13.11.2012 | Czytano: 1575

Mocny akcent na zakończenie(+zdjęcia)

Nasze aktualnie najwyżej sklasyfikowane kluby piłkarskie Lubań Maniowy i Poroniec Poronin zakończyły rundę jesienną mocnym akcentem. Oba wygrały swoje mecze poprawiając w przypadku Lubania nie tylko swoją pozycję w tabeli, ale też atmosferę wokół drużyny.

Poroniec tylko ugruntował swoją pozycję lidera i potwierdził, że jest jak na razie głównym i chyba jedynym kandydatem do awansu. Z tej dwójki drużyn wyżej należy ocenić wygraną Lubania z Janina Libiąż 4-2 i nie tylko, dlatego, że mecz maniowianie grali na boisku rywala, ale głównie z tego powodu, że drużyna Janiny chyba będzie jednym z rywali Lubania w walce o utrzymanie się w lidze. Różnie mówiło się o grze piłkarzy Lubania w tej w sumie nieudanej rundzie, jednego jednak im nie można odmówić w najważniejszym meczu stanęli na wysokości zadania udowadniając, że tej drużyny nie można jeszcze przekreślać. Mecz w Libiążu ułożył się dla Lubania bardzo pomyślnie, a to ze względu na szybkie objęcie prowadzenia a także, dlatego, że gospodarze chwilę po utracie bramki mieli kapitalną okazje do strzelenia wyrównującego gola i jej nie wykorzystali. Jak relacjonuje obserwator tego meczu z ramienia MZPN zakopiańczyk Jacek Włosiński napastnik Janiny przestrzelił w idealnej sytuacji z 5 metrów. Nie zmienia to jedna faktu, że Lubań był w tym spotkaniu stroną dominującą i prowadził aż 4-0 co w przypadku meczu drużyn o zbliżonych możliwościach jest wynikiem w zasadzie przesądzającym losy spotkania. I tak też się stało, chociaż gospodarze w końcówce meczu strzelili dwa gole, ale punkty najważniejsza sprawa w tym meczu pojechały do Maniów. 

Z satysfakcją i pozytywnie ocenił występ swoich podopiecznych trener Lubania Marek Żołądź: - Osiągnęliśmy swój cel. Chcieliśmy dobrze zakończyć rundę i wygrać z drużyną, z którą na wiosnę zapewne przyjdzie nam toczyć walkę o utrzymanie. Wygraliśmy po naprawdę dobrzej grze, potwierdzając to, że mimo nie najlepszych wyników w tej rundzie potrafimy grać w piłkę. Na niewiele w tym meczu pozwoliliśmy gospodarzom, będąc zespołem lepszym w każdym elemencie gry. Zagraliśmy od pierwszej minuty wysokim pressingiem, który dawał efekt w postaci przechwytów piłkę i wyprowadzania kontrataków. W taki sposób zdobyliśmy dwie pierwsze bramki, które ustawiły to spotkanie. Cały czas mieliśmy kontrolę nad tym, co dzieje się na boisku, nawet wówczas, gdy straciliśmy dwa gole.

Lubań jechał do Libiąża na najważniejszy mecz rundy natomiast Poroniec Poronin podejmował na zakończenie ligi na swoim boisku Barciczankę Barcice. Poronianie wygrali 2-0, chociaż swoją postawą nie zachwycili. Na tle słabego skąd inąd rywala męczyli się okrutnie by ostatecznie zainkasować trzy punkty i powiększyć swój dorobek w tej rundzie do 40 oczek. Jak by nie patrzeć na te sprawę jest to osiągnięcie imponujące i gdyby nie niedociągnięcia organizacyjne to tych punktów było by jeszcze więcej, bo przypomnijmy Poroniec został ukarany walkowerem za nierozegrany mecz z Nową Jastrząbka u siebie. Pierwsza połowa meczu Porońca z Barciczanką była bezbarwna, wręcz nudna. Obie drużyny w zasadzie nie stworzyły idealnej sytuacji do strzelenia goli a i takich, z których mogłyby ewentualnie paść bramki było jak na lekarstwo. Nic, przeto dziwnego, że wynik po 45 minutach był bezbramkowy. Zmiany, jakie trener Rogala poczynił w przerwie spotkania i chwile po rozpoczęciu jego drugiej części zdecydowanie korzystnie wpłynęły, na jakość gry jego podopiecznych. Bardzo ożywił poczynania Porońca Klimek Walczak-Wójciak. Rafał Waksmundzki motor napędowy akcji swojej drużyny w pierwszej połowie po zejściu Zasadniego przeniósł się na lewą flankę i w tym momencie Poroniec na obu skrzydłach miał kreatywnych piłkarzy, co pozwoliło graczom ze środkowej strefy swobodniej operować w tym sektorze boiska. Wiele dobrego do gry wnieśli też wprowadzeni nieco później Ryszard Czerwiec i Mateusz Stasik. Już z tego oglądu widać, że Poroniec na tą ligę dysponuję szerokim i wyrównanym składem, co też jest zapewne jednym z elementów dominacji Porońca w rozgrywkach. Trener Rogala wprawdzie nie chciał się zgodzić, że jego decyzje personalne na wyjściowy skład były nietrafne, ale przyznał, że po pierwszej połowie byłby skłonny wymienić cały skład.

Przyczyn słabszej postawy swoich zawodników szczególnie w pierwszej połowie trener Rogala upatrywał w innych aspektach: - Widać, że jest to końcówka rundy i zawodnicy odczuwają to już w nogach, szczególnie na tym trudnym rozmokłym boisku. Nie od rzeczy będzie tu uwaga, że przed tym meczem nie trenowaliśmy ani razu na trawiastym boisku wszystkie zajęcia odbyliśmy na Orliku w Jurgowie. Tempo tego spotkania określiłbym, jako piknikowe, ale oczywiście swój cel, czyli zwycięstwo osiągnęliśmy. Niestety nie udało się zdobyć tej brakującej 50 bramki w rundzie, co dałoby dodatkową satysfakcję. Ogólnie jednak jestem zadowolony z postawy piłkarzy w rozgrywkach, chociaż oczywiście jest jeszcze sporo elementów do poprawy. Będzie, nad czym pracować. Co do naszych rywali to uważam, że Barciczanka nie była dla nas wielce wymagającym rywalem, ale oczywiście to nie nasz problem. Ja jestem zadowolony z postawy naszych młodych zawodników i w tej kategorii nie będziemy szukać uzupełnień.

Właśnie w brakach kadrowych trener Barciczanki Janusz Pawlik upatrywał przyczyn porażki swojego zespołu. - Graliśmy w tym meczu osłabieni z powodu kontuzji i z różnych innych powodów absencji w składzie prawdziwie młodzieżowym mimo to mogliśmy pokusić się o znacznie lepszy wynik. Naprawdę gospodarze nie byli w tym spotkaniu zdecydowanie od nas lepsi a my nie wykorzystaliśmy swoich szans i dlatego wracamy do domu bez punktów.

Chyba jednak trener Barciczanki nieco przesadził z oceną tego spotkania. Owszem mecz nie był porywającym widowiskiem, ale tylko jakiś nieprawdopodobny zbieg okoliczności mógłby sprawić, że wynik tego meczu byłby zgoła inny. Naszym zdaniem wynik tego meczu tylko w części oddaje przewagę Porońca.

Na braki kadrowe narzeka też trener zakopiańczyków Marian Tajduś. Istotnie w zremisowanym przez jego drużynę meczu z Tuchovią Tuchowa 2-2 na ławce KS Zakopane był tylko jeden i to nie w pełni sprawny zawodnik Łukasz Dudzik.

- To nie pierwszy mecz, gdy gramy w 11 zawodników mając do zmiany tylko bramkarza. Dla mnie, jako trenera jest to katastrofalna sytuacja. Mam 5-6 zawodników mogących walczyć i chodzących na trening a pozostali podchodzą do tego tematu na luzie. Jest to dla mnie niezrozumiałe. Ten mecz powinniśmy wygrać, ponieważ Bolek Wesołowski miał cztery sytuacje sam na sam niewykorzystane a te dwie bramki to gole samobójcze, które zawodnicy zdobyli niechcąco. No cóż to się zdarza. To był pechowy mecz, ale wynik remis przyjmujemy z pokorą. Założyłem, że w dwu ostatnich spotkaniach rundy jesiennej mamy zdobyć cztery punkty. Zdobyliśmy jeden, więc w meczu z Białką musimy powalczyć wygrać i zdobyć trzy. To bardzo ważny mecz z trudnym przeciwnikiem i musimy rzucić wszystkie siły do walki i ściągnąć tych zawodników, których ostatnio nie było i po prostu wygrać mecz - powiedział trener KS Zakopane Marian Tajdus.

Jeżeli trener ocenia podejście zawodników do treningów i meczy, jako katastrofalne to jest to tylko fakt, ale dlaczego tak się dzieje nie powinno budzić zdziwienia. Kto jak nie trener i zarząd klubu ma znać odpowiedź na to pytanie? Co do samego meczu to prawdą jest, że Bolek Wesołowski zmarnował cztery tzw. „setki” z jednej jednak Sylwester Kurnyta zdobył bramkę. Inna sprawa, że w końcówce meczu odważniej zagrała Tuchovia i to piłkarze drużyny przyjezdnej dążyli bardziej do rozstrzygnięcia meczu na swoja korzyść mając ku temu więcej argumentów w postaci swobodniejszego operowania piłką. W sumie jednak wynik jest sprawiedliwy a czy satysfakcjonujący trenerów to już inna sprawa.

Szkoleniowiec Tuchovii z postawy swoich zawodników zadowolony nie był. - Niestety na początku spotkania popełniliśmy błędy w kryciu i przesuwaniu się zawodników formacji obronnej i dlatego napastnik gospodarzy chyba Wesołowski miał okazje na zdobycie goli. Później opanowaliśmy sytuację i staraliśmy się organizować grę często wymieniając podania. Może nie zawsze nam to dobrze wychodziło, ale w tym kierunku zmierzamy. W sumie ten mecz oceniam, jako przeciętny a z występów swojej drużyny w tej rundzie zadowolony nie jestem. Porównując nasze mecze na Podhalu ten w Poroninie i tu w Zakopanem to, chociaż w obu osiągnęliśmy remisy to w Poroninie zaprezentowaliśmy się, jako dobrze poukładany zespół świadomy swoich celów a w tym meczu wiele było przypadkowości.

Poroniec wygrał, Zakopane zremisowało niestety przegrał trzeci z naszych przedstawicieli w IV lidze Watra Białka Tatrzańska. Nasza drużyna uległa 0-1 Helenie w Nowym Sączu. Ten wynik to już niemal tradycja w konfrontacji tych drużyn. W ubiegłym sezonie Watra wygrała z Heleną u siebie 1-0 by ulec w takim samym stosunku na wyjeździe.

Niestety tradycji stało się zadość i jak twierdzi trener Watry Stanisław Strama białczanie sami zapracowali na taki wynik: - Sami możemy sobie pluć w brodę, bo zagraliśmy bardzo słabe spotkanie i w żadnym wypadku nie zasłużyliśmy w tym meczu na zwycięstwo. Co prawda gospodarze też nic wielkiego nie pokazali, ale o tą jedną akcję byli od nas lepsi. Po wrzutce piłki z rzutu wolnego w nasze pole karne jeden z rywali trącił futbolówkę głową, myląc Dawida Trutego. Mieliśmy okazję ku temu, aby wyrównać, ale marnowali je Skawski, Rabiański i Remiasz.

O ile o naszych IV ligowcach można powiedzieć, że zanotowali połowiczny sukces to tak na dobrą sprawę fiaskiem zakończyły się potyczki naszych drużyn grających w V lidze. Tylko Jordan Jordanów zremisował 1-1 z Grodem w Podegrodziu.

- Powiem tak, mogliśmy ten mecz wygrać, ale i przegrać. Z przebiegu gry remis wydaje mi się wynikiem sprawiedliwym. Słabo zagraliśmy zawłaszcza w pierwszej połowie. W drugiej po dokonaniu zmian, nasza gra wyglądała nieco lepiej. Strzeliliśmy jedną bramkę, a mogliśmy jeszcze, co najmniej dwie. Paweł Gromczak raz trafił w słupek a raz wprost w bramkarza. Swoje szansę mieli i gospodarze, ale dobrze spisywał się w naszej bramce Paweł Sitarz – podsumował występ swoich podopiecznych trener Jordana Jakub Jeziorski.

W Ujanowicach z miejscowym AKS 1-2 przegrały Szaflary. W tym spotkaniu najlepszy piłkarz Szaflar Florian Kamiński nie wykorzystał rzutu karnego. Drużyna Szaflar, która tak udanie rozpoczęła sezon z meczu na mecz gra oraz gorzej a co ważniejsze nie zdobywa punktów i to martwi, bowiem szklarzanom do zakończenia rozgrywek pozostały jeszcze dwa mecze.
Szaflary przegrały na boisku, ale nasz beniaminek w okręgówce Podhale Nowy Targ przegrał chyba nie tylko na boisku. Na początku drugiej połowy spotkania przy stanie 0-1 dla Glinika Gorlice jeden z krewkich kibiców rzucił w kierunku sędziego asystenta rolką papieru maszynowego i niestety trafił. Chyba w cudzysłowie trafił bardziej w swoją drużynę. Walkower dla rywali to jedna sprawa, ale inne konsekwencje dla nowotarżan mogą okazać się bardziej bolesne i nie wiadomo, czy klub takie przetrzyma. Czasy idą trudne. A już wydawało się, że nowotarski futbol odrodził się. Miejmy nadzieję, że ten beznadziejny chuligański wybryk nie rozłoży na „łopatki” podhalańskiej piłki.

Tekst Ryb

 

 

 

Komentarze







reklama