcesów i który z nich wywarł na Panu największe wrażenie.
JP. Aż tak dużych osiągnięć muszę szczerze przyznać nie spodziewałem się, ale to miłe zaskoczenie. Z pośród tych znakomitych osiągnięć wyróżniłbym wyniki łyżwiarzy i piłkarzy seniorów. Grad medali łyżwiarzy i pasmo zwycięstw piłkarzy dostarczyły nam i dostarczają dużo satysfakcji. Niecodziennie przecież zdarza się, aby piłkarze obojętnie, jaki to jest szczebel rozgrywek nie przegrywali. A tak jest w przypadku naszej IV ligowej drużyny seniorów, która ma olbrzymią szansę na awans do III ligi.

ZK. Transfery zawodników między klubami to już codzienność. Dla samych zawodników przejście do innego klubu jest na ogół korzystne, dla działaczy, którzy kładą nacisk na wychowanie i wyszkolenie zawodników to czasami trudne przeżycia, gdy ich wychowankowie opuszczają ich klub. Jakie zatem relację łączą Pana z działaczami innych klubów głównie zakopiańskich.
JP. Może odpowiadając na to pytanie podeprę się przykładem, że tak powiem z górnej półki. Kamil Stoch był wychowankiem naszego klubu, teraz jest zawodnikiem o ile się nie mylę WKS Zakopane i nie robimy z tego problemu. Co do zawodników, którzy do nas przychodzą to dzieje się na tej zasadzie, że sami się do nas zgłaszają, twierdząc, że w swoich macierzystych klubach nie mają takiego wsparcia, które pozwoliłoby im kontynuować kariery na wysokim poziomie. Skoro my im możemy pomóc to pomagamy, nawet nie pytając o to, z jakiego klubu przychodzą.

ZK. Pytanie do Prezesa PZŁs. Kazimierza Kowalczyka: Panie Prezesie ja zostałem zaskoczony informacją, że Krzysztof Niedźwiedzki został nowym trenerem kadry kobiet. Oczywiście nie mam nic przeciwko trenerowi Niedźwiedzkiemu, któremu już złożyłem gratulacje, ale nurtuje mnie sprawa uzasadnienia takiej zmiany, bo przecież można powiedzieć, że dotychczasowy trener Witold Mazur zrobił przecież postępy z kadrą kobiet. Od brązowego medalu olimpijskiego panie doszły do wicemistrzostwa świata. Czym kierował się związek dokonując takiej zmiany?
KK. Przed nami najważniejsza impreza czterolecia, Igrzyska Olimpijskie w Soczi. Uznaliśmy w PZŁs., że nigdy nie ma tak dobrze, aby nie mogło być jeszcze lepiej. Chodzi nam o to, że mając spory potencjał zawodniczy powinniśmy wzmocnić myśl szkoleniową, poszerzyć sztab trenerski. Poza dziesiątką kobiet i mężczyzn ścisłej kadry mamy jeszcze innych łyżwiarzy światowej klasy jak choćby Artura Wasia, młodzież, która może włączyć się do walki o miejsca w ekipie olimpijskiej, czy na inne ważne imprezy. Pracy trenerom nie zabraknie. Zawodnicy wiedzą, że muszą poprawić swoje wyniki indywidualne, aby być pewnym sukcesów w drużynie i co ważniejsze to oni chcą to zrobić. Krzysztof Niedźwiedzki udowodnił, że pracując indywidualnie z Katarzyną Bachledą Curuś także po jej macierzyństwie doprowadził ją z powrotem do światowej czołówki łyżwiarek. Dlatego też postanowiliśmy wzmocnić sztab szkoleniowy w kadrze kobiet. Oczywiście odbyło się to na cywilizowanych zasadach po rozmowach pomiędzy dotychczasowym trenerem Witoldem Mazurem z Krzysztofem Niedźwiedzkim. Trener Mazur zaakceptował nasze propozycje. Muszę jednak przyznać, że ze względów formalnych czeka nas jeszcze ogłoszenie i przeprowadzenie konkursu na stanowisko trenera kadry. Takie są wymogi Ministerstwa Sportu a przecież takie prerogatywy powinny przysługiwać Zarządom Związków. Wierzę a nawet jestem pewny, że ten konkurs dla Krzysztofa Niedźwiedzkiego to czysta formalność. Korzystając z okazji chciałbym podkreślić wielkie zasługi gospodarza dzisiejszej imprezy prezesa Pawlikowskiego, który wyposażył zawodników kadry narodowej w sprzęt sportowy najwyższej klasy. Jesteśmy mu, jako Związek ogromnie wdzięczni za tę pomoc, ale także za stworzenie zawodnikom tak dobrych warunków do uprawiana łyżwiarstwa szybkiego. Naszym marzeniem jest, aby zawodnicy innych klubów mieli takie warunki do uprawiania sportu.

ZK. Czy jest już ustalona hierarchia pomiędzy trenerami, czy nie obawia się Pan pewnych dysonansów zawirowań w kadrze w związku z tą zmianą.
KK. Oczywiście sprawa pomiędzy trenerami jest dogadana, są ze sobą w stałym kontakcie. Gdyby były jakieś dysonanse zapewne do zmiany by nie doszło. Chcemy, aby nasze zawodniczki zrobiły postęp, aby sięgnęły po najwyższe laury. Tego dziś Krzysztofowi Niedźwiedzkiemu życzyłem. W tej zmianie nie ma żadnego podtekstu, drugiego dna, jest pragnienie rozwoju dyscypliny i to wszystko.

ZK. Panie prezesie przyzna Pan, że przeprowadzenie konkursu na stanowisko trenera reprezentacji po nominacji jest sytuacją schizofreniczną. To nie mieści się w kategoriach logiki.
KK. Po pierwsze ja nie wyobrażam sobie, aby tak doświadczony szkoleniowiec, jakim jest Krzysztof Niedźwiedzki nie zajął pierwszego miejsca w konkursie. Nominacji dokonaliśmy, aby prawidłowo zabezpieczyć proces szkoleniowy. Już wkrótce rozpoczynają się pierwsze obozy przygotowawcze i stąd te nasze wyprzedzające działania. Chcemy, aby Krzysztof Niedźwiedzki poprowadził je jako pracownik PZŁs.

ZK. Pytanie do Katarzyny Bachledy Curuś: Pani Kasiu po macierzyństwie wróciła Pani do dawnej formy, czy po urodzeniu dziecka czuje się Pani mocniejsza?
KBC. Trudno powiedzieć, że po urodzeniu dziecka jestem mocniejsza. Do moich rekordów życiowych jeszcze trochę mi brakuje, chociaż muszę przyznać, że miniony sezon był jednym z najlepszych w mojej karierze. Nie sądzę, aby macierzyństwo miało tu jakieś znaczenie to zwyczajna ciężka praca na treningach daje takie efekty. Praktycznie 90 procent czasu treningowego spędzałam w Zakopanem, zatem nie było też problemów z pogodzeniem pracy z opieką i wychowaniem dziecka.

MZ. Z Pani wypowiedzi wyłania się konkluzja jakby miała Pani niedosyt po tym sezonie, czy tak należy rozumieć Pani tok myślenia.
KBC. Ja myślę, że samozadowolenie sportowca to najgorsza rzecz, jaka może go cechować. Każdy profesjonalista powinien stawiać sobie coraz wyższe cele. Tak jest i w moim przypadku. Uważamy z trenerem, że można jeszcze coś poprawić. Jeżeli w przygotowaniach ominą mnie kontuzje, choroby to te cele da się zrealizować. Chciałabym jednak przypomnieć, że do Igrzysk Olimpijskich jest jeszcze 10 miesięcy i wiele się w tym czasie morze wydarzyć, dlatego przydzielanie nam medali uważam za przedwczesne i mnie osobiści irytujące. Ja chciałbym przed wszystkim solidnie przygotować się do sezonu w atmosferze spokoju a niestety te zawirowania w Związku ten spokój trochę nam odbierają.

ZK. Pytanie do Luizy Złotkowskiej: Wynikowo, jako drużyna zrobiły Panie postęp, czy to efekt waszych lepszych osiągnięć indywidualnych, słabszej dyspozycji rywalek, czy zmiany w składzie drużyny. Do składu za Katarzynę Woźniak weszła Natalia Czerwonka. A może to inne kraje w pewnym sensie odpuściły sezon przedolimpijski.
Nie sądzę, żeby rywalki z innych nacji ulgowo traktowały ten sezon wszak mistrzostwa świata odbywały się na torze w Soczi na tym samym, na którym już za 10 miesięcy odbędą się Igrzyska Olimpijskie. Każdy chciał się sprawdzić na tej arenie. Bardzo pozytywną sytuacją jest to, że nasza drużyna składa się z czterech równorzędnych zawodniczek, bo nie możemy zapominać O Kasi Woźniak i to daje większą gwarancję dobrych występów w przypadku niedyspozycji którejś z nas. Na szczęście w tym sezonie omijały nas kontuzje i choroby.
Drużyna to musi być zespół ludzi dopasowanych do siebie pod względem mentalnym i perfekcyjnie zgrany technicznie. Startowała Pani już z Katarzyną Woźniak i teraz z Natalią Czerwonką. Z kim się Pani lepiej współpracuje?
Jeżeli już mam odpowiedzieć na to pytanie to osobiści lepiej jeździ mi się za Natalią, po jeździe za Kasią mam czasami poobijane nogi, a nawet blizny, ale to trzeba wkalkulować w koszty uprawiania tej konkurencji.

ZK. Pytanie do Krzysztofa Niedźwiedzkiego: Panie Krzysztofie jeszcze raz gratulacje za nominację na trenera kadry kobiet, ale proszę o zrozumienie pytania o kulisy tej nominacji a także proszę powiedzieć, czy możliwy jest powrót Konrada pod Pana opiekę.
KN. Co do Konrada to nie widzę takiej potrzeby. W pierwszej sprawie wszystko powiedział już Prezes.

MZ. Panie Krzysztofie czy ma Pan już gotowy plan przygotowań do sezonu.
Oczywiście plany są już gotowe, pierwsze zgrupowanie zorganizujemy tu w Zakopanem a kolejne już na lodzie w Inzzel. To będzie nasza główna baza w przygotowaniach do sezonu oczywiście głownie do Olimpiady. Co do składu to jakichś zaskakujących zmian w kadrze nie przewiduję. Trochę obawiam się hurraoptymistycznych prognoz, co do naszego olimpijskiego występu. Niektórzy wszak jak już powiedziała Kasia Bachleda zawieszają medale na naszych piersiach. Za wcześnie.

ZK. Pytanie do trenera Aleksandra Wierietelnego: Panie trenerze wprawdzie nie jest Pan trenerem kadry polskich biegaczek a stricte Justyny Kowalczyk, ale czy widzi Pan możliwości wsparcia kadry kobiet swoim doświadczeniem, swoją wiedzą w przygotowaniach do Igrzysk.
W moim przekonaniu moje włączenie się do pracy z pozostałymi biegaczkami kadry praktycznie nie jest możliwe a to z kilku powodów. Raz, że inne biegaczki nie wytrzymałyby takiego tempa takiego obciążenia, jakie stosujemy w treningu Justyny. My budujemy formę poprzez starty prawie we wszystkich zawodach PŚ a tego pozostałe polskie biegaczki nie robią. Poza tym mam tak dużo zajęć w pracy z samą Justyną, że nie bardzo mógłbym skoncentrować się na pozostałych zawodniczkach. Korzystając jednak z okazji dzisiejszej uroczystości chciałbym podkreślić wielkie zasługi prezesa Pawlikowskiego we wsparciu dla Justyny Kowalczyk szczególnie z początków jej kariery. Staramy się wynikami odwdzięczyć panu Prezesowi. Co do dalszych zamiarów Justyny Kowalczyk to zapowiedziała, że po Igrzyskach Olimpijskich wycofa się z czynnego uprawiania sportu twierdząc, że jest już bardzo zmęczona, ale jak to ostatecznie będzie zobaczymy.

ZK. Jak tam będzie z karierą Justyny Kowalczyk zobaczymy, ale czy Pan już, jako stały mieszkaniec Podhala planuje jakąś formę swojej działalności na rzecz biegów narciarskich w naszym regionie?
Trudno powiedzieć, ja już przekroczyłem wiek emerytalny i powinienem z tego korzystać, ale oczywiście niczego się nie wyrzekam.

MZ. Pytanie do Jana Szymańskiego: Panie Janku był Pan zaskoczony tym medalem na MŚ.
JSz. Prawdę mówiąc byliśmy przygotowani na dobry występ, bo w całym sezonie prezentowaliśmy się dobrze zarówno indywidualnie jak i w drużynie. Nasze szanse oceniałem na miejsca od piątego wzwyż. Bylibyśmy rozczarowani gdyby poszło nam gorzej, bo przy pełnej konkurencji na innych zawodach zawsze plasowaliśmy się w czołówce. Ja startuję już chwilę w tej drużynie, ale musiało upłynąć trochę czasu, aby się zgrać i dopasować. Teraz jeździmy już bardzo dobrze a pod względem techniczno-taktycznym właściwie nie ma, do czego się przyczepić, dlatego też przychodzą i mam nadzieję, że coraz częściej będą nam się zdarzać medalowe występy.

MZ. Czy miała na to wpływ taka zdrowa rywalizacja z kadrą kobiet?
JSz. Oczywiście każdy chce wypaść jak najlepiej, ale my na zawodach wzajemnie się wspieramy. To jest właśnie bardzo pozytywne w naszej zdrowej podkreślam rywalizacji.
LZ. Nie ukrywam, że nasz medal oczywiście bardzo nas ucieszył, ale po medalu chłopaków byłam wręcz wzruszona, w końcu zrobili coś, na co wszyscy czekali i na co było ich stać.

MZ. Pytanie do Jana Antoła: Na dzisiejszym spotkaniu głównie pytamy o łyżwiarstwo, ale wiemy, że i dla Pana biegacza narciarskiego ten sezon był też bardzo udany. Czy tak?
JA. Mówiąc szczerze aż tak dobrego sezonu w moim wykonaniu się nie spodziewałem. Właściwie sezon rozpocząłem od rehabilitacji po urazie kolana. Byłem raczej sceptyczny, co do możliwości równej rywalizacji w naszej grupie. Rehabilitacja przebiegła nadspodziewanie dobrze i okazało się na mistrzostwach Polski, że nie tylko doszedłem do poziomu naszej grupy, ale nawet niektórych prześcignąłem. Najbardziej jestem zadowolony z możliwości uczestnictwa w mistrzostwach świata i startu na nich w sztafecie. Wiele zawdzięczam naszemu nowemu trenerowi Słowakowi Iwanowi Hudaczowi. On wprowadził wiele nowych elementów w nasz trening zwiększyliśmy objętość a to przełożyło się na nasze lepsze wyniki - u mnie z pewnością. Wprawdzie nie mam jeszcze kwalifikacji olimpijskiej, ale myślę, że po tegorocznych przygotowaniach ją wywalczę.

ZK. Pytanie do Józefa Pawlikowskiego Bulcyka: Panie Prezesie dzisiejsza uroczystość poświecona była głownie sportom zimowym, ale wiadomo, że Poroniec nawet z racji tradycji to też piłka nożna. Wprawdzie ta sekcja ma pewien zakres autonomii w strukturze klubu i kieruje nią Pana syn Jakub, mimo wszystko kluczowe decyzje podejmuje Pan. Status III ligowca macie w zasadzie zapewniony, zatem czy sekcja poprzestanie na tym czy też będzie starała się o grę w wyższej klasie.
JP. Trudno powiedzieć. Nie wiem jak potoczą się losy naszej drużyny w rozgrywkach III ligi, ale mogę zapewnić, że będziemy starali się grać o najwyższe cele.

MZ. A jak wygląda sprawa licencji dla klubu do gry w III lidze?
JP. Zgodnie z wymogami potrzebujemy mieć 90 miejsc siedzących na trybunach na tzw. plastikowych siedziskach. To nie jest dla nas problem planujemy wybudowanie zadaszonej trybuny na 600 miejsc a także zagospodarowanie terenu pod pawilony handlowe. Nie będzie, zatem problemów z uzyskaniem licencji. Będziemy w przyszłym sezonie grali na swoim boisku w Poronine.

ZK. Zwykle trenerzy po awansie planują wzmocnienia znanymi zawodnikami, czy trener Rogala już wspomniał coś w tej kwestii.
JP. Nic mi w tej sprawie nie wiadomo, aby trener Rogala snuł jakieś plany w kwestii transferów.

Tekst Ryb

 

Komentarze







reklama