W sobotę zespoły grały falami. Miały dobre i kiepskie momenty oraz sytuacje golowe. Bramek w pierwszych 20 minutach nie widzieliśmy. Dopiero po przewie Mamak wykorzystała gapiostwo obrończyń Szarotki i ulokowała piłkę w siatce. Podopieczne Arkadiusza Pysza nie poszły za ciosem. Popełniły kilka błędów w defensywie, ale rywalki nie potrafiły tego wykorzystać. Raz nawet piłeczka znalazła się w „sieci” Podhala, ale sędzia odgwizdał faul, nie respektując prawa korzyści. Chwilę później Mamak zachowała się przytomnie pod bramką rywalek. Po strzale koleżanki piłeczka odbiła się od bandy, M. Zapała nie zdołała się przemieścić na drugi słupek i Mamak wykorzystała odsłoniętą cześć bramki, by tam posłać ażurowy przedmiot.

W trzeciej odsłonie w odstępie 4 minut (między 49 – 53 min.) Podhale zdobyło trzy gole. Dwukrotnie świetnie pod bramką Szarotki zachowała się Timek. Za to najładniejszy gol był autorstwa Florczak, która ładnie uwolniła się spod opieki rywalek. Szarotka w końcówce dwa razy pokonała Młynarczyk (najlepsza zawodniczka Podhala, Rokicka – w Szarotce), ale była to już „musztarda po obiedzie”.
- Podhale zasłużenie wygrało – twierdzi trener Szarotki, Lesław Ossowski. – Szkoda, że przegrywając 1:0 nie zdobyliśmy gola, a okazji mieliśmy w multum. To deprymowało dziewczyny, które grały nerwowo. Tłumaczyłem im w drugiej przerwie, że 0:2 to jest jeszcze do odrobienia. Niemniej w pewnym momencie „siadła” wiara i pozwoliliśmy rywalkom zdobyć trzy szybkie gole. Dzisiaj się nie udało, ale dla niektórych moich dziewcząt to pierwsze spotkanie o taką stawkę, dlatego jestem z ich postawy zadowolony.

Nazajutrz jego podopieczne przespały pierwsze 20 minut. Dały się zaskoczyć Podhalankom. Trzybramkowa przewaga podopiecznych Arkadiusza Pysza zdawała się być wystarczającą zaliczką, by spokojnie kontrolować wydarzenia na parkiecie. Chyba uczyniły to zbyt spokojnie, bo rywalki zaczęło pokazywać pazurki. W 45 minucie MMKS prowadził już tylko 3:2. Radość z bliskiego kontaktu trwała zaledwie 51 sekund. Mamak, który w derbowym meczu miała wyśmienitą skuteczność, po raz drugi pokonała golkiperkę Szarotki. Wydawało się, że po tym ciosie Szarotka się nie podniesie. Nic błędnego. W 34 sekundy podopieczne Lesława Ossowskiego doprowadziły do wyrównania, po golach Al. Burdyn i E. Burdyn. W kolejnych 10 minutach gole już nie padły i sędziowie zarządzili dogrywkę. 64 sekundy przed jej zakończeniem „nagłą śmierć” Podhalu zadała E. Burdyn (najlepsza zawodniczka zespołu; w Podhalu – Mamak).
- Słabo zaczęliśmy, ale kolejne minuty były już wyśmienite w naszym wykonaniu – twierdzi Lesław Ossowski. – Rywal był naprawdę mocny, bo miał w swych szeregach kadrowiczki seniorskiego zespołu. Ja mam młody zespół. „Młode” zagrały super, a starsze zawodniczki ciągnęły grę. Dziewczyny dały z siebie wszystko. Losy meczu mogliśmy rozstrzygnąć już w trzeciej tercji, bo wypracowaliśmy więcej sytuacji golowych. Graliśmy cierpliwie do końca i to się opłaciło.

MMKS Podhale Nowy Targ – Worwa Szarotka Nowy Targ 5:2 (0:0, 2:0, 3:2) i 4:5 D (3:0, 0:1, 1:3; 0:1)
Bramki: Mamak 2, Timek 2, Florczak – E. Piekarczyk, Al. Burdyn (I mecz); Mamak 2, Florczak, Kowalczyk - E. Burdyn 2, Bujak, Rokicka, Al. Burdyn, (II mecz).
MMKS Podhale: Młynarczyk – Z. Lech, Dębska, Timek, Tymek, Mamak – Lasyk, Łojek, Podlipni, Florczak, Kowalczyk – Szeliga, Florek, Z. Krzystyniak. W niedzielę grała Fryźlewicz. Trener Arkadiusz Pysz.
Worwa Szarotka: M. Zapała – E. Burdyn, J. Piekarczyk, Al. Burdyn, Bujak, Rokicka – Węgrzyn, R. Zapała, Dziubińska, Gruszczak, E. Piekarczyk – Sulka. Trener Lesław Ossowski.
Grał również Wiatr z Trzebinią. Dla ludźmierzanek przeciwniczki okazały się zbyt wymagające. Debiutantki płacą frycowe. W sobotę będą chciały jak najszybciej zapomnieć o drugiej i trzeciej tercji. Bramki traciły seriami.
- Nie jestem zadowolony z postawy dziewczyn – mówi trener Wiatru, Artur Kasperek. – Oddały mecz bez walki, zagrały bez ambicji. Dziewczyny są wystraszone stawką meczu i nie potrafią pokazać swoich możliwości. Wiem, że mają potencjał. O wyniku zdecydowały indywidualne błędy. Obsłużyły rywalki czterema „patelniami”. Źle broniły bramkarki.
W rewanżu ludźmierzanki zaprezentowały się znacznie lepiej. Popełniły mniej błędów. Zagrały z zębem. – Niemniej nadal mamy problemy z indywidualnymi błędami, po których tracimy gole – mówi Artur Kasperek. – W obronie zawodniczki zagrały z większym zaangażowaniem. Czeka mnie dużo pracy, by zespół grał lepiej. Pocieszeniem jest, że jesteśmy najmłodszą drużyną w lidze.

Wiatr Ludźmierz – PUKS Trzebinia 3:14 (1:3, 0:5, 2:6) i 2:6 0:1, 1:4, 1:1)
Bramki dla Wiatru: W. Ulman, Justyna Ulman, Bryniarska (I mecz); Mrozek, W. Ulman (II mecz).
Wiatr: K. Jachymiak (40:00 Kos) – Skiba, Truty, Mrożek, Justyna Ulman, W. Ulman – Czaja, Joanna Ulman, Bryniarska, Podczerwińska, Al. Jachymiak – Łaba, Chowaniec, Panek, M. Ulman, Rzadkosz. W drugim meczu nie wystąpiła Kos. Trener Artur Kasperek.
Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski










