Polacy – już tradycyjnie – źle weszli w mecz. Po 20 minutach przegrywali 0:2, po błędach w kryciu, po braku powrotu z ataku do obrony. W ofensywie skuteczność wołała o pomstę do nieba. Strzały były sygnalizowane i Amerykanie większość z nich blokowali. To co przeszło przez amerykańską „ścianę” wyłapywał bramkarz.
Po drugich 20 minutach twarze sympatyków biało –czerwonych były już radośniejsze. Nasi reprezentanci mieli 75% skuteczność gry w przewadze. Z czterech, trzy wykorzystali i na drugą przerwę schodzili z jednobramkową przewagą. Gdyby mieli lepiej nastawione celowniki, to kto wie czy mecz nie byłby już po 40 minutach rozstrzygnięty na naszą korzyść. Niestety nie potrafiliśmy wykorzystywać sytuacji sam na sam (Chlebda) czy dwójkowych akcji, jak choćby w ostatnich fragmentach tej części, po akcji rozpoczętej przez Wronkę. Podanie najmłodszego zawodnika w naszej ekipie było praktycznie do „pustaka”, ale partner z ataku nie trafił z 2 metrów w światło bramki.

Na początku trzeciej tercji po błędzie w rozegraniu piłeczki za własną bramką, Amerykanie doprowadzili do wyrównania. Chwilę później mogliśmy odzyskać prowadzenie, lecz Wronka przegrał pojedynek sam na sam z Glanzmannem. Ale co się odwlecze… Tenże Wronka w kolejnej zmianie przeprowadził indywidualną akcję i trafił w przeciwległy górny róg amerykańskiej świątyni. 61 sekund później ostatnią instancję amerykańską pokonał Chlebda. Niestety nasza gra w defensywie nadal pozostawiała wiele do życzenia. Gdy atakowali rywale można było dostać palpitacji serca. 30 sekund po naszej zdobyczy w naszej defensywie pojawiła się dziura jak w markowym szwajcarskim serze. Wtargnął w nią Förare i na drodze stanął mu tylko Strażyński, z którym równie łatwo sobie poradził. I zaczęło się nieszczęście biało –czerwonych, przestoje, które zdarzały się w poprzednich spotkaniach, kiedy seryjnie tracili gole. W odstępie 34 sekund oddaliśmy prowadzenie Amerykanom. Nasz golkiper się nie popisał przy starcie piątego gola, przepuszczając strzał niemal z połowy boiska. Chyba jeszcze rozpamiętywał nieszczęśliwą interwencję, bo kolejna jego „parada” polegała również na wyciągnięciu piłeczki z siatki. Na szczęście 145 sekund przed końcem Antoniak doprowadził do wyrównania i dogrywki.
W niej przeważali Polacy, ale nadziewali się na niezwykle groźne kontry. 9 sekund przed jej zakończeniem Polacy grali w przewadze, ale nie zdołali zadać rozstrzygającego trafienia. Dopiero w karnych okazali się lepsi. Z pięciu karnych tylko Wronka nie potrafił umieścić ażurowej piłeczki w bramce przeciwnika.

Polska – USA 7:6 (0:2, 3:0, 3:4; 0:0) karne 4:3
Bramki dla Polski: T. Gaicki, Kasperek, Mikulski, Wronka, Chlebda, Antoniak. Karne: Mikulski, Ligas, T. Gaicki, Kasperek.
Polska: (Strażyński) – Dzirudzik, Kasperek, Mikulski, Wronka, T. Gaicki – M. Gaicki, Ligas, Chlebda, Augustyn, Kostela – Gotkiewicz, Heyne, Antoniak, Lech, Hantsch – Adamczak, Luberda, Ossowski. Trener Patric Johansson.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia flickr.com










