Dla Lubania Maniowy pojedynek z Bystrym tak naprawdę poza obowiązkiem rozegrania pucharowego meczu był kolejnym sparingiem - testem przed zbliżającą się rundą rewanżową w lidze. Po tym meczu trudno jednoznacznie orzec czy ten test został przez podopiecznych trenera Marka Żołędzia zdany. Maniowianie wprawdzie wygrali pewnie i zasłużenie, ale nie ustrzegli się też błędów, których w lidze nie mogą popełniać, jeżeli chcą a pewnie chcą uratować byt. Bodaj najbardziej rażący błąd przytrafił się ligowcom na początku spotkania, kiedy to zagrana z głębi pola piłka minęła dwójkę stoperów a próbujący ratować sytuację Hładowczak sfaulował dochodzącego do piłki Pajdę. Podyktowany rzut karny na bramkę zamienił Łukaszczyk wprawdzie dopiero za drugim razem. Sędzia nakazał powtórzę rzutu karnego, ponieważ Łukaszczyk za pierwszym razem wykonał go niezgodnie z przepisami. Po tym golu maniowianie wzięli się do solidnej roboty i dłuższy czas zamykali swoich rywali w ich polu karnym a konsekwencją tego stanu rzeczy była wyrównująca bramka. Pietrzak z głębi pola zagrał na prawą stronę do Góreckiego ten dograł piłkę wzdłuż linii bramkowej a „zamykający” akcję Czubiak dopełnił formalności pakując piłkę do pustej bramki. Kolejny gol dla Lubnia to niestety wina bramkarza Bystrego Marcina Dziadkowca. Po strzale z dystansu jednego z maniowian zresztą niezbyt mocnym bramkarz Bystrego wypuścił piłkę przed siebie dopadł do niej Firek i wpakował do siatki. Piłkarze Bystrego czwarta bramkę stracili zresztą w podobnych okolicznościach na początku drugiej odsłony spotkania. Wcześniej praktycznie na zakończenie pierwszej połowy meczu Pietrzak precyzyjnym strzałem z prawej strony pokonał Dziadkowca. Piłka wpadła w dalszy róg bramki. Wprawdzie po czwartym golu gra się nieco wyrównała, ale obie drużyny długo nie stwarzały klarownych sytuacji bramkowych dopiero w końcówce meczu, gdy piłkarze Bystrego w oczach zaczęli tracić siły maniowianie niepodzielnie panowali na boisku zdobywając piątego gola i trzykrotnie „opieczętowując” prawy słupek bramki rywali.

Piłkarze Lubania, zatem mogli świętować awans do półfinału PP i Podhala, ale także w dobrych nastrojach kolejną rocznicę urodzin swojego kolegi Roberta Krzystyniaka, który na tą okazję nie zapomniał sprawić kolegom stosownego prezentu. Trener Lubania Marek Żołądź oczywiście był zadowolony z wygranej, ale tak jak my nie wyciągał z tego meczu daleko idących wniosków. Tak naprawdę sparingi są ważne, ale o wartości drużyny decyduje konkretny mecz ligowy. Ani remis z Sandecją 1-1, ani szczęśliwa wygrana z Tylmanową, oraz pewna wygrana z Bystrym nie dają jasnej odpowiedzi jak potoczą się ligowe losy naszego III ligowego jedynaka.

Wolski Lubań Maniowy (III) – Bystry Nowe Bystre (A) 5:1 (3:1)
0:1 Łukaszczyk 12 z karnego,
1:1 Czubiak 20,
2:1 Firek 28,
3:1 Pietrzak 45,
4:1 Gołdyn 47,
5:1 Świerzbiński 80.
Sędziował Jan Pawlikowski.

Lubań: Hładowczak – Górecki, Gąsiorek, Hałgas, Czubiak – Komorek, Świerzbiński, Budz, Gołdyn – Pietrzak, Firek.

Bystry: Dziadkowiec – W. Staszel, Adam Bobak, Prokop, Adrian Bobak (70 Tylka) – Z. Staszel, Matkowski (46 Salamon), Styrczula, Pajda, Cetera, Łukaszczyk.
Tekst i zdjęcia Ryb










