Rekordowa liczba kibiców przeżyła huśtawkę nastrojów. Spora grupa fanów z Lachowic początkowo czuła się jak u siebie. Ich pupile wygrali trzy singlowe pojedynki, a mina prezesa Górców Józefa Guzika nie była tęga. On już trzy godziny przed pierwszym odbiciem piłeczki był w klubie i… nerwowo biegał. Trudno się dziwić, bo… – Przed nami mecz ćwierćwiecza. Jeśli dobrze pamiętam to tak długo nie wygraliśmy drugiej ligi – mówił.
Jego dane potwierdziła chodząca encyklopedia nowotarskiego tenisa, nestor tej gry, Jan Sowiński. – Od 1988 roku – pewnie stwierdził.
- Rywal ma dwóch poważnych gości, więc wynik w Lachowicach nic nie znaczy. Podobnie jak własny teren – mówił z obawą prezes.

Dodajmy, że nie tak dawno okrzyknięci zostali wielkimi talentami. O kim mowa? Maciej Podsiadło, pochodzący z Kielc, już nie raz w nowotarskiej hali ogrywał górali na jednej nodze. I to dosłownie, bo kulejąc. Po meczu z Limanową, gdy reprezentował jej barwy, dałem tytuł „Kaleki bandyta”. W pierwszym meczu przegrał po pięciosetowej walce z kapitanem nowotarskiej drużyny Markiem Mozdyniewiczem, ale wygrał debel i singel z Mikołajem Kierskim. Tym razem, już sprawny, zrewanżował się kapitanowi Gorców, który wyrwał mu tylko jednego seta.
Drugim „poważnym gościem” według prezesa był pochodzący z Bielska Łukasz Pietraszko. W pierwszym meczu wygrał tylko grę podwójną, ale już w pierwszym pojedynku okazał się lepszy do Kierskiego. Gdy jeszcze Tomek Klocek w kiepskim stylu ograny został przez Krzysztofa Surmę, zrobiło się nieciekawie. Tomek przegrał serwisem, którego nie potrafił odebrać. Przeciwnik serwował mu na forhend, a wysokie odbicia Tomka kończył bez problemów.
- Przegrał nie tylko serwisem, ale przede wszystkim głową. Nie udźwignął ciężaru spotkania – ocenił jego występ trener Tomasz Klag. – Drugi stół powinien zrobić komplet punktów. Aby wygrać trzeba jeszcze coś ugrać z „góry”. Nie ukrywam, że to był kluczowy stół dla losów spotkania. Nic nie ujmując przeciwnikom, to moje chłopaki prezentują zdecydowanie lepszy tenis.

Ostatnią deską ratunku w pierwszej rundzie singlowej był Jakub Czyszczoń. Nie pierwszy raz pokazał, że jest twardzielem i za nic ma presję, zagrał z nią sobie na nosie. Jego wojownicza dusza pozwoliła ugrać pierwszy punkt w turnieju. Momentami szalał przy stole, a każdą wygraną piłeczkę kwitował gestami i okrzykami. – Zagrałem ci taką piłeczkę, a ty coś z nią zrobił? Za stół ją posłałeś? – odnosiło się wrażenie, że w myślach szydził z rywala. Ten jakby zdawał sobie sprawę co mamrocze Kuba pod nosem, bo każdym następnym zagraniem był bardziej zdeprymowany.
Kuba dał sygnał do zmiany scenariusza. Co prawda debel zakończył się na remis i nadal górale mieli dwa punkty w plecy do Lachowic, ale widać było już determinację w ich grze, którą wcześniej trudno było dostrzec. Jak już kapitan ograł Pietraszko, to młodzi również musieli wypruć z siebie żyły. – On tym słabiutkim top-spinem nie zrobił krzywdy Markowi. Nie ma backhandu, a atak też marny – ocenił bielszczanina, Jan Sowiński.
Tomek w kolejnym pojedynku wreszcie przestał się frustrować po przegranych piłeczkach i zaczął walczyć. Miał momenty słabości i bezradności, ale ta gra znacznie lepiej wyglądała niż jego pierwsza potyczka. – Nie wiem czemu on boi się zaatakować, tylko daje się spychać do obrony? – w pewnymi momencie nie wytrzymał, do tego momentu spokojny, Jan Sowiński. Tomek uraczył nas pięcosetowym horrorem z Marcinem Raczkiem, ale na szczęście zwycięskim.

