03.03.2013 | Czytano: 1865

Dogrywka, karne i niespodzianka(+zdjęcia)

Poznaliśmy trójkę półfinalistów Podhalańskiej Ligi Unihokeja. Black Shadows, Wataha i Chupacabras czekają na czwartego do „brydża”. Ten zostanie wyłoniony w przyszłym tygodniu w turnieju pocieszania, w którym zagrają przegrani z pierwszej rundy play off.

Mecze stały na bardzo wysokim poziomie, było w nich sporo emocji, a najwięcej w meczu Wataha – Górale Amatorzy. Doszło w tej konfrontacji do sporej niespodzianki. Skazywana na pożarcie Wataha, dowodzona przez reprezentanta kraju Piotra Kostelę w rzutach karnych okazała się lepsza do faworyta. Wydawało się, że awans wywalczy sobie w normalnym czasie gry. Na 6 minut przed końcem prowadziła 8:3. Ponieważ w pierwszym meczu przegrała 6:8, zaliczka wydawała się być wystarczająca. Tym bardziej, iż lepiej się prezentowała. Akcje Watahy miały rozmach, szybkość i brakowało tylko wykończenia. W końcówce Śiaśkiewicz wziął sprawy w swoje ręce. Wcześniej nie miał z kim pograć. Piłeczki nie znajdowały adresata, akcje były rwane. Jego zadziorność i skuteczność doprowadziły do stanu 8:6 i dogrywki. 

Wataha rozpoczęła ją w przewadze ( przez 91 sekund grała w trójkę przeciwko dwójce rywali) i ten handicap wykorzystała. Jeszcze miała dwie sytuacje sam na sam. Nie dasz, dostaniesz. Padło wyrównanie z kija Podrazy, który do zespołu dołączył w 9 minucie drugiej połowy. W karnych Wataha była lepsza.

- Byliśmy już w ogródku, ale moja drużyna to amatorzy. Chłopcy nie mają doświadczenia w tak dramatycznych końcówkach – mówi Piotr Kostela. – Mimo, że posiadaliśmy przewagę i mieliśmy szanse na kolejne gole, to doświadczeni gracze drużyny przeciwnej spięli się i zdołali wyrównać. Naszą siłą była jedność, kolektyw, a nie zlepek indywidualności jak z drugiej strony. Dzięki temu i wspaniałej postawie w bramce Darka Koczura wygraliśmy. Jestem niezmiernie szczęśliwy, bo dopiero trzeci rok trenujemy. Zespół tworzą chłopcy, którzy nie grali w żadnej lidze. Potrafiliśmy pokonać team, w którym każdy gracz ma ekstraklasową przeszłość. To duży sukces, a nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa. Postaramy się o kolejną niespodziankę w półfinale.

Nie było niespodzianki w pierwszym meczu. STS tylko w pierwszych minutach zaskoczył Black Shadows. Prowadził 1:0, a potem z 1:3 wyciągnął na 3:3. Jeszcze przed przerwą „Czarne Cienie” zdobyli dwubramkową przewagę i bezpieczną przewagę utrzymywały do końca spotkania. W końcówce nawet odskoczyły na cztery gole. Przeciwnik próbował różnymi sposobami rozbić defensywę Black Shadows, ale gdy tylko zdobywał gole, odpowiedź była niemal natychmiastową. Siedem z dziesięciu goli było autorstwa Leszka Dziobania. Były król strzelców ekstraklasy trafiał do siatki jak na zawołanie. Jego niesygnalizowane strzały sprawiały mnóstwo kłopotu golkiperowi STS.

- Forma strzelecka przyszła we właściwym momencie, bo wcześniej różnie z nią było – mówi Leszek Dzioboń. – Zaczęliśmy trenować, a mniej poświęcać czasu gierkom i to od razu podniosło moją skuteczność. To drugi mecz, w którym „grubo” mi wchodziło. Rywal nie był łatwy, zresztą takich w tym sezonie nie było w lidze. My mamy mocną ekipę, która od kilku lat gra wspólnie. Rozumiemy się, jesteśmy zgrani. Wielu z nas to byli kadrowicze, którzy sporo lat grają w unihokeja. Rywal to młode chłopaki, ale zrobił spore postępy.

Chupacabras też nie mieli problemów z awansem. Co prawda w 30 sekundzie drugiej połowy Aula doprowadziła do wyrównania 2:2 i ten wynik utrzymywał się do 10 minuty. Końcówka wyraźnie należała do „Chupasów”. W Auli grają byli hokeiści Podhala –Gaj, Nenko i Iskrzycki.

Black Shadows – STS Nowy Sącz 10:7 (5:3)
Bramki: Dzioboń 7, Hamrol, Daniel, Kwak – Nykaza 3, Jaróg 2, Ciapała, Turwoń.

Górale Amatorzy – Wataha 6:8 (2:5); dogrywka 1:1; karne 0;2.
Bramki: Siaśkiewicz 3. Waligórski, Podraza, Stypuła – Kostela 4, Leja, Smarduch, Daniec. Dogrywka: Podraza – Wiśniewski.

Chupacabras – Aula Bonamedica 5:3 (2:1)
Bramki: Staszel 2, Trzebunia 2, Augustyn – Gaj, Kowalczuk, Luberda.

Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama