19.09.2012 | Czytano: 1273

III, IV i V liga: Udana kolejka

Miniona kolejka była na ogół udana dla Podhalańskich drużyn grających w ligach wyższych niż w PPPN. Z siedmiu klubów cztery wygrały: Lubań Maniowy z BKS Bochnią 2-1, Poroniec Poronin z Grybovią Grybów 6-1, Watra Białka Tatrzańska 1-0 z Sandecją II Nowy Sącz, oraz Podhale Nowy Targ z AKS Ujanowice 2-0.

Dwa remisy osiągnęły: KS Zakopane 1-1 z Nową Jastrząbka, LKS Szaflary 2-2 z Dobrzanką Dobra i tylko Jordan Jordanów poległ 0-3 z Kobylanką.

III LIGA
Szczególnie cieszy zwycięstwo Lubania na klubem z Bochni, bo nasza drużyna potrzebowała punktów jak kania dżdżu. Lubań wygrał zdobywając zwycięskiego gola w doliczonym czasie gry. Były mecze (z Juventą Starachowice, Popradem Muszyna), w których maniowianie tracili bramki właśnie w końcówkach spotkań teraz wygrali. Jest taka teoria, że w futbolu suma nieszczęść i szczęśliwych przypadków równoważy się. Jeżeli tak rzeczywiście bywa to nasza drużyna w tej kategorii jest jeszcze na minusie. Niezależnie jednak od tej teorii, aby zdobywać punkty trzeba od początku do końca spotkania o nie walczyć. I tak było w minioną niedzielę w Maniowach. Nasza drużyna przegrywała, ale właśnie podopieczni trenera Mara Żołędzia z determinacją dążyli do zmiany niekorzystnego rezultatu i swoje osiągnęli. Wreszcie gola i to na wagę trzech punktów zdobył pozyskany przed sezonem były piłkarz II ligowych Wigrów Suwałki Świerzbiński. Może to będzie początek jego snajperskich dokonań w drużynie z Maniów? Lubań wygrał, ale zdaniem trenera Marka Żołędzia jego piłkarze w tym spotkaniu akurat formą nie zachwycili.

Marek Żołądź: - Ogromnie dużo nerwów kosztowało mnie to spotkanie. Cieszy wygrana i zdobycie trzech punktów, ale martwi styl, jaki zaprezentowaliśmy w tym pojedynku. Tak naprawdę dobrze zagraliśmy ostatnie 15 minut pierwszej połowy i 10 końcowych drugiej. Pozostaje mi współczuć trenerowi Leśniakowi, bo doskonale wiem jak on się czuje po takim spotkaniu. Takie sytuacje jak szkoleniowiec Bochni w tym sezonie musiałem przeżywać już dwukrotnie.

IV LIGA
W zupełnie innym nastroju musi być trener Porońca Poronin Tomasz Rogala. Prowadzona przez niego drużyna wygrywa mecz za meczem i ze sporą już przewagą prowadzi w lidze. Trudno zresztą żeby było inaczej skoro poronianie kolejnego rywala odprawili z workiem pół tuzina goli. Przed tym spotkaniem trener Grybovii Krzysztof Bałuszyński liczył nawet na sprawienie niespodzianki w Poroninie, ale musiał przełknąć gorzką pigułkę. Jego zespół może tylko w pierwszym kwadransie gry nawiązał równorzędną walkę z Porońcem, ale im dłużej trwało to spotkanie tym bardziej dominacja poronian była wyraźniejsza. Inna sprawa, że obaj bramkarze Grybovii nie byli w tym spotkaniu najmocniejszymi punktami swojego zespołu. Nie umniejsza to oczywiście osiągnięć naszej drużyny, bo słabości rywala trzeba wykorzystywać. W poronińskiej drużynie wreszcie dobre spotkanie rozegrał Józef Zasadni, który asystował prawie przy wszystkich golach zdobytych przez jego kolegów. W ogóle z postawy formacji ofensywnych trener Rogala może być zadowolony, ale gra obronna Porońca nadal budzi obawy także trenera. Dla przykładu Łukasz Babik kilka razy zachował się nonszalancko i prowokował utratę gola. I doczekał się, co mocno poirytowało trenera Rogalę.

