16.04.2009 | Czytano: 2152

Pysz „dzieci” nie zatrudniał...

W toruńskich mistrzostwach świata uczestniczy pięciu graczy nowotarskiego chowu. Dla Tomasza Malasińskiego i Krystiana Dziubińskiego to pierwszy światowy czempionat. „Malaś” już w pierwszym występie trafił do protokołu strzelców.

– Udało się. Po prostu byłem w odpowiednim miejscu i czasie – mówi Tomasz Malasiński. – Cieszę się, że miałem udany debiut, bo nie ukrywam, że przed pierwszym gwizdkiem był lekki stres. Z każdą zmiana było jednak coraz lepiej.

Najmłodszym zawodnikiem polskiej reprezentacji jest środkowy nowotarskiego Podhala, Krystian Dziubiński. Bez wątpienia odkrycie minionego sezonu. Przebojem wdarł się do drużyny Podhala, a potem do reprezentacji kraju.

– Powołanie do drużyny narodowej było dla mnie wielkim zaskoczeniem, ale bardzo miłym – mówi. – Wielkiego stresu nie miałem. Gorzej było na Białorusi. Tam serce mocniej mi biło.

Przed sezonem o Dziubińskim nikt nie słyszał. Grał w Ameryce, a gdy chciał wrócić do macierzystego klubu, on i Dariusz Gruszka, usłyszeli od ówczesnego trenera Wiktora Pysza, że dzieci nie zatrudnia. Odważniejszy był Milan Jančuška, bo postawił na młokosów i dorzucił im Tomka Malasińskiego. Inna rzecz, że sytuacja go do tego zmusiła. Dzisiaj na pewno tego kroku nie żałuje. Atak „dzieci” ciągnął mu grę, a w decydującej fazie mistrzostw play off okazał się najlepszy w zespole. Tymczasem przed play off mówiono, że wysoka stawka spęta im nogi. Okazało się, że dotknęło to tylko doświadczonych graczy.

– Darek i Krystian debiutowali w PLH i nikt nie wiedział na co ich stać – twierdzi „Malaś”. – Pokazaliśmy jednak młodzieńczą fantazję i że jesteśmy walczakami. Żaden krążek nie był dla nas stracony. W każdym meczu zostawialiśmy serce na lodzie. Ze skutecznością też nie było najgorzej. W play off nie mieliśmy nic do stracenia.


Krystian Dziubiński, Krzysztof Zborowski, Tomasz Malasiński i Krzysztof Zapała. Klęczy Marcin Kolusz

– Ciszę się, że nasza trójka wniosła spory wkład w mistrzostwo sezonu regularnego i brązowy medal mistrzostw Polski. Liczę, że przyszły sezon będzie jeszcze lepszy – dodaje Krystian Dziubiński.

W drużynie narodowej nie grają razem. Malasiński ma za partnerów Macieja Urbanowicza i Sebastiana Kowalówkę. – Z chłopakami znam się z SMS. Graliśmy w jednym ataku w młodzieżowych kadrach. W drużynie trener powierza nam określone zadania. Mamy grać na zero z tyłu. Na razie ta sztuka nam się udaje – śmieje się „Malaś”.

Dziubiński z kolei tworzy trójkę ofensywną z Mateuszem Danielukiem i Mariuszem Jakubikiem. – Dbamy, by krążek był daleko od naszej bramki, głównie w tercji przeciwnika. Najlepiej jak wywalczymy bulik w jego tercji, by pozostałe formacje mogły zrealizować swoje zadania – wyjaśnia Dziubiński rolę swojego ataku.

Obaj mają jeszcze rok ważne kontrakty, ale... – Wszystko zależy od porozumienia Wojasa z MMKS. Mam nadzieję, że – jak co roku – dojdzie do niego – mówi Dziubiński. – W kontrakcie mam też klauzulę, że mogę odejść do zagranicznego klubu. Na razie jednak nie mam żadnych propozycji. Chyba, że po mistrzostwach ktoś się odezwie.

Andrzej Godny i Stefan Leśniowski, Toruń.

Komentarze





reklama