09.12.2012 | Czytano: 4654

Żonglerski popis „Kacpa”(+zdjęcia)

Mikołajkowy turniej w koszykówce chłopców (rocznik 2001), który rozgrywany był przez trzy dni w hali Gorców, miał nie tylko sportowy charakter. Organizatorzy postawili sobie za cel, by dzieci dobrze się bawiły, poczuły atmosferę wielkiego koszykarskiego święta i postarali się o nie lada niespodziankę. W sobotni wieczór przybył do nich…

Nie zgadniecie. Nie, nie święty Mikołaj. Mylicie się. „Kacpa” zjawił się w nowotarskiej hali, czyli Kacper Lachowicz. Postać doskonale znana sympatykom basketu. Nawet dzieciaki go znają, bo przywitany został burzą braw. 

Przyjechał do Nowego Targu, by dać pokaz żonglowania piłkami, by pokazać kilka sztuczek młodym adeptom koszykarskiej sztuki. Pobawić się z nimi, zagrać, porzucać do kosza. Dzieci mieli możliwość zobaczenia jakie niesamowite rzeczy można wykonać z piłką oraz co można osiągnąć, wierząc w siebie i ciężko trenując. Wszyscy uczestnicy mieli również możliwość sprawdzenia się w trakcie wymagających ćwiczeń, konkursów rzutów i sprawności, za co oczywiście zostali nagrodzeni. Trzeba było zobaczyć miny tych chłopaków, z otwartymi ustami obserwowali każdy ruch „Kacpa”. Nie jeden zamarzył, by zrobić z piłką to samo co on. Ale to lata pracy, wyrzeczeń.

Przybył do stolicy Podhala razem Rafałem Lipińskim „Lipek”, który jest jednym z czołowych polskich dunkerów. Ci co szperają po Internecie mogą zobaczyć, co ten chłopak wyprawia, jak skacze. A jego popisowe 360 stopni pod nogą. To nieprawdopodobna sprawa. Nie zrobił tego chyba jeszcze żaden Polak! Miał w hali Gorce popisywać się wsadami. Twierdzi, iż jego idolami jeśli chodzi o ten element są Air Up There oraz Guy Dupuy. - Bardzo dużym szacunkiem darzę również legendarnego Kadoura Ziani. Miałem przyjemność osobiście go poznać, podobnie jak i Guya Dupuy. Z kolei z zawodowych parkietów zza oceanu najbardziej podziwiam podniebne loty Andre Iguodala, Russella Westbrooka oraz oczywiście nieśmiertelnego Vince’a Cartera.

Życie jednak płata figle. „Lipek” pojawił się w hali Gorce, ale… o kulach. Kontuzji nabawił się w przeddzień pokazu i z wsadów wyszły nici. – Takie jest życie – skomentował kontuzjowany dunker. – Jeśli zostawią tak nisko kosze, to może ja spróbuję wsadu – próbował ratować kolegę Kacper Lachowicz. Nie miał wyboru, bo chłopcy go prosili, by pokazał wsad, więc nie mógł im odmówić. Pokazał im również grę trzy na trzy.

„Kacpa” przez dwa lata pomagał w prowadzeniu campu Marcinowi Gortatowi, polskiemu jedynakowi w NBA.

- Czujecie klimat? Podczas dwóch lat odwiedziliśmy 14 miast Polski. Niesamowita atmosfera, niezapomniane wrażenia, a obserwowanie jak rodzi się pasja u uczestników spotkań… możecie się tylko domyślać. To jest coś w rodzaju symbiozy, dajesz wiedzę i doświadczenie, a w zamian otrzymujesz siłę, a siła daje jeszcze większą determinację – to przesłanie Kacpra Lachowicza, również konferansjera.

Konferansjerzy odgrywają dużą rolę w procesie skutecznego prowadzenia imprez. Na nich spoczywa rozbawianie publiczności i realizacja zamierzonego planu wydarzeń. Takim specem jest popularny „Zibi”, czyli Zbigniew Bytomski. – Jest „Zibi”, jest impreza - mówią bywalcy koszykarskich parkietów. Nie ma imprezy młodzieżowej, by ją opuścił, by nie miał w garści mikrofonu i bawił dzieciaków, a zarazem ich rodziców na widowni. Trzeba zaznaczyć, a obserwuję go od lat, że ma niesamowity kontakt z młodzieżą. To jest „ktoś” w tym środowisku, bardzo lubiany. Jest częstym gościem na nowotarskich imprezach i duszą tych imprez. Potrafi w dowcipny sposób poprowadzić konferansjerkę. Wrodzona kreatywność i odwaga pozwalają mu w naturalny sposób nawiązać dialog z mniej lub bardziej wymagającą publicznością. Jego dodatkowym atutem jest niemała wiedza koszykarska i sportowe umiejętności o czym można było się przekonać w przerwie meczu, kiedy popisywał się celnymi rzutami z dystansu. Dba też o oprawę muzyczną w stylu NBA, przy której świetnie bawiła się publiczność, co zresztą widać na jednym ze zdjęć.

- Robię to dla dzieciaków. Niech poczują atmosferę wielkiego widowiska. To może być bodźcem do dalszego uprawiania tej dyscypliny. Doskonale wiem po sobie, bo w taki sposób zaraziłem się basketem, gdy drużyna z mojego miasta (Ruda Śląska – przyp. aut.), Pogoń awansowała do ekstraklasy. Miałem wtedy 18 lat i okazję do podziwiania koszykarskiego kunsztu jednego z najlepszych koszykarzy w kraju Andrzeja Pluty. Grali też Amerykanie. Był wielki boom w mieście na koszykówkę. Chciałem być jak oni, rzucać do kosza, fruwać w powietrzu i wsadzać piłkę z góry do dziury. Zorganizowałem z kolegami kosz na podwórku, rozgrywaliśmy mecze wynajmując sale gimnastyczne. W każdy wolny weekend, czy wolny czas graliśmy w ten cudowny sport. Mieszkam nieopodal hali i codziennie idąc do miasta przechodzę obok niej – wspomina „Zibi”.

Na pytanie, dlaczego obsługuje tylko imprezy chłopców odpowiada: - Nie mam czasu, by wszystko ogarnąć. Kosz męski jest bardziej popularny, chociaż nie można krzywdzić dziewcząt, bo w ich wykonaniu też jest ciekawa koszykówka. Od 6 lat prowadzę serwis młodzieżowej koszykówki i szukam ludzi do współpracy. Tych, którzy zajęliby się kobiecą odmianą basketu. Koszykówka młodzieżowa cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Nasz serwis odwiedza 7 milionów internautów, jest mnóstwo tekstów, wyników, komentarzy, filmików i aż 100 tysięcy zdjęć.

Ale wróćmy sportu. W niedzielę wyłoniono triumfatorów turnieju. Główne trofeum imprezy trafiło do rąk koszykarzy Pogoni z Rudy Śląskiej, którzy w finale ograli WKS Śląsk Wrocław, klub legendę polskiego basketu. To żadna niespodzianka, gdyż koszykarze z Rudy Śląskiej pokazali w turnieju najlepszy basket. Byli kolektywem, w którym było dwóch niesamowitych graczy. – Oni grają już w ligach. Tomasz Pustelnik w roczniku 1999 jest głównym rozgrywającym. Występuje w rozgrywkach czterech roczników. Nie wiem kiedy on trenuje, ale widać u niego spore ogranie, obyciez parkietem. Gra nieprawdopodobnie jak na ten wiek – mówi trener Piątki, Wojciech Polak.

Brązowe krążki zawisły na szyjach koszykarzy z Wieliczki, którzy pokonali gospodarzy imprezy nowotarską Piątkę.

- Lepsi byli od nas – mówi trener nowotarskiego zespołu, Wojciech Polak. – Od razu zepchnęli nas do defensywy i objęli prowadzenie 16:2. Dominowali na tablicach, zbierali piłkę i dobijali ją do dziury. Mieli sporo przechwytów. My nie potrafiliśmy zebrać piłki ani w obronie, ani w ataku. Liczyłem, że w drugiej kwarcie coś odrobimy, ale się nie udało. Ręce drżały i rywal utrzymywał bezpieczną przewagę.

O III miejsce
UKS Piątka Nowy Targ – Regis Wieliczka 72:91 (13:26, 17:16, 19:22, 23:26)
Piątka: Kaczmarczyk 26, Harbut 2, Zgierski 6, Trzciński 14, Jaskierski 2, Giełczyński 5, Ciaś 2, Żiwkowicz, K. Bryniarski 12, B. Bryniarski 1, Ormiański. Trener Wojciech Polak.

Finał: Pogoń Ruda Śląska – WKS Śląsk Wrocław 107:68

Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama