16.10.2012 | Czytano: 1295

III, IV i V liga: Zatrzymana seria(+zdjęcia)

PODSUMOWANIE KOLEJKI:Miniona XI już kolejka spotkań tegorocznych rozgrywek w wykonaniu naszych drużyn grających w wyższych ligach niż te podhalańskie per saldo była nieudana. Na 21 możliwych do zdobycia punktów naszym reprezentantom udało się wywalczyć tylko 5 oczek.

Oczywiście punkt punktowi nie równy. Trzeba zawsze mierzyć wagę ligi, i przeciwnika, z którym przyszło grać, miejsce rozgrywania spotkania i stawkę, o jaką się gra.

III LIGA
Lubań Maniowy nasz reprezentant w małopolsko-świętokrzyskiej III lidze przegrał wyjazdowe spotkanie z Hutnikiem Kraków 1-3. Niby nic nadzwyczajnego, bo nie takie drużyny w Krakowie przegrywały. Już w tegorocznych rozgrywkach Hutnik rozgromił Szreniawę Nowy Wiśnicz 8-0, czy Czarnych Połaniec 9-1. Piłkarze Lubania zdeklasować się krakowianom nie dali, ale niestety punktów też nie wywalczyli a tych im akurat najbardziej brakuje. Przed tym meczem Hutnik wprawdzie był wyżej w tabeli, ale wyprzedzał maniowian tylko o 3 punkty. To stwarzało podstawy do snucia optymistycznej prognozy przed tym spotkaniem. I pierwsza połowa meczu takie nadzieje na korzystny wynik dawała. Lubań prowadził 1-0. Niestety po zmianie stron jak twierdzi trener Lubania na skutek własnych błędów czy też pomyłki arbitra przyznającej gospodarzom rzut karny krakowianie strzelili dwa gole a gdy maniowianie poszli do przodu, aby doprowadzić do wyrównania zostali skutecznie skontrowani. O ile przyznanie rzutu karnego jakiejkolwiek drużynie na ogół budzi wątpliwości ukaranej drużyny to trener Marek Żołądź musi w ocenie występu swojego zespołu wziąć pod uwagę fakt, że Hutnik miał jeszcze jeden rzut karny obroniony przez Wojciecha Okręglaka. Mimo takich okoliczności trener Lubania był zadowolony z gry swoich zawodników.

Marek Żołądź trener Lubań Maniowy: - Mimo porażki jestem zadowolony z postawy zespołu. Zwłaszcza w pierwszej połowie świetnie wglądaliśmy. W tej części gry gospodarze poza jedną sytuacją tuż na początku meczu, nie zagrozili nam zbytnio. A jeden z naszych kontrataków dał nam prowadzenie. W przerwie uczulaliśmy się, aby zacząć drugą połową bardzo uważnie. Niestety już na samym początku tej części gry nie ustrzegliśmy się błędu w ustawieniu i rywale to wykorzystali. Potem mieliśmy okazję na drugą bramkę, ale po akcji Komorka, strzał Pietrzaka instynktownie wybronił bramkarz Hutnika. Drugiego gola straciliśmy po kontrowersyjnym w naszym mniemaniu rzucie karnym, za rzekomy faul Marcina Bobaka. Strata trzeciej bramki to była już konsekwencja tego, że zaatakowaliśmy całym zespołem. Mieliśmy kilka stałych fragmentów gry, ale piłka nie chciała wpaść do bramki.

Optymizm trenera po przegranym meczu ważna sprawa, ale niebawem nadejdzie prawdziwy test dla jego piłkarzy, bo kolejny mecz trzeba wygrać. Przeciwnikiem maniowian będzie Szreniawa outsider tabeli, a ponieważ Lubań też plasuje się w jej końcówce to stawka tego meczu dla obu zespołów będzie bardzo wysoka. Porażki swego zespołu maniowianie oczywiście nie chcieli, ale chyba ją w te rozgrywki wkalkulowali.


IV LIGA
W stratę punktów na swoim boisku zapewnie nie wierzyli sympatycy lidera IV ligi Porońca Poronin a tymczasem poronianie po serii dziewięciu z rzędu wygranych na boisku tym razem tylko zremisowali z Tuchovią Tuchów 1-1. Kibice do ostatniej sekundy meczu wierzyli, że ich zespół zdoła przechylić szalę na swoja korzyść. Niestety nie udało się, chociaż szczęście było bardzo blisko. Przyczyn zdobycia tylko jednego punktu z Tuchovią przez poronian jest kilka. Pierwszy to świetna organizacja gry obronnej całego zespołu Tuchovii przede wszystkim rosłych defensorów. Po drugie w przedniej formacji drużyny Porońca zabrakło kontuzjowanego Roberta Drąga. Ten wszechstronny zawodnik potrafi nie tylko zdobywać gole, ale też precyzyjnie rozegrać piłkę pod bramka rywali. Tych umiejętności niestety brakuje i jego partnerowi w ataku Maciejowi Drobnemu a także zmiennikom Maćkowi Ustupskiemu i Marcinowi Greli. Obaj doskonale radzą sobie w kontratakach, ale w ataku pozycyjnym już nie a do tego ustawieniem i sposobem gry Tuchovia gospodarzy w tym meczu zmusiła. Nie powiodła się też próba ustawienia Rafała Waksmundzkiego w roli napastnika. Popularny „Szkiełko”, gdy wrócił w drugiej połowie na „swoje” prawe skrzydło grał o wiele lepiej i w końcu strzelił gola dającego Porońcowi prowadzenie. Niestety w doliczonym czasie gry po akcji Waksmundzkiego Marcinowi Greli o Maćkowi Ustupskiemu nie udało się wepchnąć piłki do siatki i mecz zakończył się podziałem punktów. Z naszego opisu wygląda jakoby goście stanowili tylko tło dla poronian. Nic bardziej mylnego. Tuchovia w tym meczu była świadoma celu i sposobów jego realizacji. Piłkarze Tuchovii nie dali się wciągnąć na połowę rywala a po przechwytach w obronie wyprowadzali naprawdę groźne kontry. I chociaż Mistak - były gracz Unii Tarnów zdobył bramkę po błędzie poronian to wcześniej mógł strzelić gole nawet takiego, która dawałaby prowadzenie jego drużynie. I te fakty trzeba brać pod uwagę w ocenie i analizie tego spotkania. Remis dla Porońca oznacza koniec serii zwycięstw, ale trzeba przed zespołem prowadzonym przez trenera Tomasza Rogale „zdjąć kapelusze z głów”, bo zanotowanie takiej serii w każdej lidze powinno budzić uznanie.

Trener Tomasz Rogala: - Kiedyś nasza seria zwycięstw musiała się skończyć. Nikt chyba o zdrowych zmysłach nie sądził, że przebrniemy przez ligę odnosząc same zwycięstwa. Szkoda tylko, że te punkty straciliśmy na swoim boisku i to w dodatku w meczu, który powinniśmy byli wygrać. Owszem trzeba oddać rywalom, że zagrali bardzo dobre spotkanie. Przyjechali do nas z założeniem wywiezienia przynajmniej jednego punktu i swój cel osiągnęli. My oczywiście mieliśmy sporo okazji do rozstrzygnięcia spotkania na naszą korzyść a już w doliczonym czasie gry mieliśmy tzw. sytuację meczową. Niestety nie udało się i mówi się trudno tak w sporcie bywa. Szkoda tylko, że gola goście zdobyli ogrywając nas w dziecinny sposób i to martwi. Na pewno odczuwalny był brak w składzie Roberta Drąga. Ten gracz już wielokrotnie dowiódł, że w ważnych momentach potrafi pociągnąć zespół.

Trener Janusz Kabot Tuchovia: - Biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich przyszło nam grać po czerwonej kartce to uważam, że pokazaliśmy charakter to ten remis należy uznać za sukces. Zwłaszcza, że doprowadziliśmy do remisu grając w dziesięciu. Ale chyba nie był to tylko szczęśliwy zbieg okoliczności, bo przypomnę, że mieliśmy jeszcze kilka okazji na strzelenie goli a strzały były tylko minimalnie niecelne. Oszem gospodarze częściej byli w posiadaniu piki i mieli optyczną przewagę, ale my tego spodziewaliśmy się i do tego zastosowaliśmy odpowiednia taktykę. Jak widać sprawdziła się z zespołem, który dotychczas nie stracił nawet punktu. Jesteśmy zadowoleni, że to my przerwaliśmy serię samych zwycięstw Porońca.

Identyczny remis jak Poroniec, ale w wyjazdowym spotkaniu z Olimpią Wojnicz osiągnęła Watra Białka Tatrzańska. Gdyby nie okoliczności, w jakich nasza drużyna zdobyła ten punkt (czerwona kartka dla bramkarza Budza) można by mówić o sukcesie, ale Watra w tym spotkaniu była zdaniem trenera Stramy zespołem zdecydowanie lepszym i ten wynik nikogo z białczan nie satysfakcjonuje. Tydzień temu Watra też zremisowała 1-1 u siebie z Orkanem Szczyrzyc i po tamtym meczu trener Strama mówił o stracie dwu punktów a nie o zysku jednego oczka.

- Mamy olbrzymi niedosyt po tym spotkaniu. Gospodarze w ciągu 90 minut gry poza strzałem z rzutu karnego nie oddali na naszą bramkę ani jednego celnego uderzenia. Zresztą karnego niepotrzebne sprokurował Budz, bowiem nie sądzę, aby napastnik gospodarzy w tej akcji mógł coś zrobić. Mimo osłabienia byliśmy zdecydowanie lepszym zespołem, ale nasza dominacja nie przełożyła się na gole. A okazji było sporo. Co prawda udało się wyrównać, ale z całym przekonaniem uważam, że należały się nam nie jeden a trzy punkty – mówi Stanisław Strama.

Poroniec i Watra grały w sobotę natomiast KS Zakopane swoje spotkanie rozgrywało w niedzielę i zakopiańczycy zainkasowali w nim pełną pulę. Nie dość, że KS Zakopane wygrało z Grybovią to jeszcze wręcz zdeklasowało rywali. Wynik 8-0 to rekord zakopiańczyków i najwyższy rezultat w tegorocznych rozgrywkach grupy wschodniej IV ligi. A pierwsze pół godziny tego spotkania wcale nie zapowiadało takiego rozstrzygnięcia. Owszem zakopiańczycy atakowali, ale pierwszego gola zdobyli dopiero w 29 minucie. Był to bardzo ładny gol strzelony przez Sylwestra Kurnytę i poprzedziła go świetna akcja. Naszej drużynie udało się strzelić do przerwy jeszcze jedną bramkę już po wyraźnym błędzie obrony Grybovii i jej bramkarza. Po zmianie stron festiwal błędów piłkarzy Grybovii trwał nadal, co skwapliwie wykorzystali gospodarze aplikując im jeszcze sześć bramek. Tak gdzieś od 75 minuty drużyna gości właściwie już nie broniła pozwalając zakopiańskim futbolistom na wszystko. To była istna rzeź niewiniątek. Grybowianie chcieli zdobyć tylko honorowego gola, ale i to się im nie udało. Mimo tak wysokiej wygranej nie było widać u trenera Mariana Tajdusia euforii.

- Wynik tego spotkania mówi sam za siebie, jaki to był mecz. Oczywiście jestem zadowolony z wyniku, co do samej gry mam trochę zastrzeżeń. Przede wszystkim zabrakło spokoju w rozegraniu piłki przy wysokim prowadzeniu. Powinniśmy do sytuacji strzeleckich dochodzić po ataku pozycyjnym a nie grając długimi podaniami. Nie będę jednak narzekał na to, że strzelamy tyle goli, bo piłkarze grali z pełnym zaangażowaniem i tak być powinno – podsumował trener Zakopanego.


V LIGA
Przegrał w minionej kolejce Lubań Maniowy, ale przegrali też wszyscy nasi piąto ligowcy. Niestety to już druga z rzędu taka „czarna niedziela”, w której nasze drużyny nie zdobyły ani jednego punktu. W poprzedniej serii nasze drużyny grały z zespołami niżej notowanymi, teraz przyszło im grać z drużynami z górnej połówki ligowej tabeli. I niestety to zadanie przerosło naszych reprezentantów. O ile przegrane Jordana Jordanów 1-2 z Olimpią Pisarzowa i Szfalar 1-3 z Łososiem Łososina Dolna zostały poniesione na wyjazdach to Podhale Nowy Targ z Turbaczem Mszana Dolna doznało wysokiej porażki 6-2 na swoim boisku. I nie ma tu nic do rzeczy, że Podhale grało z liderem, bo punktów nowotarżanie muszą szukać nawet w takich spotkaniach inaczej ich pobyt w V lidze nie potrwa dłużej niż sezon. Byłoby szkoda. Jordan i Szaflary jak na razie takich problemów nie mają, bo zgromadziły po 17 punktów i mimo ostatnich przegranych nadal plasują się w górnej części ligowej tabeli. Zostały jednak wyprzedzone nie tylko przez swoich pogromców, ale także przez Glinika Gorlice. Może następna kolejka będzie dla naszych drużyn bardziej udana, bo inaczej zacznie być źle i niebezpiecznie.

Tekst i zdjęcia Ryb

Komentarze







reklama