05.09.2012 | Czytano: 2155

Stanisław Korczyk nie żyje

Podhalańska piłka znowu w żałobie. To jakiś fatalny rok. Nie ma miesiąca, by nie żegnać zasłużonego działacza dla góralskiej piłki. Dzisiaj w wieku 68 lat zamknął oczy na zawsze Stanisław Korczyk.

Bez przesady można powiedzieć, że odeszła historia podhalańskiego piłkarstwa. Mógł o niej opowiadać godzinami, niezwykle ciekawie, nie mając na oczach politycznej katarakty, czy szowinistycznej zaćmy. A podhalańska piłka miała przecież wiele ciekawych, często bolesnych momentów. Tyle historii i tematów, które znał przekazywał kolejnym pokoleniom dziennikarzy. Z pamięci potrafił odgrzebać dawno zapomniane nazwiska, fakty, daty. Gdy podokręgowi brakowało archiwum, a zbliżała się okrągła rocznica 30-lecia PPPN, która kazała - niżej podpisanemu - wydać stosowną publikację, na podorędziu był Stanisław Korczyk, który świetnie znał początki powstania podokręgu. On wiedział wszystko i o wszystkim. Z głowy, przy minimalnym ryzyku popełnienie błędu.

Przez wiele lat był sekretarzem piłkarskiej ”centrali’ Podhala. Wielu dziennikarzy zapewne zna go z tej roli, jeśli nie osobiście, to na pewno głos z telefonicznej słuchawki. Za jego czasów dziennikarz nie musiał wydzwaniać do klubów i pytać o wynik, wystarczyło wykręcić numer domowy Stasia, zawsze w niedzielę po godzinie 20. Otrzymywało się pełną informację o kolejce, z gotowymi tabelami. U Stasia dyscyplina musiała być. Numer z niepodaniem wyniku przez działacza klubowego nie przechodził. Kary były surowe.

 

Życzliwy dla pismaków i otoczenia. Jak ogromna to była więź wiedzą tylko ci, którym bezpośrednio przyszło się zetknąć z tym nietuzinkowym człowiekiem. Oby więcej takich ludzi w piłce. O co się go poprosiło, realizował bez kaprysu. Na nikogo się nie obrażał. Po tym poznaje się wielkość człowieka.

Był kierownikiem sekcji piłkarskiej w Podhalu, gdy klub ten święcił największy sukces, awans do trzeciej ligi. Był gospodarzem, kierownikiem… Co ja piszę? Wszystkim w sekcji. Trudno zliczyć ile funkcji piastował, bo jak trzeba było to linie malował i statki zakładał na bramki. Dla starszych działaczy był „alfa i omegą”, dla piłkarzy z tego okresu ojcem i matką. Nie było sprawy, której nie załatwiłby.

„Żyjemy tak długo, jak długo żyje pamięć o nas”. Do takiej refleksji dochodzimy zawsze wtedy, gdy odchodzi ktoś bliski. Gdy przychodzi smutek i czas na zadumę. Możemy jedynie zapominalskich i zimnych jak głaz pocieszyć, o ile wolno kogoś cieszyć w takiej chwili, że non omnis moriar. Nie wszystek umiera.

Żegnaj Stasiu!

Stefan Leśniowski

Komentarze







reklama