03.07.2012 | Czytano: 2833

Klasa A: Dwadzieścia sześć mgnień ligi(cz. II)

Sezon w klasie A zakończył się dwa tygodnie temu, ale tak naprawdę na ostateczne rozstrzygnięcia musieliśmy czekać aż do minionego czwartku. Dopiero teraz możemy przedstawić drugą cześć podsumowania sezonu. W pierwszej części w telegraficznym skrócie przedstawiliśmy 26. kolejek, teraz w cyfrach ocenimy ligę.

Piłka leci hen wysoko
Zewsząd dobiegały głosy, że z boisk wiało nudą, że piłkarze potykają się o własne nogi, faworyci seryjnie trąca punkty ze słabeuszami, możni przegrywają z biedakami, a nowym mistrz jest… beniaminek. Nie chcę tego zbiorowego płaczu kontestować, ale jest w tym spojrzeniu wiele typowego polskiego smędzenia. Bo my zawsze czepiamy się, potrafimy znaleźć łyżkę dziegciu w beczce miodu. Dominacja jednej czy dwóch drużyn – źle, bo reszta jest słaba i beznadziejna. Tegoroczne rozgrywki bardzo długo trzymały kibiców w napięciu. Mistrza poznaliśmy w przedostatniej serii spotkań. W ostatniej zaś drugiego spadkowicza i brązowego medalistę. Nie pamiętam kiedy tak było, by o trzecim miejscu decydowała dodatkowa tabela, dla trzech drużyn. Zaś o miejscach 7-8 i 9-10 musiały rozstrzygnąć bezpośrednie spotkania. To też dla wielu było źle, bo liga słaba, bo każdy może z każdym wygrać, czyli rządzi przypadek. Coś zawsze będzie nie tak.

Oczywiście krytycyzm w myśleniu jest zaletą – świadczy o inteligencji i sprawia, że człowiek nie zachłystuje się byle sukcesikiem, co jest z kolei niezłym nawozem do dalszych sukcesów. Ale, nie ma co ukrywać, krytycyzm ten jest bliski malkontenctwa, które zabija w nas emocje i umiejętność bezpretensjonalnego cieszenia się wtedy, gdy jest ku temu okazja.

Trzeba przecież zdać sobie sprawę, że na naszą ligę trzeba patrzeć przez inny pryzmat. Pryzmat typowo amatorski. Wiele drużyn, czy zawodników gra za przysłowiowe frytki, piwo po meczu, czy kiełbaskę grillowa. Życie jest coraz trudniejsze, na treningi nie starcza czasu, co zresztą w wypowiedziach działaczy klubowych i trenerów wybija się na pierwszy plan. Pierwsze, zabezpieczenie środków na utrzymanie rodziny, potem zabawa w futbol. Dlatego spójrzmy na nasz rodzimy futbol z innej perspektywy, że tym chłopakom chce się jeszcze biegać po boiskach w niedzielę, a mogliby lepiej, wspólnie z rodzinami spędzić wolny czas. Czas, na który po tygodniu pracy solennie zasłużyli. Oczywiście można sobie wymarzyć inny scenariusz, ale na kino z wielkimi ambicjami po prostu nas nie stać.

Na pewno jest coś co nie powinno się zdarzyć nawet w amatorskich ligach. To walkowery z niedopatrzenia działaczy. Aż siedem! Piłkarze wylewają litry potu na boisku, starają się jak mogą, a potem dowiadują się, że przegrali walkowerem. Bo działacz źle policzył ilość kartek, nie zgłosił zawodników, czegoś jeszcze nie dopatrzył. Buchalteria związana z liczeniem kartek nie powinna być trudna. Po meczu każda drużyna otrzymuje załącznik, nie potrzeba nawet liczydła, by zliczyć do czterech, siedmiu czy dziesięciu. Przeczytać dokładnie regulamin, który zawsze przed rozpoczęciem zmagań jest dostarczany klubom na spotkaniu z ich przedstawicielami. Właśnie w takich okolicznościach rozstrzygnął się los drugiej spadającej ekipy. Już poza boiskiem. Szkoda piłkarzy, bo ci na boisku zrobili wszystko, by się utrzymać. Teraz wylewa się żale na podokręg, a zapomina się o jednym, o podstawowej maksymie: „umiesz liczyć, licz na siebie”. Kartki inni policzyli za ciebie i teraz jest klops. Rozpacz, szukanie winnych. Szkoda, że nie u siebie. O wiele prościej byłoby uderzyć się w pierś i przyznać do błędu, bo to nie pierwsza pomyłka osób odpowiedzialnych za to w Chabówce. Można popełnić jedną, ale jeśli w sezonie są trzy walkowery, to bałagan w papierach jest ogromny. Dziwię się, że już po inauguracyjnej kolejce nie wyciągnięto w Chabówce wniosków. Przecież wtedy tylko pięciu graczy było w ekstranecie potwierdzonych do gry. Ba, poprzedni sezon powinien być anulowany, bo grali w zespole piłkarze, którzy widnieli na listach innych klubów. Chabówka będzie jeszcze odwoływała się od tej decyzji, ale jak mówi prezes PPPN, szanse ma marne, bo ich przedstawiciel dostał wydruk ekstranetu z wcześniejszych spotkań.


Statystyki sezonu 2011/12
Gole – 684 (odjęto bramki zdobyte w meczach, które później zweryfikowano jako walkowery).
Bramki strzelone przez gospodarzy/ gości: 418/266.
Zwycięstwa gospodarzy/ gości: 105/48.
Najwięcej zwycięstw gospodarzy - 7 w 17, 21 kolejce.
Najwięcej zwycięstw gości - 4 w 22 kolejce
Najmniej zwycięstw gospodarzy - 2 w 1 kolejce.
Najmniej zwycięstw gości - 0 w 10, 17, 21 i 25 kolejce.
Remisy - 22; najwięcej – 2 (6, 9 i 26 kolejce).
Walkower: 7 ( cztery w rundzie jesiennej).

Kiedy i jak padały gole

PRZEDZIAŁ CZASOWY/RODZAJ
ILOŚĆ GOLI
1-15 min.
82
16-30 min.
96
31-45 min.
119
45min. + (czas doliczony)
2
46-60 min.
125
61-75 min.
123
76-90 min. 119
90min. + (czas doliczony) 18
Samobójcze 12
Bezpośrednio z wolnych 44
Głową 73
Karne podyktowane 81
Karne wykorzystane 61

Najwięcej goli strzelono w 21 kolejce - 38.
Najwięcej goli w pierwszej połowie padło w 20 i 21 kolejce – 19.
Najmniej goli strzelono w 12 i 19 kolejce – 18
Najmniej goli w pierwszej połowie padło w 6 i 19 kolejce – 4.
Najwięcej goli w meczu - 12 (Podhale – Orawa 10:2).
Najwyższa wygrana u siebie – Podhale (10:2 z Orawą).
Najwyższa wygrana na wyjeździe –Jarmuta (z Błyskawicą 7:3) i Orkan ( z Błyskawicą 6:0)

Żółte kartki: 697.
Czerwone kartki: 17.
Mecze bez goli: 3 ( Huragan – Granit, Wiatr – Lubań i KS Chabówka - Orkan).
Niewykorzystane karne – najwięcej Pająk i S. Bandyk (Czarni) – po 3.
Najwięcej karnych podyktowano dla Czarnych – 14 i Orkana – 8.
Najmniej karnych podyktowano dla Wiatru i Orawy - po 3.
Najwięcej karnych podyktowano przeciwko – 10 (Chabówka) i 9 (Orkan).
Najmniej karnych podyktowano przeciwko – 0 (Granitowi).
Najwięcej zdobytych goli z karnych - 8 (Orkan, Czarni).
Najwięcej straconych bramek z karnych: – 8 (Orkan, Chabówka).
Najwięcej razy trafiał z „jedenastki” – Filipek (Orkan) i Pająk (Czarni) - po 5 razy oraz Leoniak (Zapora) – 4.
Najwięcej goli zdobytych głową – Jarmuta i Błyskawica po 10. Najmniej goli zdobytych głową – Granit (1).

Mecze bez straty gola
10 – Huragan;
8 – Granit, Jarmuta, Wiatr;
7 – Lubań.

Seria zwycięstw z rzędu
8 – Wierchy;
5 – Podhale i Lubań ( 2 razy)
4 –Granit.

Seria bez porażek z rzędu
9 – Wiatr;
8 – Podhale, Huragan, Jarmuta;
7 – Granit, Lubań.

Seria porażek z rzędu
7 – Czarni;
6 – Orkan, Orawa;
5 – Jarmuta, Zapora.

Seria bez zwycięstwa z rzędu
10 – Orawa;
9 – Orkan;
8 – Czarni.

Seria remisów z rzędu
2 – Babia Góra, Czarni, Granit.

Seria bez straty gola z rzędu
3– Granit, Jarmuta;
2 – Wiatr, Huragan, Lubań.

Seria bez zdobytej bramki z rzędu
3 - Orkan, Wiatr, Zapora;
2 – Babia Góra, Granit, Chabówka.

Liczba piłkarzy, którzy grali w lidze – 407; z największej liczby skorzystali trenerzy Podhala i Orawy – 37; najmniej Granitu – 22.

Snajperzy
25 goli – Pająk (Czarni);

21 – Filipek (Orkan);
16 – Ślusarek (Podhale);
15 – K. Gacek (Wierchy);
13 – S. Kurnyta (Lubań);
11 – A. Świętek (Podhale), Michalik (Jarmuta), Kubasek (Błyskawica);
10 – B. Drożdż (Huragan);
9 – Talarczyk (Lubań), Świder, K. Pędzimąż (Wierchy), Owsiak (Orawa), B. Waksmundzki, Zagata (Huragan).

Asystenci
11 – S. Kurnyta (Lubań), K. Waksmundzki (Huragan);
10 – Pająk (Czarni);
9 – Zachara (Wierchy), Tomasz (Błyskawica);
8 - J. Sarna (Garnit);
7 – Bobek (Podhale), K. Kurnyta (Lubań), K. Sarna (Granit), Rzeszótko (Orkan), Borkowski (Wiatr), Celing (Wierchy).

Punktacja kanadyjska

LP
ZAWODNIK
PKT
BRAMKI
ASYSTY
1
Marcin Pająk (Czarni)
35
25
10
2
Patryk Filipek (Orkan)
24
21
3
3
Sylwester Kurnyta (Lubań)
24
13
11
4
Konrad Gacek (Wierchy)
20
15
5
5
Łukasz Ślusarek (Podhale)
18
16
2
6
Arkadiusz Świątek (Podhale)
17
11
6
7 Wojciech Zachara(Wierchy) 17 8 9
8 Jacek Tomasz(Błyskawica) 16 7 9
9 Kamil Waksmundzki (Huragan) 16 5 11
10 Bartłomiej Droźdź (Huragan) 15 10 5

Fair play

LP
DRUŻYNA
ZÓŁTE
CZERWONE
PUNKTY
1
Babia Góra Lipnica Wielka
33
0
33
2
Zapora Kluszkowce
36
1
39
3
Czarni Czarny Dunajec
28
4
40
4
Orkan Raba Wyżna
45
0
45
5
Jarmuta Szczawnica
46
0
46
6
Wierchy Rabka
47
0
47
7
Wiatr Ludźmierz
46
1
49
8
Lubań Tylmanowa
52
0
52
9
Błyskawica Kacwin
53
0
53
10
Huragan Waksmund
50
2
56
11
KS Chabówka
65
0
65
12
Granit Czarna Góra
56
3
65
13
Orawa Jabłonka
58
4
70
14
Podhale Nowy Targ
82
2
88

Suma punktów ( 1 pkt. za żółtą kartę, 3 za czerwoną). W kartkach czerwonych nie uwzględniono tych otrzymanych w wyniku dwóch żółtych.

Czerwone kartki
2 – Tylka (Czarni), P. Jazowski (Orawa);
1 – Karczmarczyk, Pająk (Czarni), Janusz Hełdak, Czajkowski, P. Sarna (Granit), Cyrwus, A. Mroszczak (Huragan), Pucharski, Rabiasz (Podhale), Kluzik, Owsiak (Orawa), J. Siuta (Wiatr), Leoniak (Zapora).

Żółte kartki
11 – A. Gogola (Granit), Kita (Orawa);
10 – Ł. Jędrol (Zapora + Wiatr), Filipek (Chabówka);
9 – Borucki (Jarmuta),
8 - Pająk (Czarni), Celing (Wierchy), Plewa (Zapora);
7 – D. Gałowicz (Błyskawica), Pawlica (Granit), B. Mrożek, P. Mrożek, Krzysztof Rapacz i Warciak (Chabówka), Ojrzanowski, Ślusarek i D. Żółtek (Podhale), Filipek i K. Rapta (Orkan);
6 - Ł. Gałowicz (Błyskawica), K. Waksmundzki (Huragan), Ł. Kozielec (Lubań), G. Hajnos i Sulka (Podhale), Owsiak i T. Zahora (Orawa), R. Słaboń (Wiatr), K. Gacek i Śmkieszek (Wierchy).

Bramkarze na „zero”
6 razy - P. Gogola (Granit);
4 - Rejczak (Huragan), Byrnas (Wiatr).


Naj...naj..., naj...
Najszybszy hat trick: Patryk Filipek (Orkan) ustrzelony z Błyskawicą w 10 minut (między 18 -28 min.)

Hat trick: 16
2 - Pająk (Czarni);
1 - K. Bochnak, Filipek (Orkan), B. Mrożek, Sumara (Chabówka), A. Świętek, Sulka, Ślusarek (Podhale), Ślusarek (Podhale), Truty (Wiatr), S. Bandyk (Czarni), Michalik (Jarmuta), Ł. Gałowicz (Błyskawica), Śmieszek (Wierchy), Owsiak (Orawa).

Najwięcej bramek w jednym meczu: 4 - Marcin Borkowski (Wiatr) z Czarnymi; w 11 minut (między 30 - 41 min.) i T. Lach (Babia Góra).
Najwięcej punktów w meczu: 5 – Pająk (Czarni) – 3 gole + 2 podania.
Najszybciej zdobyty gol od rozpoczęcia meczu: 19 sek. – M. Lenart (Orkan) z Wiatrem.
Najszybsza odpowiedź na gol rywala: 27 sek. – Owsiak (Orawa) odpowiedział na trafienie Dąbrowskiego (Chabówka).
Najszybsze dwa gole jednego zawodnika: 39 sek. – Ł. Gałowicz (Błyskawica) z Jarmutą.
Najszybciej zdobyte dwa gole przez drużynę: 23 sek. – Podhale z Orawą, w 89 min. (Kikla, Świętek).
Najszybciej zdobyte trzy gole przez jedną drużynę: 80 sek. – Granit z Chabówką.
Najszybsza odpowiedź dwoma golami: 39 sek. – Orawa z Orkanem, z 2:0 na 2:2.
Najpóźniej zdobyte dwa gole przez jednego zawodnika: w 90+1 i 90+3 – Arkadiusz Świętek (Podhale) z Orawą.
Gol zdobyty z najdalszej odległości: 60 metrów – Bogucki (Jarmuta) z wolnego wrzucił futbolówkę za kołnierz Karnickiemu (Wierchy).
Najszybciej zdobyty gol przez rezerwowego: 38 sekund po pojawieniu się na murawie – A. Bandyk (Babia Góra) z Orawą.
Najszybciej złapane dwie kartki przez jednego gracza: 10 sekund – Warciak (Chabówka); w 85 minucie z Orawą.
Najszybciej złapana czerwona kartka przez zawodnika: po 78 sekundach pobytu na boisku – Karczmarczyk (Czarni).
Najdłużej grający zespół w dziesiątkę: Podhale z Orkanem – już w 3 minucie z boiska wyrzucony został bramkarz Rabiasz.
Najdłużej zachował czyste konto – Piotr Gogola (Granit) - 422 minuty.

Najczęściej wchodzący z ławki
18 – Zembol (Orawa),
16 – Dulański (Chabówka),
15 – A. Mroszczak (Huragan),
14 – Podgórski (Lubań), Sowada (Podhale),
13 – J. Bryja (Huragan),
12 – J. Zając (Chabówka), Maciaś (Wiatr), Skupien (Zapora);
11 – M. Garcarz (Huragan), Waligóra, Zawiślak (Jarmuta), Krupa (Lubań), A. Hajnos (Podhale),
10 – Tylka (Wiatr), Bańka (Zapora);
9 – K. Kiernoziak (Granit), T. Mroszczak (Huragan), Pałka (Jarmuta),
8 – Pająk (Czarni), T. Lichacz (Granit), Szepelak (Orkan),

Najczęściej zmieniani
16 – Michalik (Jarmuta),
15 – K. Kurnyta (Lubań),
13 – M. Chowaniec (Orawa),
12 – Sz. Drożdż (Huragan), T. Lach, Latawiec (Jarmuta), P. Mrożek, Skawski (Chabówka),
11 – M. Magiera (Błyskawica), M. Garcarz (Huragan), Nawara (Chabówka), Michał Noworolnik (Lubań),
10 – G. Lach , M. Mikłusiak (Babia Góra), W. Noworolnik, T. Udziela (Lubań), A. Świętek (Podhale), K. Rapta (Orkan), R. Słaboń (Wiatr),
9 –B. Drożdż, B. Waksmundzki (Huragan), G. Hajnos (Podhale), Kasprzak (Orawa), J. Siuta (Wiatr), Hołyst (Zapora).

Największa pomyłka: Marcin Tesarski, sędzia i obsadowiec w jednej osobie. Jak za carskich czasów pocztę wysyłał gołębiami. Nie docierała do adresata, ale jeśli już, to dzień lub dwa po wydarzeniach, o których miała informować. O meczu Zapory z Orkanem kompletnie zapomniał, nawet powiadomić swoich kolegów po fachu. Arbitrów z łapanki ściągano. Nic więc dziwnego, że wyznaczony do meczu Andrzej Opacian, miał pretensje, że nie powiadomiono go o zmianie terminu. Dwóch arbitrów z najbliższej okolicy ściągnięto i mecz rozpoczął się z blisko godzinnym opóźnieniem. Kończył się przy „zapalonych świeczkach” – jak żartowali obserwatorzy. W kolejnej kolejce kolejny pasztet zafundował swoim kolegom. Tą samą trójkę obsadził w Lasku na klasie B i w Nowym Targu o tej samej godzinie. Dobrze, że z Lasku do stolicy Podhala jest rzut beretem, bo jedynie kwadrans się spóźnili. Okazuje się, że łamigłówki cyfrowo- literowe są o wiele trudniejsze niż dmuchanie w B-klasowy gwizdek. Chociaż, gdy wsłuchuje się w głosy piłkarzy i działaczy, to i ten rodzaj wydostawania się powietrza z jego płuc też nie zawsze daje poprawne brzmienie. Taki o to jest ten „tsesarz”.


NKP Podhale Nowy Targ
Miejsce I. Awans do V ligi.
Bilans sezonu: 55 pkt.; 18 z – 1 r – 7 p (bramki: 79-35).
Bilans własnego boiska: 11 z – 0 r – 2 p (bramki: 51-15).
Wyjazdowy bilans: 7 z – 1 r – 5 p (bramki: 28-20).

Gole zdobyte Przedział czasowy Gole stracone
70 Ogółem * 35
8 1- 15 min. 6
9 16- 30 min. 5
11 31-45 min. 4
0 45 + (czas doliczony) 0
13 46 – 60 min. 5
16 61 – 75 min. 5
11 76 – 90 min. 9
2 90 + (czas doliczony) 1

* bramki po zweryfikowaniu spotkań walkowerem

Gole zdobyte głową: 5.
Gole z zdobyte bezpośrednio z rzutów wolnych 5.
Karne podyktowane dla/wykorzystane: 6/5.
Karne podyktowane przeciwko/ wykorzystane: 9/7.
Żółte kartki: 82 (najwięcej: 7 – Łukasz Ojrzanowski, Łukasz Ślusarek, Daniel Żółtek), 6 – Grzegorz Hajnos, Mirosław Sulka).
Czerwone kartki: 2 (Wojciech Pucharski, Kamil Rabiasz).
Snajperzy: 16 – Łukasz Ślusarek, 11 – Arkadiusz Świętek).
Najlepiej punktujący: 18 – Łukasz Ślusarek; 17 – Arkadiusz Świętek.
Liczba piłkarzy grających: 37 (najwięcej spotkań rozegrali: 25 – Marcin Bobek; 23 – Daniel Żółtek).
Najczęściej wchodzący z ławki: Krzysztof Sowada – 14 razy, Adam Hajnos – 11.
Najczęściej zmieniani: Arkadiusz Świętek – 10 razy, Grzegorz Hajnos – 9, Wojciech Pucharski, Mirosław Sulka i Filip Wąchała– 8.

Komentarz: Konia z rzędem temu, kto po rundzie jesiennej dawał nowotarżanom szanse na awans do ligi okręgowej. Nie wierzę, że znalazł się taki jasnowidz. Co prawda prezes Grzegorz Wrona zapowiadał przed sezonem walkę o awans, ale szybko też z tego się wycofał, twierdząc, że najważniejsze, by w debiucie, znaleźć się na „pudle”. Beniaminek zajmował czwartą pozycję, ze stratą ośmiu punktów, ale w zimie tabela przeszła trzęsienie ziemi. Dzięki walkowerom, zespół awansował na drugą pozycję, świetną do ataku. Co ważne, beniaminek potrafił dar niebios wykorzystać do maksimum.

- To nie nasza wina, że tylmanowianie przez bałagan organizacyjny stracili punkty – mówi trener Podhala, Krzysztof Leśniakiewicz. – To ich sprawa. Ja na bieżąco pilnuję ilości kartek, kar i nic mnie w tym temacie nie zaskoczy.

W czym tkwiła siła nowotarżan? W świetnie skomponowanej mieszance – rutyny i młodości. Łukasz Ślusarek, Adam i Grzegorz Hajnosowie, Łukasz Ojrzanowski, Mirosław Sulka to doświadczeni gracze, bardzo mocni jak na tą ligę, w przeszłości grający w wyższych ligach. Młodzi im dorównali i to drużynie wyszło na dobre, chociaż jak to z młodymi bywa, często gorące głowy brały górę. Trener musiał włożyć wiele pracy, by realizacja założeń taktycznych była stuprocentowa. Mozolnie docierał do ich świadomości i przyniosło to końcowy efekt.

- Razem z Michałem Rubisiem mieliśmy dokładnie rozpracowanych rywali, pod każdego ustalaliśmy taktykę – zwierza się Krzysztof Leśniakiewicz. - Początkowo trudno było dotrzeć do chłopaków, którzy grali swoje. Cierpliwość w przekonaniu ich do naszej koncepcji przyniosła pożądany efekt. W pewnym momencie zastrybiło. Kluczem do sukcesu były zimowe przygotowania. Innowacyjne i bardzo intensywne. Chłopcy zrozumieli, że trenują dla siebie, toteż frekwencja była wysoka, jak nigdy przedtem. Było to 7-tygodniowy cykl z użyciem pulsometrów. Każdy zawodnik pracował według własnych możliwości. Udało się skompletować kadrę 18 zawodników, z których każdy mógł wejść na boisko i wziąć ciężar gry na swoje barki i przechylić szale zwycięstwa. Do rundy wiosennej przystąpiliśmy mocno skoncentrowani, z wytyczonym celem. Co prawda inauguracja nam nie wyszła, ale były to pierwsze śliwki robaczywi. Sami sprezentowaliśmy punkty Huraganowi, sami strzeliliśmy sobie dwie bramki. Ten zimny prysznic pozwolił nam na wyeliminowanie błędów. Przełomowym momentem była wygrana potyczka z Lubaniem. Mieliśmy ten zespół w każdych szczegółach rozpracowany. Wiedzieliśmy, kto najbardziej nam mógł zagrozić i został wyeliminowany. Po tym zwycięstwie nie wypuścili już „gołąbka” z garści. Awans był nagrodą za cały rok intensywnej pracy i wiary w sukces.

To duży sukces, zważywszy, iż piłka w blisko 40-tysięcznym powiatowym mieście przeżywała głęboki kryzys. Ostatni raz mieszczanie w okręgówce grali w sezonie 1998/99, ale tylko sezon. Później był już zjazd po równi pochyłej. Doszło nawet do likwidacji sekcji i to w okresie, gdy juniorzy Podhala świetnie radzili sobie w lidze międzywojewódzkiej. Wygrywali z krakowską Wisłą, Cracovią, Hutnikiem, a więc firmami co się zowie. Trener Piotr Lach robił dobrą robotę, ale byli tacy, którzy zamiast podać pomocną dłoń, doprowadzili do likwidacji. Wielu było grabarzy, nie tylko w klubie, ale także w mieście, które poskąpiło pieniędzy na dwa wyjazdy do Dębicy. Nic więc dziwnego, że na drzwiach Urzędu Miasta pojawił się nekrolog wymieniający głównych winowajców likwidacji piłki w mieście. Podhale miało piękne tradycje, bo to futbol był pierwszy w tym klubie. To „Szarotki” w sezonie 1977/78 występowały w trzeciej lidze. Wtedy dostać się na ten szczebel rozgrywek było zdecydowanie trudniej, niż obecnie.

Za odbudowę piłki w powiatowym mieście wziął się Marek Dudek, który przygarnął futbolistów do unihokejowej Szarotki. Ta balansowała na krawędzi klasy A i B. Musiała się dzielić z unihokeistami, którzy byli wiodącą sekcją w klubie, sięgali z roku na rok po mistrzostwo Polski. Piłkarze na samym dnie byli kulą u nogi. We wrześniu 2009 roku znaleźli się ludzie, którzy postanowili odłączyć się i założyć nowy klub NKP Podhale na bazie ówczesnej Szarotki. W styczniu 2010 roku, do rundy wiosennej przystąpili już pod nowym szyldem. Pierwszym prezesem został Krzysztof Antos. Obowiązki zawodowe nie pozwoliły pełnić mu tej funkcji, ale nadal pozostał wiernym sympatykiem drużyny. Można go spotkać nie tylko na meczach rozgrywanych na własnym boisku, ale również w wyjazdowych spotkaniach. Po nim ster klubu przejął Grzegorz Wrona. W ubiegłym roku jego drużyna awansowała do klasy A, a po dwóch latach działalności znalazła się w okręgówce.

- Zdajemy sobie sprawę, że awans niesie za sobą ogrom obowiązków, ale jesteśmy na to przygotowani – twierdzi prezes Grzegorz Wrona. - To dla nas nie pierwszyzna, bo już nie raz organizowaliśmy imprezy rangi mistrzostw Polski, więc sobie poradzimy i z tym problemem. Gdzie będziemy grali? W planach jest przebudowa stadionu. Jeśli jesienią murawa nie będzie modernizowana, to pierwszą rundę będziemy chcieli zagrać u siebie, drugą na wyjazdach. Mam już przychylną opinię organu prowadzącego rozgrywki. Dużo wkładamy chęci i serca w pracę z dziećmi i młodzieżą. Naszym problemem jest obecnie kadra szkoleniowa, bo tak dużo mamy dzieciaków, każdego dnia przybywa 2-3 nowych chłopców. Chcemy, by w przyszłości tak jak o hokeistach mówiono, że jesteśmy kuźnią talentów. Może nie na skalę ogólnopolską, ale Małopolski.

Plusy

  • poprawa gry w defensywie. To była pieta Achillesowa, chociaż w pierwszych wiosennych spotkaniach można było mieć wiele zastrzeżeń do linii obronnych. Prezenty, prezenty, jak choćby w meczu z Huraganem, kosztowały utratę punktów lub nerwów, bo trzeba było gonić rywala.
  • świetny zmiennik w bramce. Tak się jakoś składa w historii tej drużyny, że zawsze w historycznym, kluczowym meczu dla losów klubu, „jedynka” była niedysponowana lub – jak w tym sezonie – musiała pauzować za kartki. Mowa o Krzysztofie Piwowarskim, który wytrzymał presje spotkania o najwyższą stawkę.
  • siła zespołu byli zmiennicy, pełnowartościowi, którzy w każdej chwili mogli zastąpić z powodzeniem kolegę. Nie było to osłabienie, a wręcz wzmocnienie, bo nie raz, nie dwa pojawienie się ich na boisku zmieniało obraz gry, doprowadzało do rozstrzygnięcia spotkania.
  • długa i równa ławka rezerwowych - trener miał do dyspozycji 37 zawodników. Rywalizacja o pierwszą „11” była duża, co widać było na treningach.
  • przygotowanie kondycyjne. Rywale do 60 – 70 minuty dotrzymywali kroku, potem mieszczanie już zdecydowanie dominowali na boisku i rozstrzygali losy potyczek.
  • młodość. Średnia wieku 23 lata, podczas, gdy w Szarotce wynosiła 29 lat. To zasługa trenera, który nie bał się stawiać na młodzież. Kilku juniorów potwierdziło, iż ma potencjał i są dobrze wyszkoleni technicznie. Juniorzy to poletko Michała Rubisia, z którego korzystał szkoleniowiec pierwszego zespołu.
  • trener – najbardziej charyzmatyczna osoba w drużynie. Doskonali się w sztuce trenerskiej. Cieszy się dużym zaufaniem zespołu.
  • wzmocnienie składu Wojciechem Żółtkiem i Sebastianem Gardoniem.

Minusy

  • zbyt częste kolizje z futbolowym prawem, karane żółto –czerwonymi kartkami. 1/3 złapanych kartek, to efekt dyskusji z arbitrami, protestami. Zawodnicy czasami zapominali, że grali dla zespołu i słownymi przepychankami z rywalami i sędziami, burzyli założenia taktyczne. Pierwszy bramkarz zespołu Kamil Rabiasz cztery „żółtka” zobaczył za dyskusję. Miał na koncie czerwień, ale za sytuację ratunkową. Przez to w najważniejszy mecz sezonu musiał obserwować z wysokości trybun.
  • brak koncentracji na początku i końcu meczów. Tracili przez to frajerskie bramki. W pierwszym kwadransie sześć razy rywal ich karcił, a w ostatnim – 9 razy.
  • osłabienie zespołu wyjazdami zagranicznymi i cała masa kar.

Postać zespołu – Łukasz Ślusarek
Siła ofensywna drużyny. „Kluska” przyłożył się do treningów w okresie przygotowań i od razu były tego efekty. Potrafił biegać przez 90 minut na pełnych obrotach z pożytkiem dla zespołu. W środku pola robił przewagę, w wielu momentach grał po profesorku. Strzelał kluczowe bramki, jego wolne siały popłoch w szeregach obronnych przeciwnika. Grał we wszystkich ważnych spotkaniach. Tylko w potyczkach o przysłowiową „pietruszkę" trener go oszczędzał. To jednak ambitny chłopak i czasem się denerwował siedząc na ławie, ale to przekładało się na jego następny występ. Sportowa złość powodowała, że grał jeszcze lepiej.

Objawienie – Patryk Wronka
Kopia Wacława Kuchara. Świetny w piłkę nożna, hokeja i unihokeja. W każdej z dyscyplin odnosi sukcesy, największe są jego udziałem w hokeju i unihokeju, gdzie co roku kompletuje mistrzowskie tytułu. Z unihokejową reprezentacją seniorów zakwalifikował się do mistrzostw świata. Solidny chłopak, którego nie trzeba batem pędzić do roboty. Mimo, iż tyle dyscyplin uprawia, znajduje czas na trening. Świetnie realizuje założenia taktyczne. Występuje w ataku, ale często można go zobaczyć pod własnym polem karnym, gdy pomaga kolegom w rozbijaniu akcji przeciwnika.

- Nietuzinkowy gracz, którego udziałem są niekonwencjonalne akcje – chwali go Krzysztof Leśniakiewicz. - Jak wykorzysta szansę, którą daje mu los, to – może powiem na wyrost – będziemy mieli reprezentanta Polski. Życzę mu tego z całego serca.

„Goldi” jest w kręgu zainteresowań FC Barcelona. Już raz był na testach w tym klubie i wpadł w oko skautom. W lipcu po raz drugi wybiera się do dumy Katalonii.


Lubań Tylmanowa
Miejsce II.
Bilans sezonu: 52 pkt.; 17 – 1 – 8 (bramki: 58-41).
Bilans własnego boiska: 11 – 0 – 2 (37-16).
Wyjazdowy bilans: 6-1-6 (21-25).

Gole zdobyte Przedział czasowy Gole stracone
58 Ogółem 32
9 1- 15 min. 4
10 16- 30 min. 3
11 31-45 min. 6
1 45 + (czas doliczony) 0
6 46 – 60 min. 12
8 61 – 75 min. 3
12 76 – 90 min. 3
1 90 + (czas doliczony) 1

Gole zdobyte głową: 5.
Gole z zdobyte bezpośrednio z rzutów wolnych: 2.
Karne podyktowane dla/wykorzystane:6/4.
Karne podyktowane przeciwko/wykorzystane: 5/3.
Żółte kartki: 52 (najwięcej: 6 – Łukasz Kozielec; 5 – Michał Noworolnik i Marcin Udziela)
Czerwone kartki: 0.
Snajperzy: 13 – Sylwester Kurnyta, 9 – Marcin Talarczyk, 8 – Mirosław Podgorski.
Najlepiej punktujący: 24 – Sylwester Kurnyta, 14 – Marcin Talarczyk.
Liczba piłkarzy grających: 27 (najwięcej spotkań rozegrali: 25 – Henryk Gołdyn, 24 – Kamil Kurnyta i Wojciech Noworolnik).
Najczęściej wchodzący z ławki: Mirosław Podgórski – 14 razy, Sebastian Krupa – 11.
Najczęściej zmieniani: Kamil Kurnyta – 15 razy, Michał Noworolnik – 11, Wojciech Noworolnik i Tadeusz Udziela – 10.

Komentarz: Tylmanowianie powinni sobie pluć w brodę, że nadal będą grali w klasie A. Po jesieni mieli sporą przewagę i byli głównym kandydatem do awansu. Odebrano im jednak dziewięć punktów przez niedopatrzenie i na samym końcu zabrakło „wisienki na torcie”, czyli mistrzostwa. Raz wpuścili zawodnika na boisko nie informując sędziego o zmianie, a w dwóch kolejnych spotkaniach wpuścili na murawę nieuprawnionego gracza, który powinien pauzować za kartki.

Prezentowali ciekawy futbol, na co wpływ miał trener Sebastian Krupa. Zresztą tylmanowanie zawsze słynęli z pięknej gry. Wpajał im ten system gry poprzedni długoletni szkoleniowiec, Marek Żołądź. Tylmanowianie byli zespołem poukładanym, grającym ofensywny i widowiskowy futbol. O Lubaniu mówi się, że to taka podhalańska Barcelona. Piłkarze potrafią bardzo długo utrzymywać się przy piłce, wymieniać mnóstwo podań. Piłkę mają w posiadaniu ponad 60% czasu gry. To się podobało kibicem. Lubań jest też wzorem dobrej pracy z młodzieżą. Przy boku zawodników, którzy z niejednego pieca chleb jedli, piłkarskiego rzemiosła uczą się młodzi i już stają się ważnymi punktami drużyny. Jeszcze pierwsze skrzypce grają rutyniarze – Sławek Kurnyta, zawodnik z czwartoligową przeszłością, czy też Tadeusz Udziela – reżyser gry, walczak w obronie i ataku. Przy ich boku wyrósł Kamil Kurnyta, Mirosław Podgórski, Marcin Talarczyk. To troi zdobyło w sumie 24 bramki. Podgórski już w ubiegłym sezonie pokazał, że ma strzelecki instynkt. Mało tego bardzo rzadko wystawiany był w podstawowej jedenastce. Wchodził z ławki, a potrafił zdobyć w meczu nawet dwie bramki. Jesienią rozegrał tylko trzy mecze w pełnym wymiarze czasowym. Z kolei Talarczyk rolę egzekutora przejął wiosną, zdobył dziewięć bramek. Lider posiadał dobry atak i obronę. Spore postępy poczynił w bramce Henryk Gołdyn. Bramkarz dotychczas był największą bolączką zespołu. Wydaje się, że tylmanowianie znaleźli właściwego człowieka. Dobrze gra na przedpolu. Złośliwcy twierdzą, że nie miał zbyt wiele pracy, ale to co miał pewnie łapał. Zrobił ogromny postęp i stał się pewnym punktem drużyny.

Plusy

  • młodość. Zespół co jakiś czas zasilają młodzi, zdolni piłkarz i stają się jokerami w tali trenera.
  • ofensywny styl gry. Lubań cały czas gra do przodu, naciska rywali, którzy najczęściej parkują autobus przed swoim polem karnym. W wielu przypadkach na niewiele to się zdało.
  • solidna obrona plus pewny bramkarz.
  • szeroki i wyrównany skład – trener miał komfort pracy, gdyż dysponował dziewiętnastką równorzędnych piłkarzy, którzy rywalizowali o miejsce w wyjściowym składzie.
  • trener – ustalał taktykę pod umiejętności zawodników, a nie odwrotnie.

Minusy

  • skuteczność – może to brzmi niewiarygodnie, ale przy takiej ofensywnej grze, kiedy jest się w posiadaniu piłki przez ponad 60 % czasu gry, to goli powinno być zdecydowanie więcej.
  • stałe fragmenty gry – to największy mankament zespołu. Bezpośrednio z rzutów wolnych tylmanowianie zdobyli zaledwie dwa gole. Nie potrafili się bronić przed stałymi fragmentami. Najwięcej goli stracili po wolnych lub dośrodkowaniach z rzutów rożnych.
  • zła zmiana zawodnika – nie zgłoszono jej sędziemu i WD uznał, że na placu gry był nieuprawniony zawodnik, odbierając trzy punkty walkowerem.
  • brak kontroli żółtych kartek spowodował, iż odebrano im sześć punktów. To był gwóźdź do trumny. Piłkarze walczyli, ale w końcówce zabrakło tych punktów.
  • kondycja – szczególnie w meczu kluczowym z Podhalem pozostawiała wiele do życzenia. Nowotarżanie w drugiej połowie wyglądali zdecydowanie świeżej, ich akcje były dynamiczne, a zespół Sebastiana Krupy gasł w oczach.

Postać zespołu – Sylwester Kurnyta
Lider zespołu, playmeker i łowca bramek, o którym zazdrośnicy mówią, że ma dużo szczęścia. On jednak szczęściu pomaga swoimi wysokimi umiejętnościami. Chociaż to szczęście opuściło go w drugiej części sezonu. Najpierw odjęto mu kilka bramek za walkowery, w tym hat tricka, a wiosną strzelecka potencja była ciut słabsza. Lepiej pod tym względem zaprezentował się jego młodszy kolega Marcin Talarczyk. Nie ulega jednak wątpliwości, że to gracz pełną gębą, o ogromnym doświadczeniu, który umie się ustawić, zasłonić i uwolnić od obrońcy, kończąc akcję precyzyjnym uderzeniem. Powinien dostawać większa liczbę podań. Wtedy na pewno będzie zdobywał więcej bramek, bo nie jest to piłkarz marnujący sytuacje. Zwykle wszystko, lub prawie wszystko, z czego może strzelić, wykorzystuje. To nie tylko egzekutor, ale również „asystent”. Z jego podań koledzy zdobyli 11 goli.

Objawienie – Marcin Talarczyk
Jesienią nie wystąpił w żadnym ze spotkań. Pojawił się nagle i zaskoczył rywali. Nie tylko. Wcześniej zaliczył krótki epizod w trzecioligowym Lubania Maniowy. Smukła sylwetka, dobry strat do piłki i snajperskie umiejętności. Zdobył 9 goli w jednej rundzie, to dorobek naprawdę imponujący jak na debiutanta.


Granit Czarna Góra
Miejsce III.
Bilans sezonu: 49 pkt.; 15 – 4 – 7 (52-32).
Bilans własnego boiska: 10-1-2 (31-13).
Wyjazdowy bilans: 5-3-5 (21-19).

Gole zdobyte Przedział czasowy Gole stracone
52 Ogółem 29
7 1- 15 min. 1
1 16- 30 min. 7
12 31-45 min. 7
0 45 + (czas doliczony) 0
14 46 – 60 min. 3
8 61 – 75 min. 3
9 76 – 90 min. 7
1 90 + (czas doliczony) 1

Gole zdobyte głową: 1.
Gole z zdobyte bezpośrednio z rzutów wolnych: 4.
Karne podyktowane dla /wykorzystane: 6/3.
Karne podyktowane przeciw/wykorzystane: 0/0.
Żółte kartki: 56 (najwięcej: 11 – Andrzej Gogola, 7 – Andrzej Pawlica).
Czerwone kartki: 3 (Paweł Czajkowski, Janusz Hełdak, Piotr Sarna).
Snajperzy: 7 – Janusz Sarna i Marcin Sarna.
Najlepiej punktujący: 15 – Janusz Sarna, 11 – Krzysztof Sarna.
Liczba piłkarzy grających: 22 (najwięcej spotkań rozegrali: 26 – Piotr Gogola i Marcin Sarna, Andrzej Pawlica).
Najczęściej wchodzący z ławki: Kamil Kiernoziak – 9 razy, Tadeusz Lichacz – 8.
Najczęściej zmieniani: Tadeusz Lichacz – 8 razy, Szymon Twardosz – 7.

Komentarz: Beniaminek z Czarnej Góry do samego końca walczył o premie. Już jesienią pokazał lwi pazur. Można rzec, że był postrachem ligi. Ci, którzy przed startem ligi przeprowadzali, iż będzie to czarny koń sezonu, dzisiaj mogą być dumni. Ten „koń” ich nie zwiódł. Wielu jednak te zapowiedzi przyjmowało z przymrużeniem oka. Wiosną „czarny koń” nie był już dla rywali ”nieznajomy”. Poznali jego mocne i słabe strony, ale wtedy zaskoczył wszystkich przygotowaniem fizycznym. Po raz pierwszy zespół ładował akumulatory zimą. To sprawiało, iż czarnogórzanie w końcówkach meczów zapędzali w kozi róg swoich przeciwników. Nawet w meczach, które przegrywali, to w ostatnich minutach wychodzili z potyczek z twarzą. Nawet jak ich złapał kryzys formy, to potrafili wyjść bez szwanku i stanąć na najniższym stopniu podium. W drużynie rządziły i dzieliły klany Sarnów, Lichaczów i Gogoli. Silnym punktem był bramkarz, Piotr Gogola, który nieraz swoimi interwencjami przyprawiał o ból głowy napastników. Konglomerat młodości i rutyny nie dał się wystraszyć, co więcej, po pierwszych sukcesach wytrzymał presję i grał „swoje”. Beniaminek miał wyrównany skład. Świetna gra w obronie, o czym świadczy ilość straconych goli. Prym w tej formacji wiedli zawodnicy doświadczeni, Paweł Czajkowski, Janusz Hełdak (jesienią; po niej zakończył karierę) i Andrzej Pawlica. Gdy pierwsi dwaj pauzowali za kartki godnie zastąpili ich Piotr Sarna i Krzysztof Sarna.

Plusy

  • kilku liderów - Janusz Sarna, Andrzej Gogola, Krzysztof Sarna - w zależności od dyspozycji dnia.
  • solidna defensywa i pomoc.
  • kolektywna gra - wiele akcji Granitu było godne kamery filmowej. * atakowanie dużą liczbą zawodników i bramkostrzelni obrońcy.
  • wszechstronność zawodników; zmiany pozycji nie były z uszczerbkiem dla zespołu. Nawet wyjazd trzech podstawowych zawodników - Szymon Twardosz, Szymon Kiernoziak i Józef Milon - do pracy poza granice kraju, nie wpłynęła na nerwowe ruchy. Znaleziono godnych następców. Pomogli rutyniarze – Tadeusz Lichacz, czy też Mariusz Maryniarczyk, który po sześciu lat

Komentarze







reklama