21.08.2012 | Czytano: 1631

Co z meczem Porońca?

PODSUMOWANIE KOLEJKI: Występujące w małopolskich ligach Podhalańskie drużyny w przeciągu jednego tygodnia rozegrały już po trzy mecze. Zgodnie z planem zagrały: Lubań Maniowy, KS Zakopane i Watra Białka Tatrzańska. Zaplanowany na sobotę 18 sierpnia mecz z drużyną Nowej Jastrząbka miał też Poroniec Poronin, ale do tego spotkania nie doszło.

Drużyna z Jastrząbki wprawdzie dojechała do Poronina, jednak mecz miał być rozgrywany na stadionie COS w Zakopanem. Kierownictwo Porońca twierdzi, że o miejscu rozgrywania spotkania zostali poinformowani drogą elektroniczną, czyli przez Internet rywale i OZPN Tarnów. Z kolei kierownictwo Nowej stwierdziło (a taki był przekaz jednego z sędziów mających prowadzić to spotkanie), że żadna informacja o zmianie miejsca do nich nie dotarła. Chyba może być coś na rzeczy, bo właśnie sędziowie też nie wiedzieli o tym, że mecz ma być rozgrywany w Zakopanem i najpierw udali się na stadion Porońca. Tam spotkali drużynę Jastrząbki. Gdy sędziowie posiedli wiedzę, gdzie ma być rozgrywany mecz poinformowali o tym drużynę Nowej, która jednak do Zakopanego nie dojechała. Dlaczego, jaka była kalkulacja zespołu z Jastrząbki tego dowiemy się przy weryfikacji tego nierozegranego spotkania przez Wydział Gier Tarnowskiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej, bowiem ten organ prowadzi rozgrywki grupy wschodniej IV ligi. Opinie, co do rozstrzygnięcia są różnorakie. Wielu uczestników rozgrywek i obserwatorów skłania się ku poglądowi, że to Poroniec nie dopełnił formalności i mecz zostanie zweryfikowany, jako walkower dla Jastrząbki. Na korzyść Porońca przemawia jednak fakt, że drużyna Nowej ostatecznie dowiedziała się o zmianie miejsca rozgrywania spotkania z wiarygodnego źródła, czyli od sędziego Krzysztofa Olchawy. A tak na marginesie tego wydarzenia to o ile w terminarzu spotkanie Porońca z Orkanem Szczyrzyc było zaznaczone, że odbędzie się w Zakopanem to już o meczu z Nową Jastrząbka takiej informacji nie było. Inna sprawa to, dlaczego nikogo z kierownictwa poronińskiej drużyny nie było na swoim stadionie, aby przewieźć rywali na stadion COS. Zapowiada się precedensowa sprawa i pewnie na jednej decyzji podstawowego organu się nie zakończy. A dla kierownictwa, Porońca niech będzie to nauczka, że formalności zgodnie z regulaminem trzeba wypełniać.

Poroniec w trzeciej kolejce nie grał i oczywiście ten mecz w tabeli nie jest ujęty, natomiast dwaj nasi pozostali IV ligowcy grali i wygrali. KS Zakopane 2-1 z Rylovią w Rylowej a Watra Białka Tatrzańska też 2-1 z Barciczanką Barcice u siebie. Zakopiańczycy po tej wygranej zostali samodzielnym liderem z kompletem punktów. Chyba jednak za wcześnie można mówić i tym, że drużyna z pod Tatr jest kandydatem do awansu, czego wszak zespołowi i ambitnemu trenerowi Marianowi Tajdusiowi życzymy. Prawdziwy test zakopiański zespół przejdzie już w najbliższą niedzielę, gdy na swoim (miejskim stadionie przy ul Orkana) będzie podejmował Poroniec Poronin. Zapowiada się ciekawy mecz, bo zapewne zakopiańczycy, chociaż daleko im do apanaży futbolistów Porońca tanio skóry nie sprzedadzą. Na razie trójka ofensywnych graczy KS Zakopane: Kłosowski, Wesołowski i Sylwester Kurnyta wsparci skrajnym obrońcą Robertem Frasunkiem regularnie strzelają gole i drużyna jest liderem. Szczególnie skutecznością imponuje Mateusz Kłosowski. To jeszcze bardzo młody piłkarz (rocznik 1991) i gdyby tylko poważnie potraktował swoje obowiązki zapewne mógłby grać w wyższych ligach, niestety tak nie jest, ale to dotyczy większości młodych podhalańskich piłkarzy. Szkoda. Za wzór solidności, ambicji i poświęcenia może natomiast służyć piłkarz Watry Białka Tatrzańska Paweł Janasik. Oczywiście nie tylko on był autorem zwycięstwa Watry nad Barciczanką, ale swoją postawą walnie się do tej wygranej przyczynił. Watra jest drużyną złożoną z solidnych, ale nie wybijających się pod względem technicznym piłkarzy, jej siła polega na kolektywie na ambitnej i pełnej zaangażowania grze. A taki ton kolegom z boiska nadaje Paweł Janasik. Właśnie cechy wolicjonalne legły u podstaw zwycięstwa Watry nad bardzo niewygodnym rywalem, jakim od lat jest dla białczan Barciczanka. Watra od początku rozgrywek występuje z czarnymi opaskami na koszulkach. To znak żałoby po nieodżałowanym wieloletnim kierowniku drużyny Tadeuszu Towarnickim. Zwykle o takich ludziach jak Tadek Towarnicki (mogę tak powiedzieć, bo miałem zaszczyt być jego kolegą) mówi się, że są człowiekiem instytucją. To jest racja, ale nie oddaje w całości istoty takich postaci. Instytucja to raczej twór biurokratyczny a tacy działacze jak Tadek Towarnicki to przede wszystkim uosobienie ducha sportu. Uwielbieniem dla swojej drużyny i bezgranicznym jej oddaniem tym cechował się zmarły niestety zbyt wcześnie po krótkiej, ale okrutnej chorobie kierownik Watry. Takie postaci jak Tadek Towarnicki cechują się tym, że jak wygrywa ich drużyna to wygrywają chłopaki jak przegrywa to porażkę ponoszą właśnie oni kierownicy drużyn. Jest zapewne wielu na Podhalu tego typu działaczy, ale dla mnie takim samym i godnym najwyższego szacunku działaczem jest kierownik drużyny KS Zakopane Marek Suchecki popularny „Dudek”. To właśnie tacy ludzie jak niestety zmarły Tadek Towarnicki i Marek Suchecki (oby kierownikował swojej drużynie jeszcze długie lata) tworzą podstawy piłkarskich klubów. Nadają swoisty koloryt drużynom.

Watra po dwu z rzędu porażkach bardzo potrzebowała punktów. I trzeba powiedzieć, że piłkarze Watry stanęli na wysokości zadania.

- Bardzo chcieliśmy wygrać ten mecz nie tylko dla punktów, ale także dla podniesienia morale zespołu - mówi trener Watry Stanisław Strama. - To był ważny test dla nas kierujących zespołem, ale także dla wszystkich zawodników, chcieliśmy udowodnić przede wszystkim sobie, że nie jesteśmy skazani na porażki. Myślę, że ta wygrana została osiągnięta głównie w sferze mentalnej, dzięki zaangażowaniu i ambicji. Ale właśnie w takich spotkaniach krystalizuje się kolektyw tworzy się jedność celów. O tym jak bardzo byliśmy zmotywowani świadczy fakt, że Łukasz Remiasz długo grał z poważną kontuzją pękniętej kości stopy i zszedł z boiska dopiero wtedy, gdy już nie mógł nawet chodzić a nie tylko biegać. Ale to była nie jedyna nasza przeciwność losu w tym spotkaniu. Nasz podstawowy bramkarz Dawid Truty jest kontuzjowany, młody Budz pauzował za czerwoną kartę, młodszy z braci Janasików aktualnie przebywa na Wyspach Brytyjskich „za chlebem”. W tej sytuacji między słupkami musiał stanąć nasz prezes Andrzej Rabiański. Nie była to dla „Prezesa” debiutancka gra na tej pozycji. Już kilka razy bronił naszej bramki i szło mu całkiem dobrze także i w meczu z Barciczanką.

Istotnie Andrzej Rabiański bronił pewnie a na dodatek sprawnie od tyłu kierował poczynaniami swoich partnerów z drużyny, a że ma bogate doświadczenie to przychodziło mu to łatwo i wychodziło dobrze. I nie zmienia tej oceny nawet przepuszczenie piłki do siatki na zakończenie spotkania. Zwycięstwo jego drużyny i tak było przesądzone.

Watra przystępowała do meczu z Barciczanką po dwu z rzędu porażkach i stanęła na wysokości zadania. Niestety nie można tego powiedzieć o piłkarzach naszego III ligowego jedynaka Lubania Maniowy. Podopieczni trenera Marka Żołędzia przystępowali do meczu w podobnej sytuacji jak Watra i niestety przegrali 2-1 trzeci z rzędu mecz. A rywalem maniowian był zespół Czarnych Połaniec też bez dorobku punktowego przed tym spotkaniem. Sytuacja naszej drużyny w tabeli jest już bardzo trudna, ale chyba gorsza jest kondycja psychiczna zespołu i trenera. Już sam fakt, że Marek Żołądź rozważa możliwość rezygnacji z prowadzenia drużyny jest w tej materii bardzo wymowny.

- Czuj się w tej sytuacji bezradny - mówi szkoleniowiec Lubania Maniowy. - Ja już naprawdę nie wiem, co mam robić. Znów znaleźliśmy się w tym samym punkcie, co na początku rundy wiosennej poprzedniego sezonu. O ile dwóch pierwszych meczach, choć przegranych jeszcze graliśmy dobrze to w tym spotkaniu prezentowaliśmy się fatalnie. Znów pierwsza groźniejsza akcja naszych rywali kończy się golem. To może załamać. W dodatku chłopakom towarzyszył ogromy stres. Strasznie chcieli wygrać ten pojedynek, ale praktycznie nic im nie wychodziło. Ci, na których zazwyczaj można było liczyć, w tym spotkaniu nie byli zupełnie sobą. Jesteśmy w dużym dołku i trzeba się poważnie zastanowić, co dalej. Ja sam nad sobą muszę się zastanowić. Każdy jest w pewnym stopniu ograniczony. To samo tyczy się mojej osoby. Powoli już chyba nie jestem w stanie za wiele dać tym chłopakom. Być może nowy szkoleniowiec da tej drużynie impuls, który jest w tym momencie bardzo potrzebny. Nie wiem. Potrzebuję chwili do namysłu, co dalej.

Ryb

Komentarze







reklama