Pierwsza potyczka początkowo układała się po myśli Szarotki. Dziewczęta zagrały wysokim pressingiem i przeciwniczki były tym mocno zaskoczone. Nie mogły sobie poradzić z wyprowadzaniem akcji, a Szarotka niemiłosiernie je punktowała. Po 14 minutach prowadziła 5:0. Ten rezultat utrzymywał się do 32 minuty.
- Dziewczyny chyba były przekonane, że ten mecz sam się wygra – mówi szkoleniowiec Podhala, Jacek Michalski. – Wydawało im się, że przeciwniczki położą się na parkiecie. Takie podejście słono nas kosztowało. Zapomniały, że każdego rywala należy poważnie traktować, że do meczu trzeba przystąpić maksymalnie skoncentrowanym. Nic nikt za darmo nie podaruje. Trzeba zostawić trochę potu na parkiecie. Brak koncentracji, chęci gry konstruktywnej, brak współpracy między zawodniczkami – to przyczyny wysokiego prowadzenia rywalek.

Wydawało się, że Podhale po takim nokdaunie się nie podniesie, że przeciwnik pójdzie za ciosem i „dobije” mającego wypunktowanego rywala. Tymczasem Podhalanki mozolnie zaczęły odrabiać straty i jeszcze w regulaminowym czasie doprowadziły do wyrównania i dogrywki. W niej, w 3 minucie i 15 sekundzie, „nagłą śmierć” zadała Szarotce Grynia.
- Świetna gra pressingiem kosztowała nas mnóstwo sił – twierdzi szkoleniowiec Szarotki, Lesław Ossowski. – Starczyło ich tylko na pół meczu, to efekt tego, że część dziewczyn nie trenuje. Nie jesteśmy tak przygotowani jak w końcówce ubiegłego sezonu. Gdybyśmy byli, to wygralibyśmy. Zaczęliśmy się cofać, nie pracowaliśmy w obronie tak jak na początku meczu, zaczęły się mnożyć błędy, które z zimną krwią wykorzystywał przeciwnik. Niemniej w pierwszej tercji pokazaliśmy, iż w dziewczynach drzemie ogromny potencjał, musi być jednak poparty dobrym przygotowaniem fizycznym. Szkoda punktów, niemniej jeden punkcik zdobyliśmy. To pierwszy urwany we wzajemnej konfrontacji w seniorkach. Po meczu pozostał jednak niedosyt.

Nazajutrz było podobnie. Szarotka prowadziła 2:0 i miała sytuacje, by podwyższyć prowadzenie. Świetnie w bramce spisywała się Guzik. Mecz nie był ładny, nerwowy, sporo ostrych ataków. Po jednym z nich Kubowicz, która zdobyła dwa gole została odwieziona do szpitala.
- Ucierpiała po rzuceniu na bandę. Szkoda straty czwartej bramki z końcówce meczu, kiedy cisnęliśmy, mieliśmy przewagę – mówi trener Szarotki, Lesław Ossowski. – Piłka została kopnięta. Ewidentny błąd sędziego, ale błędy sędziowskie są elementem tej gry. Brzydki mecz, szarpany, nam zabrakło szczęścia.
Mecz nie był podobny do wczorajszego – twierdzi Jacek Michalski. – - Był wyrównany, a o naszym sukcesie zdecydowała druga tercja wysoko wygrana. Gdy dorzuciliśmy kolejną bramkę, gra się uspokoiła. Łatwiej nam się grało.

Worwa Szarotka Nowy Targ – MMKS Podhale Nowy Targ 5:6 D (5:0, 0:2, 0:3, 0:1) i 2:4 (1:0, 1:3, 0:1)
Bramki: Chowaniec 2, Chlebda, E. Burdyn, Bujak – Fuła 2, Krzystyniak 2, M. Bryniarska, Grynia (I mecz); Kubowicz 2 – Piekarczyk 2, Siuta, Fula (II mecz).
Worwa Szarotka: M. Zapała – Chlebda, E. Burdyn, Aleksandra Burdyn, Kubowicz, Chowaniec – Leśniak, R. Zapała, Kaczmarczyk, Bujak, Anna Burdyn – Dziubińska, Rokicka. Trener Lesław Ossowski.
MMKS Podhale: Młynarczyk – S. Lech, Grynia, Krzystyniak, Siuta, Skiba – Lasyk, Dębska, Timek, Podlipni, Florczak – M. Bryniarska, Z. Lech, Sopiarz, E. Bryniarska, Florek. W drugim meczu broniła Guzik, grała Piekarczyk. Nie grała Krzystyniak. Trener Jacek Michalski.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










