04.09.2012 | Czytano: 1312

III, IV i V liga: Było dobrze(+zdjęcia)

PODSUMOWANIE: Podhalańskie drużyny III, IV i V ligi miniony weekend mogły w większości zaliczyć do udanych: odniosły dwa zwycięstwa, wywalczyły trzy remisy i tylko jeden mecz zakończył się porażką. Ale mogło być nawet lepiej.

Z pośród naszych drużyn zwyciężyli: piłkarze Porońca Poronin nad Jadowniczanką Jadowniki 3-1 zostając samodzielnym liderem grupy wschodniej IV ligi i LKS Szaflary w wyjazdowym spotkaniu z Victorią Witowice 1-0 również obejmując fotel lidera w V lidze, z tym, że tyle samo 12 punktów ma też Ogniwo Piwniczna, która to drużyna pokonała w Nowym Targu miejscowe Podhale 1-0. Remisami zakończyły się spotkania Lubania Maniowy z Dalinem Myślenice 2-2 w III lidze, KS Zakopanego z Orkanem Szczyrzyc 1-1 i Watry Białka Tatrzańska z Tuchovią 0-0 w IV lidze. Remis remisowi nierówny. O ile zdobycie po punkcie przez Zakopane i Watrę w wyjazdowych spotkaniach należy przyjąć z zadowoleniem to już wynik 2-2 Lubania z Dalinem u siebie pełnej satysfakcji nie daje. Tym bardziej, że maniowianie prowadzili w tym meczu już 2-0. I tym razem błędy w kryciu przy stałych fragmentach gry spowodowały, że Paweł Szwajdych i Maciej Papież (przypomnijmy na wiosnę jeszcze piłkarz Porońca Poronin) pokonali Wojciecha Okręglaka i nasza drużyna musiała zadowolić się jednym oczkiem a właśnie punktów Lubaniowi najbardziej brakuje.

- Mieszane uczucia mi towarzyszą. Przed meczem "wziąłbym" ten punkt w ciemno, ale po jego zakończeniu jest spory niedosyt. Kiedy wydawało się, że wreszcie los się do nas zaczyna uśmiechać, przytrafiły się nam dwa błędy w kryciu przy stałych fragmentach gry. No trudno, dostaliśmy kolejne ciosy, które przyjmujemy na siebie. Ja liczę, że to będzie przełomowe spotkanie – komentuje trener Lubania Marek Żołądź.

Czy istotnie remis Lubania z bądź, co bądź trzecią drużyną ligi będzie tym przełomowym spotkaniem pokażą następne mecze, ale pewna psychologiczna bariera niemożności została przełamana.


Przed meczem piłkarze i kibice minuta ciszy uczcili pamięć zmarłej pracownicy poronińskiego klubu
 

Druga w tej chwili w hierarchii futbolowej podhalańska drużyna Poroniec Poronin (może nawet pierwsza, gdy chodzi o potencjał i możliwości) pokonał na swoim boisku Jadowniczankę Jadowniki 3-1. Wynik pewny i w zupełności zasłużony nie w pełni oddaje przewagę poronian w tym meczu. Wprawdzie pierwszego gola poronianie zdobyli po koszmarnym błędzie stopera drużyny gości, ale błędy są nieodłącznym elementem gry w piłkę nożną, zatem nie ma powodu wytykać ich naszym zawodnikom, gdy popełniają je ich rywale. Co innego, gdy błędy robią nasi zawodnicy, bo jeżeli chcą awansować do wyższej ligi to muszą im się przytrafiać zdecydowanie rzadziej. A zapewne kierownictwo Porońca na taki awans liczy. Chyba nie po to prezes Józef Pawlikowski zbudował w miejsce dawnego budynku (bardziej przypominał barak) nowoczesny i bardzo funkcjonalny budynek klubowy, aby drużyna piłkarska kolejna lata spędziła w IV lidze. Można mieć zastrzeżenia do prezesa Pawlikowskiego o jego politykę personalną tworzenia pozycji klubu w różnych dyscyplinach sportowych, ale jednego mu odmówić nie można, że zbudował piękną siedzibę klubu za własne pieniądze i co więcej jak twierdzi bez żadnego zabezpieczenia gdyby jakimś sposobem stracił kontrolę nad klubem. Oczywiście na to się nie zanosi. Zresztą ewentualni krytycy i malkontenci niech przedstawią inną alternatywną koncepcję prowadzenia klubów i organizacji sportowych i dopiero wtedy mogą udowadniać swoje racje. Niestety na to też się nie zanosi. Józef Pawlikowski jest jednym z nielicznych podhalańskich przedsiębiorców, który bardzo zdecydowanie łożą na sport i to wczasach, gdy państwo i samorządy właściwie wycofały się ze wspierania tej dziedziny życia. Taka postawa zasługuje na uznanie. Wracając do meczu to piłkarze Porońca kontrolowali jego przebieg i ich wygrana mimo utraty bramki na 2-1 ani przez moment nie była zagrożona. Trenerzy jak zwykle uchylają się od wystawiania indywidualnych cenzurek, ale według nas bardzo dobry mecz rozegrał skrajny pomocnik poronian Rafał Waksmundzki. Był stałym zagrożeniem dla drużyny Jadowniczanki zdobył pięknego gola dryblując rywali zachowując oczywiście odpowiednie proporcje niczym Lionel Messi. Sam gwałtownie protestował na takie porównanie. Waksmundzki asystował przy trzecim golu wykładając piłkę Drągowi. Oczywiście i jemu przytrafiały się błędy, ale chyba nareszcie zagrał w przybliżeniu tak jak oczekują od niego trener i szefostwo klubu pozyskując go z GKS Tychy. Rafał Waksmundzki to jeden z nielicznych podhalańskich futbolistów bardzo zdolny piłkarz, ale chyba nie w pełni wykorzystał swoje możliwości. Jednakże prezentując na tle innych zawodników dobre wyszkolenie techniczne może pomóc podhalańskiej piłce. Po tym zwycięstwie przy jednoczesnych potknięciach Zakopanego i Tuchovi oraz rezerw Sandecji Poroniec został samodzielnym liderem z dorobkiem 12 punktów po pięciu kolejkach. Poroniec rozegrał jednakże tylko cztery mecze, bowiem spotkanie z Nową Jastrząbka się nie odbyło. Poroniec może i nie dopełnił wszystkich procedur, aby przenieść mecz ze swojego boiska na obiekt zakopiańskiego COS-u, ale też postawę drużyny z Jastrząbki trudno nazwać sportową. Byli w Poroninie do Zakopanego przyjechać nie chcieli.

Trudno być zadowolonym, jeżeli takie sytuacje jak nasz niedoszły mecz z Nową Jastrząbka mają miejsce – komentuje trener Porońca. - Może i OZPN Tarnów miał jakieś podstawy, aby to spotkanie zweryfikować, jako walkower na naszą niekorzyść, ale postawa drużyny Jastrząbki wiele z duchem sportu z zasadą fair play nie miała. Nie wiem jak potoczą się losy naszego odwołania od tej decyzji, ale gdyby doszło do powtórzenia meczu to dla nas będzie to szczególne spotkanie. Co do samego meczu z Jadowniczanką to oczywiście jestem zadowolony z wyniku, chociaż to nasze zwycięstwo mogło a nawet powinno być bardziej okazałe. Co więcej kontrolując spotkanie przytrafił się nam niepotrzebny błąd przy stanie 2-0, który mógł wprowadzić pewne zamieszanie w nasze szeregi. Całe szczęście odpowiedzieliśmy szybko bramką Roberta Drąga na 3-1 i wszystko wróciło do normy. Cieszy, że nasi piłkarze szybko i pozytywnie zareagowali na utratę bramki. Widać, że ten stracony gol podziałał na ich ambicję, chociaż tak stracona bramka nie powinna się nam zdarzyć. Kładę to na razie na karb niepełnej koncentracji naszego bramkarza. Wprawdzie Robert Gawron wiele pracy w tym meczu nie miał, ale właśnie w takich spotkaniach musi zadbać o większe skupienie. Uważam, że ten mecz pokazał, iż jesteśmy w dobrej dyspozycji na początek sezonu. Dobrze zagrał cały zespół a indywidualnych ocen nie będę wystawiał. Wygrywają wszyscy zawodnicy cała kadra i ewentualne niepowodzenia (oby nie) dotyczą też każdego z nas - skomentował trener Porońca Tomasz Rogala.

Zwycięstwo Porońca było spodziewane, mało, kto natomiast liczył na jakakolwiek zdobycz piłkarzy Watry w wyjazdowym spotkaniu z Tuchovią a tymczasem białczanie osiągnęli bezbramkowy remis z drużyną, z którą dotychczas regularnie przegrywali. Co więcej ten wynik nasza drużyna osiągnęła bez obecności na boisku swoich liderów Andrzeja Rabiańskiego i Stanisława Stramy. Jeżeli białczańska młodzież potrafi osiągnąć dobry wynik na terenie wymagającego rywala to należy się cieszyć i może częściej korzystać z ich usług. To pod rozwagę obu prowadzących Watrę grających trenera i prezesa. Co najmniej na remis można było liczyć w meczu Zakopanego w Szczyrzycu. I taki też wynik osiągnęli podopieczni trenera Mariana Tajdusia z byłym jego klubem. Przypomnijmy, że trener Tajduś onegdaj był szkoleniowcem Orkana Szczyrzyc. Zakopiańczycy przegrywali do przerwy 0-1 po rzucie karnym i chwała im, że potrafili po zmianie stron szybko doprowadzić do remisu. Jednakże bohaterem spotkania został zakopiański bramkarz Daniel Paszuda. Jak to w przypadku graczy na tej pozycji bywa dostał szansę, gdy kontuzji doznał pierwszy bramkarz zakopiańskiej drużyny Krzysztof Pyskaty. Wszedł między słupki zakopiańskiej bramki w spotkaniu z Porońcem i spisał się bardzo dobrze, ale jego zespół przegrał. Tym razem Daniel Paszuda bronił całe spotkanie i wlanie przyczynił się do wywalczenia przez jego zespół punktu. To chyba tą drogą powinni iść szefowie i trenerzy podhalańskich klubów, aby promować swoich wychowanków, bo siedzeniem na ławce umiejętności nie podniosą, a kiedyś przecież będą musieli przejąć odpowiedzialność za pozycję swoich drużyn.

Bardzo dobrze w rozgrywkach V ligi radzą sobie LKS Szaflary i Jordan Jordanów. Pierwsi po wyjazdowym zwycięstwie z Victorią Witowice 1-0 objęli fotel lidera nowosądeckiej okręgówki, drudzy zremisowali wyjazdowe spotkanie z Turbaczem Mszana Dolna 1-1 i aktualnie zajmują 3 miejsce. Wyżej należy ocenić sukces szaflarzan nie tyko dlatego, że wygrali. Musieli, bowiem jechać wiele kilometrów do ogranego już w wyższych ligach klubu, chociaż Victoria w tym roku jest beniaminkiem V ligi. Jak dalej potoczą się losy zespołu prowadzonego przez trenera Stanisława Budzyka, trudno przewidzieć, bo drużyna z Szaflar to bardzo chimeryczny zespół. Potrafi wygrać nawet wtedy, gdy tego się nikt nie spodziewa, ale przytrafiają się jej wpadki jak chociażby ta 0-4 z Jordanem. Co do jordanowian to ich mecz z Turbaczem był prawie jak podhalańskie derby wszak Turbacz wiele lat przynależał do Podhalańskiego Podokręgu. Dopiero od kilku sezonów jest w strukturach Limanowskiego PPN. Dla piłkarzy Jordana podopiecznych trenera Jakuba Jeziorskiego to spotkanie było prawdziwym testem możliwości zespołu w tym sezonie. Dotychczas wszystkie mecze w tym sezonie grali u siebie. Remisem chyba potwierdzili, że będą się liczyć w rozgrywkach. Jedynym zespołem z naszych ligowców, który przegrał swój mecz w minionej kolejce spotkań było Podhale Nowy Targ i to niestety na swoim boisku 0-1 z Ogniwem Piwniczna. Już po tych pięciu kolejkach widać, że nowotarżanie muszą przestawić się na grę w wyższej lidze, do której awansowali po wielu latach gry na „podhalańskim podwórku”. Ale dobrze, że awansowali, bo przecież drużynie z tak sporego przecież miasta nie przystawało grać w B czy A klasie. Jeżeli zespół okrzepnie w lidze a może wzmocni się personalnie to nawiąże do chlubnych tradycji z przed niestety wielu już lat. Oby.

Ryb

Komentarze







reklama