Tomasz Rogala: - Jestem oczywiście zadowolony z wyniku, ale także z gry. Siedemdziesiąt pięć procent czasu gry to była nasza dominacja, bo forsowaliśmy wysokie tempo. Nie mogę powiedzieć, że rywale od początku spotkania podłożyli się nam, wręcz odwrotnie pierwszy kwadrans meczu to była równorzędna gra. Chyba jednak wysiłek, jaki piłkarze Grybovii włożyli w pierwszą część meczu, trochę ich kosztował, bo w drugiej połowie motorycznie byliśmy dużo lepsi. To oczywiście cieszy, bo jeżeli nawet kilka bramek zdobyliśmy po błędach bramkarzy naszych rywali to wypracowaliśmy jeszcze wiele okazji, z których mogły i powinny paść gole. Jeżeli nie mam jednak większych pretensji do gry ofensywnej, bo nie, na co dzień strzela się 6 goli w każdym meczu to nie mogę nie mieć krytycznych uwag do gry obronnej. Utrata bramki była konsekwencją nonszalancji niektórych zawodników tej formacji.


Więcej zdjęć pod artykułem...

W Poroninie przed meczem z Heleną prezes Jan Kowalczyk wręczył miejscowym piłkarzom medale za awans do IV ligi a kierownictwu klubu okolicznościowa paterę. Lepiej późno niż wcale jak głosi popularne przysłowie. A propos drużyny Porońca. Już w najbliższą środę rozegra w Waksmundzie z miejscowym Huraganem mecz w ramach Pucharu Polski i Podhala. Początek spotkanie 16:30. Także w środę 19 września Komisja Odwoławcza MZPN zajmie się sprawą walkowera przeciwko Porońcowi za nierozegrany mecz z Nowa Jastrząbka. Może to będzie szczęśliwa środa dla poronińskiej drużyny?

Poroniec wysoko pokonał Grybovię przypomnijmy drużynę, która na inaugurację wygrała z Watrą w Białce Tatrzańskiej. Obserwatorzy spotkania w Poroninie zachodzili w głowę jak Watra mogła przegrać z tak słabym zespołem. Ale górale z Białki Tatrzańskiej w tym sezonie grają w kratkę. Przegrywają z zespołami teoretycznie do ogrania zdobywają punkty w spotkaniach, w których nikt się po nich tego nie spodziewał. Tak było w niedzielę, gdy białczanie na stadionie Heleny Nowy Sącz wygrali 1-0 z rezerwami Sandecji. Mają, czego żałować piłkarze Watry, że nie wygrali z Grybovią, bo ich sytuacja w tabeli a co za tym idzie psychiczny komfort byłby znacznie lepszy. Ale nie ma, co narzekać, bo jak twierdzi trener Stanisław Strama jego i Andrzeja Rabiańskiego zespół wygrał z Sandecją II absolutnie zasłużenie.

Stanisław Strama: - Uważam, że wygraliśmy zasłużenie, bo właśnie o tą jedną bramkę byliśmy lepsi. Dotyczy to głownie stworzonych sobie sytuacji bramkowych. Gospodarze mieli dwie okazje na zdobycie goli my dwa razy więcej i już ta statystyka jest po naszej stronie. Co więcej w końcówce spotkania zdaniem wielu obserwatorów nie tylko z naszego klubu należał się nam rzut karny za faul na Andrzeju Rabiańskim. Gola na wagę trzech oczek zdobył po pięknej akcji Łojka i jego precyzyjnym podaniu do Tepera ten drugi. Nasz środkowy rozgrywający uwolnił się z pod opieki obrońców, przyjął piłkę na 11 metrze na klatkę piersiową i mocnym strzałem ulokował piłkę w bramce pod poprzeczką. Ta nasza wygrana była konsekwencją żelaznej realizacji założeń taktycznych. To przyniosło efekt i tak powinniśmy grać w każdym spotkaniu wtedy nie przeżywalibyśmy takich rozczarowań, jakie dosięgły nas już w tym sezonie. Wszyscy zawodnicy w tym meczu zagrali na dobrym poziomie dotyczy to także tych, co wchodzili na boisko z ławki rezerwowej.

Watra z Sandecją II zagrała w składzie: Truty – Kowalczyk, Strama, Florek, Kostrzewa, Nowobilski (46 Skawski), Łojek, Janasik (85 G. Bochnak), Teper, Duda, Zubek (80 Rabiański).

Remis z Jastrząbki przywiózł nasz trzeci reprezentant w IV lidze KS Zakopane. Trener zakopiańczyków Marian Tajduś po tym spotkaniu odczuwał pewien niedosyt, bo twierdził, że jego zespół był bliższy wygranej. Trenerzy zwykle po meczu mają uczucie niedosytu, ale zważywszy na skład, w jakim wystąpili zakopiańczycy w tym spotkaniu chyba nie ma, co grymasić. Obrona KS Zakopane zagrała w całkowicie zmienionym składzie i to już jest powód, aby nie wybrzydzać na remis. Jeżeli drużyna na wyjazdach będzie remisować a u siebie wygrywać to chyba osiągnie założone cele, chyba, że są one znacznie wyższe. Gola dla zakopiańczyków zdobył pozyskany przed sezonem z Tylmanowej Sylwester Kurnyta nomen omen urodzony w Zakopanem. Były król strzelców IV ligi jakoś w zakopiańskim klubie dotychczas nie potwierdzał snajperskich umiejętności, może zmieni się to od tego meczu?

V LIGA
Zwycięstwo, remis i porażka taki był bilans naszych V ligowców w minionej kolejce. Zwycięstwo z Ujanowicami odniosło Podhale Nowy Targ. Nowotarżanie beniaminek nowosądeckiej okręgówki grają ze zmiennym szczęściem. U siebie na ogół wygrywają (wyjątek porażka 0-1 z Ogniwem Piwniczna) na wyjazdach przegrywają. Pora przejść na wyższy etap swoich występów w V lidze to znaczy trzeba zdobywać punkty także na wyjazdach, chociaż oczywiście zwycięstwa na swoim czytaj miejskim stadionie są nie do pogardzenia. W meczu z Ujanowicami Podhale było lepsze i wygrało absolutnie zasłużenie i zajmuje w tabeli 6 miejsce. Wyżej, bo na 2 pozycji plasują się Szaflary. W najbliższy weekend dojdzie do derbów tego klubu z Podhalem. Szaflarzanie w wyjazdowym meczu 2-2 zremisowali z Dobrzanka Dobra. Gdyby to było w ubiegłym sezonie to pewnie ten wynik można byłoby uznać za bardzo dobry, tymczasem w obecnych rozgrywkach Dobrzanka spisuje się znacznie poniżej oczekiwań i teraz ten remis nie jest jakimś nadzwyczajnym osiągnięciem. Nie jest nim oczywiście też porażka Jordana w Kobylance. Trener Jakub Jeziorski twierdzi, że skuteczność to był ten mankament, który zadecydował o przegranej prowadzonej przez niego drużyny.

Jakub Jeziorski: - Może nie był to nasz najlepszy mecz w tej rundzie, ale na tak wysoka porażkę a może w ogóle na porażkę nie zasłużyliśmy. Niestety mecz nie ułożył dla nas pomyślnie. Mając swoje okazje nie wykorzystaliśmy ich natomiast gospodarze skutecznie nas skontrowali. Obu szans nie wykorzystał młody Filipiak. Później dostaliśmy bramkę po bardzo wątpliwym rzucie wolnym. I znowu, gdy ruszyliśmy do odrabiania strat ani Karkula ani Gromczak nie zamienili tych okazji na gole. I znowu powtórzył się klasyczny scenariusz, jaki często obserwujemy w spotkaniach piłki nożnej. Gospodarze, którzy już po pierwszej bramce głęboko cofnęli się do defensywy znowu wyprowadzili kontratak a gola zdobyli ze strzału nie do obrony w okienko bramki. Moim zdaniem byliśmy zespołem lepszym technicznie może tylko zbyt miękko zagraliśmy w środkowej strefie boiska. Gospodarze grali bardziej agresywny i zdecydowany futbol i niestety przyniosło to im zwycięstwo.

Ryb

Komentarze







reklama