Życzeń byłoby wiele –spyta więc ktoś, dlaczego nie wymienię osiemnastu albo osiemdziesięciu, tylko dziesięć właśnie! Odpowiadam zatem, że z natury jestem skromnym człowiekiem i zdaję sobie sprawę, że generalnie psu na budę moje życzenia. Jakby życzył prezydent, starosta, burmistrz czy kardynał – o!, to byłyby życzenia. Można byłoby powiązać z cichymi naciskami na budżet („ a dajcie im tam jeszcze, panowie posłowie, radni - trochę”) lub liczyć na przychylność niebios w realizacji jakiejś idei. Nie żeby od razu wygrywać dzięki boskiej pomocy, ale żeby chociaż zdrówko dopisało. I rączka, główka, nóżka...
Nie wiem czy burmistrz da głos, czy ktoś z władzy podzieli się opłatkiem ze środowiskiem, bo do wyborów daleko, więc pozwolę sobie na moje skromne dziesięć życzeń głównych.
Życzenie pierwsze – dobrej pogody. Pogoda jest dobra głównie wtedy, kiedy nasi wygrywają. Zła wtedy kiedy przegrywają. Pojęcie dobrej pogody jest dość pojemne. Nie ma specjalnego znaczenia czy śniegu ( błota, wody) jest za mało lub za dużo. Ważne, by na przykład hokej na lodzie wypłynął, ale nie po rozmrożeniu lodowisk. Nie też po przyłączeniu do Europy Ghany, Nigerii... Ważne jest, by w razie czego było na co zrzucić niepowodzenie i dumnie wypiąć pierś, kiedy zwyciężyło się mimo wszystko. Wtedy i politycy, nic nie robiąc, mogą się ogrzać.
Życzenie drugie – by na kredyty, jakie zaciągają sponsorzy, zawsze było pokrycie, niekoniecznie w kartach zawodniczych. Znaczenie to ma takie, że złe kredyty inflacje mogą nakręcić, a tym bardziej, że następcy Leszka Balcerowicza nie skłonni są do obniżania stóp. Do dzisiaj z podnoszenia stóp przez Gronkiewicz Waltz naród ma stopy powykręcane.
Życzenie trzecie – nie od razu tych sponsorów do kicia wsadzać. Po co? I tak trzeba będzie ich wypuścić, bo albo chorowici, albo brak dowodów procesowych. A ponadto co bez nich wart byłby sport. Nikt inny jak tylko oni mają dar przekonywania, że w krótkim czasie z osiłków zbudują team, który zawojuje Europę, nie wspominając o świecie. Wleją w serca zawodników działaczy i kibiców ducha potęgi ich klubu. Cóż w tych czasach ważniejsze jest niż duch właśnie?
Życzenie czwarte – jeśli się da i jak długo da, nie przestrzegać żadnych umów, ze szczególnym uwzględnieniem dżentelmeńskich. W sprawach finansowych zajmować jasne stanowisko polegające na braku stanowiska. Płacić tylko wtedy, kiedy już naprawdę się musi. Tym samym tępić obiboków.
Życzenie piąte – by sportem ( związkami i klubami) interesowali się wszyscy, z wyłączeniem prokuratury i sądów.
Życzenie szóste – żeby w 2013 roku ludzie zapomnieli dlaczego ten 2012 był hokejowo totalnie skopany. Poprzedni zarząd Podhala nigdy nie przeprosił za dokonanie nie lada wyczynu, spuszczenia drużyny do pierwszej ligi, po raz pierwszy w 80 –letniej historii. Ale jestem przekonany, że zrozumiał. Każdy by zrozumiał. Chyba, że się mylę? Apeluję jednak o miłosierdzie od Nowego Roku.
Życzenie siódme – nowemu zarządowi życzę, by słuchał tylko tych mądrych, a kundli, które szarpały za nogawki, do budy. W końcu czas pokoju. Zawsze można na nie zagwizdać, jak będą znowu potrzebne. Przybiegną się łasić, bo to pisa natura.
Życzenie ósme – importujmy więcej z skądkolwiek. Mogą być piłkarze, koszykarze, hokeiści... Ale mogą też być koszykarki, hokeistki i lekkoatletki. I dajmy im obywatelstwo. Problem niekoniecznie w stałym dynamicznym rozwoju polskiego sportu. Mecz słaby czy dobry, a lasek do oglądania całe mnóstwo. Nawet kolorowe. Im więcej mikstów się narobi, tym lepiej dla estetyki, tym lepiej dla obyczajów.
Życzenie dziewiąte – by ciągłe kopanie pod sobą dołków doprowadziło do odkrycia pod schroniskami i muzeami (czytaj: halami sportowymi i boiskami) niespożytych złóż ropy, metali szlachetnych, diamentów i uranu. By, skarby te uratowały nasz kulejący sport.
Życzenie dziesiąte –obyśmy rzadko chorzy byli, ze szczególnym uwzględnieniem głów.
Do Siego Roku!
Tekst Stefan Leśniowski
Wszystkim kibicom, działacza i sportowcom życzymy szczęśliwego nowego roku oraz samych pozytywnych emocji sportowych.
Życzy cała redakcja SportowePodhale.pl










