Jeszcze kilka lat temu taki stan byłby nie do pomyślenia. Hokeistów w Podhalu było pod dostatkiem. Tym, których nie widziano w najwyższej klasie rozgrywkowej, działacze umożliwiali kontynuowanie kariery w innych klubach. Nawet jak „kaperowano” zawodników ( tak wtedy nazywało się wyciąganie ręki po najlepszych), to na ich miejsce było kilku o podobnych umiejętnościach i Podhale nie traciło na wartości. Obecny stan rzeczy odbija się na wynikach. Można się spierać, czy zrezygnować z jednej drużyny, czy dalej ten zlepek różnych roczników ciągnąć dalej. Jak zawsze w takiej sytuacji są dwa obozu, zwolennicy likwidacji i ci, którzy twierdzą, że nie ma złego, co by na dobre nie wyszło. Ci drudzy przekonują, że gra ze starszymi zaprocentuje w następnych sezonach. Od razu podpierają się historią, przypominając lata świetności górali. Wtedy też w starszych rocznikach grali młodsi. Ogrywali się i klub miał z tego korzyści. Zwolennicy pozostawienia obu zespołów, są zdania, że sezon zasadniczy o niczym nie świadczy. Do finałów tak dostaną się oba teamy, a gdy wrócą gracze z pierwszej drużyny, ekipy będą mocne, zdolne sięgnąć mistrzostwo Polski.

Juniorzy młodsi Podhala, tylko z nazwy, gdyż grali w większości młodzicy, nie sprostali oświęcimskiej Unii. Goście przewyższali górali nie tylko warunkami fizycznymi, ale umiejętnością zespołowej gry, w rozegraniu krążka. Nic więc dziwnego, iż przez większość czasu gra toczyła się pod bramką nowotarżan, którzy jednak dzielnie odpierali ataki. Ba, w drugiej tercji zdołali doprowadzić do wyrównania (2:2), ale w końcówce stracili dwie szybkie bramki „do szatni”.
- Unia grająca w pełnym składzie posiadała optyczną przewagę, ale i my mieliśmy swoje szanse, by pokusić się o lepszy rezultat. Gdy wyrównaliśmy, odkryliśmy się i nadzialiśmy się na dwie zabójcze kontry. W trzeciej tercji były momenty, że mogliśmy odwrócić losy spotkania, ale zabrakło skuteczności.
W drugim dniu „Szarotki” grały w dziewięciu plus dwaj bramkarze i po 40 minutach przegrywały 0:6. Większość bramek sprezentowali oświęcimianom. W ostatniej części gry doszli rywala na 3:6, ale przy grze w przewadze stracili kolejnego gola i było po meczu.
Juniorzy wybrali się w podróż do Dębicy. Wrócili z dwoma zwycięstwa. To pierwsze przyszło z trudem, to drugie już było łatwe. W sobotę górale spóźnili się na mecz, przyjechali kwadrans przez pierwszym gwizdkiem, ale świetnie zaczęli, bo po 3 minutach prowadzili 2:0.

- I mieliśmy kolejne sytuacje, by dobić przeciwnika – mówi trener Ryszard Kaczmarczyk. – Nie zrobiliśmy tego. Pozwoliliśmy rywalowi odżyć. Graliśmy trzykrotnie z przewagą dwóch zawodników i nic. Zabrakło konsekwencji, wkradła się niefrasobliwość w nasze poczynania. Gospodarze z kontrataku zdobyli gola. Zaczęły się nerwy. Obaj bramkarze bronili jak w transie. Szala zwycięstwa mogła przechylić się w jedną, bądź w drugą stronę. Rywal w końcówce faulował, ale nie potrafiliśmy wykorzystać przewag. Gra w tym elemencie wołała o pomstę do nieba, ale nie ma co się dziwić, bo jesteśmy niezgraną zbieraniną. W każdym meczu gramy w innym ustawieniu. Rewanż zagraliśmy zdecydowanie lepiej. Wyszliśmy skoncentrowani i objęliśmy prowadzenie 2:0. Byłoby wyższe, gdyby nie świetna postawa bramkarza. Druga tercja to masakra w naszym wykonaniu. Znowu indywidualne granie, z którego nic nie wynikało. 19 sekund przed końcem zdobyliśmy gola do „szatni”. Trzecia tercja to konsekwentna i spokojna gra w naszym wykonaniu. Zagraliśmy z kontry. Pierwszy raz też wykorzystaliśmy grę w przewadze. J. Plewa uderzył, a Kmiecik zmienił lot krążka. Na pochwałę zasługują obaj moi bramkarze, których gra od początku sezonu falowała. Szczególnie Stołowski w drugim meczu spisał się bardzo dobrze, bo wcześniej miał różne okresy. Przeciwnik przeciętny. Dopiero w kolejnych meczach natrafiamy na schody i wtedy okaże się co jesteśmy warci.

Juniorzy młodsi
MMKS Podhale Nowy Targ – Unia Oświęcim 2:4 (0:2, 2:2, 0:0) i 4:7 (0:4, 0:2, 4:1)
Bramki dla Podhala: Kudasik i Kuraś (I mecz); Kuraś 3, Jachimczyk (II mecz).
MMKS Podhale: Pietrzak – Kudasik, Jaśkiewicz, Jachimczyk, Kuraś, Dębowski – Wsół, M. Pyszkowski, Szuba, Siuty, W. Pyszkowski – Podlipni, Habura. W drugim meczu nie grali: Podlipni, Habura i Jaśkiewicz. Trener Jacek Szopiński.
Juniorzy
UKH Dębica – MMKS Podhale Nowy Targ 1:2 (0:2, 1:0, 0:0) i 1:5 (0:2, 1:1, 0:2)
Bramki dla Podhala: Wronka 2 (I mecz); Worwa, Wronka, A. Mielniczek, Kmiecik, Kolasa (II mecz).
MMKS Podhale: B. Kapica – S. Plewa, Sulka, Kmiecik, Wronka, R. Mielniczek – J. Plewa, Gołębiowski, A. Mielniczek, Pustułka, Worwa – P. Wielkiewicz, Łukaszka, Kolasa. W drugim meczu bronił Stołowski. Trener Ryszard Kaczmarczyk.
Tekst i zdjęcia Stefan Leśniowski










