07.11.2012 | Czytano: 1328

III, IV i V: Ciężka końcówka rundy(+zdjęcia)

Dla podhalańskich klubów piłkarskich końcówka tegorocznej jesiennej rundy jest niezwykle ciężka. Zdobywanie punktów przychodzi im z niezwykłym trudem a zresztą tych punktów nasze drużyny w minionej kolejce zdobyły bardzo mało. W III lidze Lubań Maniowy poległ na swoim boisku z Limanovią 0-3. W IV lidze wygrał tylko Poroniec Poronin 2-0 z Rylovią Rylowa, ale po bardzo twardym i wyrównanym pojedynku.

Tylko remisem 1-1 musieli zadowolić się piłkarze Watry w meczu z Jadowniczanką Jadowniki rozegranym w Białce Tatrzańskiej. Przegrali natomiast 0-2 na wyjeździe w Tymbarku zakopiańczycy. Niewiele lepiej było w V lidze. Tylko Szaflarom udało się zwyciężyć u siebie 4-3 Gród Podegrodzie, remis 1-1 osiągnęli piłkarze Jordana Jordanów w meczu u siebie z Ogniwem Piwniczna, natomiast kolejnej porażki doznali piłkarze Podhala Nowy Targ tym razem 1-4 z Dobrzanką w Dobrej. Suma summarum nie był to dobry weekend dla podhalańskich ligowców.

Lubań Maniowy za rywali w minionej kolejce miał lidera III ligi Limanovię. W pierwszych 45 minutach gra w tym spotkaniu była wyrównana, ale to goście zdobyli gola. Na początku drugiej odsłony spotkania piłkarze Limanovii po przechwycie piłki w środku boiska wypromowali jednego ze swoich piłkarzy na sytuację sam na sam, którą ten piłkarz bezbłędnie wykorzystał. I to był przełomowy moment tego spotkania. Z piłkarzy Lubania jakby zeszło powietrze. Stracili wiarę w uzyskanie korzystnego wyniku i właściwi przestali o niego walczyć, co zakończyło się stratą trzeciej bramki i dobrze, że tych goli goście nie nawbijali naszej drużynie więcej, bo okazji ku temu mieli wiele. Nie zmienia to jednak faktu, że Lubań przed tym spotkaniem plasujący się w tabeli tuż nad strefą spadkową już się w niej znalazł. Trener Lubania Marek Żołądź przyznał bez zastrzeżeń, że Limanovia była najmocniejszym rywalem, z jakim w tym sezonie jego zespół się spotykał i wygrała zasłużenie. Trener Limanovii Dariusz Siekliński był chyba w swojej wypowiedzi nieco kurtuazyjny, ale to zrozumiałe, bo mówienie pozytywnie o rywalach tylko podnosi wartość wygranej.

Marek Żołądź Lubań: - Po cichu liczyliśmy na jakąś zdobycz punktową. Boisko jednak brutalnie zweryfikowało nasze plany i marzenie. Limanovia okazała się świetnym zespołem, zdecydowanie najlepszym spośród tych, z którymi w tym sezonie się potykaliśmy. Ma w składzie wysokiej klasy zawodników, doskonale operujących piłką. Wypunktowali nas. 

Dariusz Siekliński Limanovia: - Wbrew pozorom wcale nie było to łatwe dla nas spotkanie. Gospodarze momentami postawili nam twarde warunki. Inna sprawa, że wymuszona przerwa w grze, spowodowana odwołaniem naszego meczu przed tygodniem, trochę wybiła nas z rytmu. Dlatego w pierwszej połowie gra jeszcze nam się nie kleiła. Po przerwie już było znacznie lepiej.

Nie zwalnia natomiast tempa nasz lider grupy wschodniej IV ligi Poroniec Poronin. W minionej serii spotkań poronianie na boisku ze sztuczną trawa zakopiańskiego COS-u pokonali Rylovię Rylowa 2-0. Pierwotnie na gospodarzy spotkania wyznaczeni byli rylowianie, jednak właśnie na ich prośbę ze względu na trudności z odpowiednim przygotowaniem boiska poprosili o zmianę miejsca rozgrywania meczu. Poronianie przystali na tą propozycję, ale też ze względu na stan swojej murawy mecz przeniesiono na sztuczną trawę zakopiańskiego COS. Tym razem w odróżnieniu do spotkania z Nową Jastrząbka perturbacji z miejscem rozegrania spotkania nie było mecz się odbył i zakończył wygraną naszej drużyny. Nie był to jednak spacerek dla lidera. Rylovianie nie przejęli się wcześniejszymi wysokimi wygranymi Porońca i zagrali z liderem bez kompleksów. Do przerwy był bezbramkowy remis. Na drugie 45 minut trener Rogala desygnował trójkę nowych graczy: Roberta Drąga za Macieja Gogolę, Klimka Walczaka-Wójciaka za Marcina Grelę i Maćka Ustupskiego za Macieja Drobnego. Te zmiany przyniosły spodziewany rezultat w postaci bardziej aktywnej gry co zaowocowało zmianą rezultatu. Postarał się o to Drąg, który pięknym lobem umieścił piłkę w bramce Rylovii po kontrującej akcji swojego zespołu. Zwycięstwo gospodarzy przypieczętował równie pięknym strzałem z okolic linii pola karnego Rafał Waksmundzki. Tym samym poronianie już są bardzo blisko realizacji wyznaczonego siebie zadania zdobycia 40 punktów w tej rundzie. Mają już 37 oczek i ostatni mecz z Barciczanką zagrają u siebie.

Trener Porońca Tomasz Rogala z ulgą przyjął wynik tego meczu: - Śmiem twierdzić, że to było najtrudniejsze spotkanie w tym sezonie. Goście zaprezentowali się bardzo korzystnie i byli bardzo wymagającym rywalem. Wystarczy powiedzieć, że w pierwszej połowie tylko dzięki opatrzności i świetnej postawie w naszej bramce Rafała Gawrona zawdzięczamy, że nie straciliśmy gola. Po przerwie i zmianach, jakie dokonaliśmy nasza gra wyglądała lepiej. Po raz kolejny Robert Drąg potwierdził, że jest klasowym zawodnikiem, który potrafi w pojedynkę zmienić oblicze spotkania. Sposób, w jaki zdobył wyrównującą bramkę to był istny majstersztyk – ocenił szkoleniowiec Porońca.

Niestety tylko remis 1-1 na swoim boisku z Jadowniczanką uzyskali piłkarze Watry Białka Tatrzańska. Tylko remis, bo nasza drużyna gola dającego gościom wyrównanie straciła w doliczonym czasie gry. Wcześniej Watra od 51 minuty prowadziła 1-0 i miała jeszcze wiele doskonałych okazji do podwyższenia rezultatu. Niestety znowu odezwał się „stary” problem białczan, czyli brak skuteczności a bez tego trudno o zdobywanie kompletu punktów.

Nie dziwi, zatem pewne rozczarowanie trenera Watry Stanisława Stramy: - Na pewno jest spory niedosyt, bo uważam, że z przekroju gry zasłużyliśmy na zwycięstwo. Przy wyrównującym trafieniu błąd popełnił arbiter, który chwilę wcześniej nie odgwizdał ewidentnego faulu na naszym zawodniku. Poszła kontra i goście wyrównali. Szkoda, ale powodów do paniki nie ma. Gramy dalej - dodał szkoleniowiec Watry.

O ile Stanisław Strama i zapewne też sympatycy Watry po tym spotkaniu odczuli pewien niedosyt to trener KS Zakopane Marian Tajduś jest wręcz rozczarowany porażką swojego zespołu. Trudno mu się dziwić, bo zakopiańczycy przegrali 0-2 z zespołem z rodzinnej miejscowości trenera Tajdusia Tymbarku. I chyba w tym tkwi sedno sprawy.

- Był to bardzo trudny mecz. Przeciwnik to dobry młody zespół, grający techniczną piłkę. Wielu graczy z Tymbarku grało w SMS-ie Kraków. Do przerwy utrzymywał się wynik remisowały po przerwie straciliśmy w 47 minucie bramkę i próbowaliśmy wyrównać, ale nie udało się. W 91 minucie straciliśmy drugiego gola gdyż już wtedy odsłoniliśmy się i zagraliśmy na trzech obrońców. Moi zawodnicy jak zawsze walczyli, pozostawili wiele zdrowia na boisku, ale ja nie miałem na ławce rezerwowych, nie mogłem zastosować żadnego wariantu zmiany. Nie pojechali na ten mecz Mateusz Kłosowski, Rafał Serafin ani Łukasz Stępień, którzy mieli być i zagrać w tym meczu. W takiej sytuacji reszta zawodników walczyła póki starczyło im sił, ale się nie udało i jest mi przykro, że przegraliśmy, gdyż uważam, że ten mecz mogliśmy spokojnie zremisować. Chciałem w swojej rodzinnej miejscowości wygrać i pokazać z dobrej strony jak gra prowadzona przeze mnie drużyna. Szkoda nie udało się, nie można się jednak poddawać i walczyć w dwóch ostatnich meczach u siebie o komplet punktów.

Dokładnie takim samym dorobkiem punktowym w minionej serii spotkań jak nasi IV ligowcy mogą pochwalić się nasze drużyny grające w V lidze. Wygrały 4-3 z Grodem Podegrodzie Szaflary. Było to wyrównane spotkanie a prowadzenie zmieniało się. Pierwszego gola zdobyli goście, po czym dwa następne gospodarze. Kolejnego gola strzelili piłkarze z Podegrodzia. W 82 minucie Szaflary prowadziły już 4-2 ale tylko przez dwie minuty, bo w 84 minucie Zgrzeblak doprowadził do kontaktu bramkowego. Na szczęście gospodarze dowieźli ten korzystny wynik i zainkasowali komplet punktów. Trzeba jednak zaznaczyć, że piłkarzom Szaflar w końcówce rundy zdobywanie punktów przychodzi z coraz większym trudem a ostatni rywal przecież nie należał do najmocniejszych. Nasza drużyna ma do rozegrania jeszcze trzy mecze. Tak jak Szaflary brylowały na początku rozgrywek tak też punkty z łatwością zdobywał Jordan Jordanów. Szkoleniowiec tej drużyny Jakub Jeziorski zdawał sobie jednak sprawę, że wartość jego zespołu pokażą mecze drugiej części rundy, gdy jordanowianom przyjdzie grać z mocniejszymi zespołami. I tak też się stało. Owszem piłkarze Jordana punkty zdobywają i plasują się w czubie tabeli, ale już nie z taką łatwością. W ostatnim meczu z Ogniwem Piwniczna prowadzili 1-0 ale w 80 minucie dali sobie strzelić wyrównującego gola a ponieważ mecz był rozgrywany w Jordanowie to była raczej strata punktów. Od dłuższego czasu powiększanie swojego, co tu dużo mówić skromnego dorobku punktowego z największym trudem przychodzi naszemu beniaminkowi w V lidze Podhalu Nowy Targ. Niestety nowotarżanie po przegranej, z Dobrzanką w Dobrej okupują mało zaszczytne miejsce „czerwonej latarni” w tabeli a perspektyw na lepszą grę i wyniki jakoś nie widać. Niezależnie jednak od dotychczasowych rezultatów wszyscy piłkarze naszych podhalańskich ligowców powinni mocno zaangażować się w ostatnie spotkania i zdobyć w nich maksymalna liczbę punktów, aby wypracować sobie dobre pozycje startowe do wiosennej rundy rewanżowej.

Tekst Ryb

 

 

Komentarze







reklama