Był więc remis 4:4 i pozostawały do rozegrania dwie gry pojedyncze. Górale musieli wygrać jedną, by świętować pierwsze miejsce. – Poradzę sobie z Surmą – zapewniał Kuba Czyszczoń. Słowa dotrzymał! Zdeklasował przeciwnika. Szybko okazało się, że taktyka serwisu na forhend Klockowi była przypadkowa, bo ten był leworęczny. Z Kubą głowa mu nie funkcjonowała odpowiednio i nie serował w ten sposób, a z backhandem nowotarżanin radził sobie wyśmienicie. I znowu widzieliśmy jego wybuchy radości.
Tymczasem skazany na pożarcie Mikołaj Kierski, walczący równolegle na pierwszym stole, pokazał, że również ma serce wojownika. Wytrzymał długie wymiany z Podsiadło i wygrywał. Przeciwnik był w szoku i kilka razy po zagraniach nowotarżanina podnosił kciuk do góry. Kilka kapitalnych zagrań Mikołaja wywołało aplauz na widowni. Fani Lachowic wyraźnie przycichli. Mikołaj po meczu był wyczerpany, ale szczęśliwy, bo pokonał rywala w czterech setach. Prawdziwego mężczyznę poznaje sięnie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy – to powiedzenie Leszka Millera jak ulał pasuje do nowotarżan.
- Chciałem pochwalić cały zespół, a szczególnie studentów (Kierski, Czyszczoń – przyp. aut.), którzy mają problemy z treningami. Pokazali, że mają góralski charakter. Kierski zagrał koncertowo z Podsiadło. Kuba zrobił to co miał zrobić. Dał drużynie 2,5 pkt. Marek ograł Pietraszko i od tego momentu zaczął wiać porywisty wiatr. Szkoda debla na pierwszym stole, bo niewielu mu brakowało. Cieszymy się ze zwycięstwa, bo początek nie zapowiadał wiktorii. Wierzyłem cały czas w chłopaków. Bałem się o Klocka, bo jego dyspozycja była słaba.
- Cieszymy się ze zwycięstwa w drugiej lidze. Od kilku lat byliśmy w czołówce. W tym roku liga był wyrównana i mocna, więc tym bardziej nasz sukces jest duży. Teraz rozpoczniemy przygotowania do czerwcowych baraży o pierwszą ligę. Zagramy z Omegą Kleszczów, z drużyną, która w zeszłym roku bezskutecznie biła się o wyższą ligę. Dwukrotnie przegrała ze Słopnicami 3:7. Jest w naszym zasięgu – twierdzi Józef Guzik.

Gorce Nowy Targ – ULKS Lachowice 6:4
I stół: Marek Mozdyniewicz – Maciej Podsiadło 1:3 (3:11, 11:8, 8:11, 8:11), Mikołaj Kierski – Łukasz Pietraszko 1:3 (6:11, 11:9, 7:11, 5:11), Mozdyniewicz, Klocek – Podsiadło, Pietraszko 2:3 (9:11, 11:6, 5:11, 11:6, 8:11), Mozdyniewicz – Pietraszko 3:0 (11:9, 11:9, 11:7), Kierski – Podsiadło 11:5, 7:11, 12:10, 11:9).
II stół: Tomasz Klocek – Krzysztof Surma 1;3 (16:14, 7:11, 2:11, 3:11), Jakub Czyszczoń – Marcin Raczek 3:2 (8:11, 11:6, 8:11, 11:6, 11:9), Kierski, Czyszczoń – Bartłomiej Ormaniec, Raczek 3:0 (11:7, 11:4, 11:3), Klocek – Raczek 3:2 (6:11, 11:8, 8:11, 11:6, 11:7), Czyszczoń – Surma 3:0 (11:7, 11:9, 11:2).
Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski










