28.04.2013 | Czytano: 3151

Korona dla Black Shadows(+zdjęcia)

Drugi rok z rzędu mistrzowska korona Podhalańskiej Ligi Unihokeja powędrowała do Black Shadows. W decydującym meczu finałowym nie pozostawili złudzeń, komu się należała.

W finałowej serii był remis 1:1. Po drugim meczu, ekscytującym i wygranym przez Chupacabras, wydawało się, że decydujące spotkanie również dostarczy licznie zgromadzonej publiczności dużo niezapomnianych wrażeń. Niestety nie dostarczył. Był to popis jednego aktora (czytaj: Black Shadows). 

- Mecze z Black Shadows urosły do rangi klasyka. Nasze drużyny spotykają się ze sobą któryś raz z rzędu w decydującej fazie rozgrywek. Pomimo trudnego dla nas sezonu, udało nam się dotrzeć do finału. Z powodu kontuzji i innych zdarzeń losowych nie udało się nam ani jednego meczu rozegrać w pełnym składzie. Kilka razy podnosiliśmy się z kolan, między innymi w ostatnim meczu przegrywając rywalizację 0:1. Przed drugim meczem nikt na nas nie stawiał, wszyscy z ironicznym uśmiechem przyjmowali nasze zapewnienia, o tym, że do trzeciego meczu dojdzie. Jak widać doszło. Jesteśmy w gazie i damy z siebie wszystko – zapewniał przed meczem i dodawał: - To rywal ma coś do udowodnienia. Wygrana w drugim meczu to wielka zasługa naszych kibiców, których doping pomógł nam doścignąć rywala. Byli naszym szóstym zawodnikiem.

- Nasze założenia są proste. Zaraz po pierwszym gwizdku mamy ich zaatakować z dwojoną siłą i strzelać z każdej pozycji – odkrywał założenia taktyczne Leszek Dzioboń.

Jak mówił, tak się stało. „Czarne Cienie” szybko przejęły inicjatywę. Zasypywały gradem strzałów przeciwnika, który nastawił się na grę od tyłu. Trochę dziwne, bo nie dysponował pierwszym golkiperem. „Chupasy” krótko dotrzymywały kroku. Na bramkę Black Shadows szybko odpowiedzieli, ale potem gole zdobywali przeciwnicy. Po pierwszej połowie prowadziły „Czarne Cienie” 8:3 i chyba mało było takich w hali, którzy wierzyli w odwrócenie losów pojedynku.

- Najlepsze było drugie spotkanie – twierdzi nasz unihokejowy ekspert, Ryszard Kaczmarczyk. – To był mecz godny finałów. Dzisiejszy był podobny do pierwszego. Bardzo szybko został ustawiony i potem kontrolowany przez Black Shadows. „Chupasom” nie można odmówić zaangażowania, włożyli dużo serca, bardzo się starali, ale bramkarz w takich konfrontacjach odgrywa szczególna role. Guzik w bramce „Czarnych Cieni” spisywał się rewelacyjnie, a do tego miał sporo szczęścia. Słupki i poprzeczki przychodziły mu w sukurs. To zaważyło na losach spotkania.

Po końcowej syrenie Leszek Dzioboń mógł powiedzieć: - W stu procentach zrealizowaliśmy przedmeczowe założenia taktyczne. Szybko zdobyliśmy pięć bramek i one ustawiły mecz. Nie był to jednak łatwy mecz, zostawiliśmy sporo potu na parkiecie.

Leszek Dzioboń to niemal etatowy król strzelców PLU. Abdykował tylko raz w historii tych rozgrywek, w ubiegłym sezonie, bo nie występował w lidze. – Pracowałem poza Nowym Targiem i nie miałem czasu na unihokejowe zabawy – powiedział.

- Mocno przygotowywaliśmy się do decydującej konfrontacji – mówi kapitan Black Shadows, Rafał Sulka. - Drugi mecz nam nie wyszedł. Zagraliśmy słabo, zwłaszcza drugą tercję, która zadecydowała o naszej przegranej. Mogliśmy już wtedy postawić kropkę nad „i”, bo do pewnego momentu mieliśmy przewagę bramkową i kontrolowaliśmy wydarzenia na boisku. Ale co się odwlecze… Baliśmy się o kondycję, bo graliśmy 40 minut czystego czasu, a w nogach mieliśmy poranny mecz w lidze słowackiej. Widać, że obawy były płonne. Poranny występ nie wpłynął na naszą dyspozycję. Cieszymy się, bo zrealizowaliśmy cel, do którego dążyliśmy od początku sezonu. Udało się obronić tytuł.

- Gratuluję zwycięzcom, bo byli lepszym dzisiaj zespołem. Przespaliśmy pierwszą połowę. Nic też nie chciało nam wchodzić. Chciałbym podziękować naszym wspaniałym kibicom, że zdzierali gardła za nami – powiedział kapitan Chupacabras, Tomasz Handzel.

Najlepszym bramkarzem ligi wybrano Dariusza Koczura (Wataha), defensorem – Artura Burkata (Black Shadows), a napastnikiem – Tomasza Staszla (Chupacbras). Jak już wspomnieliśmy korona króla strzelców założona została na głowie Leszka Dziobonia (Black Shadows).

Finał
Black Shadows – Chupacbras 12:5 (8:3)
Bramki: Dzioboń 3, Burkat, Panczakiewicz, K. Sulka, Gąsienica makowski, Pieprzak, R. Sulka, Gąsior, Kwak, Pala – Staszel 2, Borowicz, Cebula, M. Handzel.


Black Shadows:
Guzik – Burkat, Babik, Panczakiewicz, K. Sulka, Dzioboń, Gąsienica Makowski, Gąsior, Niżnik, Pieprzak, Daniel, R. Sulka, Kwak. Pala, Hamrol.


Chupacabras:
Kubuszek – Augustyn, B. Handzel, Kwak, J. Handzel, Cholewasz, Ossowski, M. Handzel, Książkiewicz, Borowicz, T. Handzel, Staszel, Cebula, Rozmus.

W poprzednich konfrontacjach Black Shadows – Chupacbras 13:5 i 5:6
Bramki: Dzioboń 4, Kwak 3, Gąsienica Makowski 2, Gąsior, Pala, Daniel, K. Sulka – Staszel 4, Ossowski (I mecz); S. Kwak 2, Dzioboń, Gąsienica Makowski, Pala. - Staszel 2. T. Handzel, D. Kwak, Trzebunia, Augustyn (II mecz).


O III miejsce
Wataha – STS Nowy Sącz 10:7 i 13:4
Bramki: Wiśniewski 3, Kaczmarczyk 2, Kostela 2, Fryźlewicz, Smarduch, Leja – Ślusarek 3, Turwoń 3, Nykaza. (I mecz); Leja 4, Kostela 4, Fryźlewicz, Smarduch, Wiśniewski, R. Kaczmarczyk, Daniec – Nykaza 3, Ciapała (II mecz).


Wataha:
Koczur – Zając, B. Fryźlewicz, Zubek, Barszczewski, Sadowy, Zamorski, Smarduch, Leja, Kostela, Wiśniewski, R. Kaczmarczyk, Czaja, Daniec, Śmiełowski.

STS: Peskowski – Ciapała, Ciążkowski, Wolak, Nykaza, Ślusarek, Jaróg, Górowski, R. Fryźlewicz, Bisaga, P. Kaczmarczyk, Ogonowski, Szewczyk, Peciak, Turwoń.

Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski

 

Komentarze







reklama