Najwcześniej, bo już o 9 rano prezenty zaczęła rozdawać Szarotka. Postanowiła, że zrobi „paczkę” gdańszczankom w każdej tercji, a dokładnie w ostatnich 2 minutach. Czyli jak się mówi w sportowym żargonie, traciły gole do „szatni”. 63 sekundy przed końcem pierwszej tercji straciły gola z karnego. 22 sekundy pozostawało do zakończenia drugiej odsłony, gdy piłeczka odbiła się od słupka bramki Szarotki i zatrzepotała w siatce. Seria została podwojona w 58 minucie, nowotarżanki w odstępie 14 sekund straciły dwa gole. Ot, świąteczne prezenty.
W świątecznej atmosferze rozerwane było drugie spotkanie o 18. Tutaj oba zespoły - Podhale i Multi Killers - obdarowywały się prezentami. „Paczka” krakowianek wypełniona została trzema samobójami. Góralki nie chciały być gorsze i stwierdziły, iż podarują rywalkom „patelnie” i jeden rzut karny. Przy tym ostatnim w Mikołaja nie chciała się bawić Młynarczyk, bramkarka Podhala. Zatrzymała Dunaj podczas rzutu karnego. Karnego nie wykorzystała też z drugiej strony Florczak, która już minęła bramkarkę, miała pustą bramkę i nie trafiła do niej.
Worwa Szarotka Nowy Targ – Energa Olimpia Osowa Gdańsk 1:6 (1:2, 0:1, 0:3)
Bramka dla Szarotki: Kubowicz.
Worwa Szarotka: M. Zapała – Chlebda, Węgrzyn, Kubowicz, E. Burdyn, Chowaniec – Leśniak, R. Zapała, Kaczmarczyk, Bujak, Gruszczak – Dziubińska, Rokicka, E. Piekarczyk. Trener Lesław Ossowski.
Spotkanie Szarotki z gdańszczankami rozgrywane było pod kontrolą. Na trybunach zasiedli selekcjonerzy kobiecej reprezentacji Polski – Arkadiusz Pysz i Jacek Michalski. Selekcja kandydatek do koszulki z białym orłem się zaczęła. W ekipie znad morza jest sporo kadrowiczek, trenerzy mieli więc okazję przekonać się w jakiej znajdują się dyspozycji. Być może ktoś nowy trafił do ich notesu.
W Szarotce seniorki można policzyć na palcach jednej ręki. Reszta to młode dziewczęta, a wśród nich 15 –latki. Dlatego zwycięstwo podopiecznych Lesława Ossowskiego byłoby niespodzianką sporego kalibru. Już wczoraj zadziorne góralki postawiły się mistrzyniom, dzisiaj również stoczyły dobry pojedynek, ale…

- Dobry mecz w wykonaniu moich dziewczyn, ale to jedyna satysfakcja, bo punktów nie ma. Szkoda przede wszystkim niewykorzystanych ”setek”. Gdybyśmy wykorzystali sytuacje, które mieliśmy, to może nie wygralibyśmy, ale zmusilibyśmy przeciwnika do większego wysiłku – powiedział trener gospodyń, Lesław Ossowski.
Było czego żałować, bo jego zawodniczki traciły gole do szatni. Tak było w pierwszej tercji, kiedy 63 sekund przed jej końcem gdańszczanki wykorzystały rzut karny. Sytuacja powtórzyła się w drugiej odsłonie. Wtedy 22 sekundy przed jej zakończeniem M. Zapała została pokonana. Piłeczka nim zatrzepotała w siatce, odbiła się od słupka.

Wydaje się, że utrata gola zaraz na początku trzeciej części gry odebrał miejscowym ochotę do gry. Chociaż trener bez przerwy mobilizował swoje zawodniczki. „Agresywnie z jednego i drugiego skrzydła”, „ Trafiajmy dziewczyny, bo szkoda takich okazji”, „Głowa, głowa, bo podanie było wyśmienite” – to tylko kilka uwag Lesława Ossowskiego zasłyszane z boku. Dzielnie się dziewczęta trzymały, blokowały strzały, wręczając bramkarkę. Chlebda miała nogi usiane siniakami. Ale znowu przyszła feralna 58 minuta. Góralki straciły, w odstępie 14 sekund, dwie bramki.
MMKS Podhale Nowy Targ – Multi Killers Kraków 9:4 (3:2, 2:1, 4:1)
Bramki dla Podhala: samobójcze 3, Florczak 2, Mamak, Siuta, Fuła, Timek.
MMKS Podhale: Młynarczyk – M. Bryniarska, S. Lech, E. Bryniarska, Florczak, Fuła - Dębska, Grynia, Timek, Piekarczyk, Mamak – Z. Lech, Sopiarz, Siuta, Podlipni. Trener Jacek Michalski.
- Zagra Piekarczyk? – to była niewiadoma w zespole gospodyń. Środkowa Podhala, 7 sekund przed zakończeniem sobotniego meczu, została rzucona na bandę i opuściła boisko z pomocą koleżanek. Musiała skorzystać w pomocy medycznej. Nie wyglądało to najlepiej, ale Karolina zdołała się wykurować i wystąpiła w rewanżowej potyczce. Kłopoty miał też trener krakowianek, Artur Pyjos. – Straciłem środkową po kontuzji nadgarstka. Dzisiaj taktyka będzie mniej otwarta – zapowiadał.
Podhale prowadziło grę, ale kontry rywalek były bardzo groźne. To po jednej z nich objęły prowadzenie. Odpowiedź gospodyń była bardzo mocna. W 8 sekund zdobyły dwie bramki. Floczak pokonała Mrugałę, byłą koleżankę z drużyny. 8 sekund później Mrugałę zaskoczyła ją własna zawodniczka. Krakowianki tym się nie zraziły i doprowadziły do wyrównania i jeszcze dwukrotnie ostemplowały słupek. Podhalanki schodziły jednak na przerwę z jednobramkową przewagą, po kolejnym samobójczym trafieniu. Po uderzeniu Fuły piłeczka odbiła się od jednej z krakowianek i bramkarka nie zdołała zareagować na rykoszet.
W drugiej tercji grano głównie w tercji przyjezdnych, ale Podhale dużą przewagę udokumentowało zaledwie dwoma golami, a miało bez liku sytuacji, by już po 40 minutach rozstrzygnąć losy spotkania. Trafienie numer pięć było przedniej urody, z dystansu Florczak. Krakowianki rzadko gościły w strefie góralek, ale w 30 minucie znalazły sprzymierzeńca w miejscowej drużynie. Dębska pomyliła kolory koszulek, dała „patelnię”, a Biała z prezentu skorzystała.
Krakowianki też rozdawały prezenty. Na początku trzeciej tercji strzeliły sobie kolejnego, trzeciego już w tym meczu, samobója. A wszystko po indywidualnej akcji Fuły. Gospodynie też nie chciały być gorsze i również podrzuciły przyjezdnym „paczkę”. Obdarowana została Bugajska. A potem prezenty rozdawały już przybyszki spod Wawelu. Podhale ostatnie 2 minuty grało bez bramkarza.
Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski










