Podhale rządziło i dzieliło na tafli. Zaaplikowało rywalowi dziesięć goli, a mogło więcej. Czy można przyczepić się do ich skuteczności?
– Na pewno mogło paść więcej bramek, ale 18 zdobytych w dwóch meczach, to sporo nawet jak na hokej – twierdzi trener Podhala, Marek Ziętara. – Dzisiaj lepiej poruszaliśmy się po lodzie. Byliśmy szybsi i sprawniejsi. Były tego dwie przyczyny. Po pierwsze przeciwnik grający na dwie piątki z każdą minutą tracił siły. Po drugie wczoraj lód pokryty był wodą, akcje nie miały tempa.

- Wynik mówi sam za siebie. Bytomianie nie mieli sportowych argumentów, być może dlatego, że grali w dziesięciu. Tylko kwestią czasu było kiedy opadną z sił i rozwiąże się worek z bramkami. Nie ma co jednak popadać w euforię, to dopiero początek sezonu. Nie znamy wartości innych zespołów – powiedział zdobywca trzech goli, Sebastian Biela.
Poloniści podjęli walkę tylko w pierwszych minutach meczu. Pierwsi zaatakowali, dwa razy sprawdzając dyspozycję Rajskiego. Podhale z dużą swobodą wjeżdżało w tercję przeciwnika, ale brakowało ostatniego podania, a jeśli już dotarło do adresata, to ten „trzepał” parkany Szydłowskiemu. Na pierwszego gola czekali kibice do 9 minuty, ale był to trafienie – palce lizać! Biela ulokował „gumę” w okienku bytomskiej świątyni. Arbiter miał wątpliwości i sprawdzał na wideo.
- Ja nie miałem. Widziałem, że krążek zatrzepotał w siatce – mówi strzelec gola. – Takie zgarnia ćwiczymy na treningach. Łabuz idealnie mnie uruchomił.

Odpowiedź gości była natychmiastowa. 18 sekund później krążek odbił się od bandy i znalazł się przed bramką Podhala. Nadjeżdżający Kłaczyński puścił „kaczkę”, która zaskoczyła nowotarskiego golkipera. W 12 min. Biela zmienił lot krążka po uderzeniu Łabuza z niebieskiej linii i zapaliło się czerwone światełko nad bramką Bytomia. 15 sekund przed końcem pierwszej części gry „Szarotki” wykorzystały przewagę (sygnalizowana kara na Banaszczaka). D. Kapica z korytarza międzybulikowego posłał krążek do siatki.
W drugiej odsłonie gości wrócili do swojej gry, do której nas już w latach swojej świetności przyzwyczaili, czyli destrukcji. Gra toczyła się przeważnie w ich tercji, bo nie mieli sił na wyprowadzenie kontry. Nawet grając w przewadze nie potrafili zagrozić bramce Rajskiego. Więcej nadziali się na dwie kontry i tylko słabej skuteczności Podhalan zawdzięczają, że wtedy nie stracili gola. Trzeba przyznać, iż Szydłowski bronił ze szczęściem, nawet głową, a raz w sukurs przyszedł mu słupek (Bryniczka). Niemniej trzy razy w tej części gry skapitulował.

Na trzecią tercję w obu bramkach nastąpiły zmiany. Niesłuchowski nie dał się pokonać, a Szopa aż cztery razy. Najładniejsze trafienie było autorstwa Bieli. Podhale grało w przewadze, a gdy z ławki kar wyskoczył bytomian, Neupauer spod bandy szybko rzucił krążek na drugą stronę do Bieli, a ten huknął z pierwszego aż siatą zatrzęsło.
- Bartek świetnie mnie wypatrzył. Znalazł mnie, uderzyłem z pierwszego, a bramkarz nie zdążył się przemieścić. Po prostu siadło – powiedział zdobywca trzech goli.
Bramka Sebastina Bieli na 9:1
MMKS Podhale Nowy Targ – Polonia Bytom 10:1 (3:1, 3:0, 4:0)
1:0 Biela (Łabuz) 8:53
1:1 Kłaczyński (Puzio, Gawlina) 9:11
2:1 Biela (Łabuz, Zarotyński) 11:13
3:1 D. Kapica (Ištocky) 19:45 sygnalizowana kara
4:1 Neupauer (Zarotyński, Biela) 26:30
5:1 Bryniczka (F. Wielkiewicz, Landowski) 30:17 podwójna przewaga
6:1 Bryniczka (F. Wielkiewicz, Michalski) 36:12
7:1 Ištocky (Neupauer) 45:43
8:1 Neupauer ( Zarotyński) 46:20
9:1 Biela (Neupauer, Zarotyński) 50:03
10:1 Michalski (Landowski, F. Wielkiewicz) 54:11
Sędziowali: Kobielusz (Oświęcim) – Dutkiewicz i Cybuch (Sanok).
Kary: 27 – 16 min.
MMKS Podhale: Rajski (40:00 Niesłuchowski) – Łabuz, Mrugała, Zarotyński, Neupauer, Biela – K. Kapica, Landowski, M. Michalski, Bryniczka, F. Wielkiewicz – Gaczoł, Tomasik, Ištocky, D. Kapica (2), Bomba ( 5 +20 kara meczu) – Stypuła, Szal. Trener Marek Ziętara.
Polonia: Szydłowski ( 40:00 Szopa) – Banaszczak (8), Owczarek, Puzio (2), Kogut, Kłaczyński – Urban (2), Stępień (2), Gawlina, Kukulski, Drewniak – Steiner (2). Trener Sebastian Steiner.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia i video Mateusz Leśniowski










