- Trudno broni się złota, ale ostatnie ruchy rywala nas jeszcze bardziej zmobilizowały i zdeterminowały. Bardziej gryźliśmy parkiet - powiedział kapitan Górali, Piotr Kostela.
Szwed w boksie Szarotki
Szwedzki trener, Patric Johansson był bardzo aktywny w boksie. Bez przerwy coś rysował na tablicy, instruował graczy. Pozmieniał formacje i próbował wymóc na zawodnikach, by częściej strzelali, a mniej grali po obwodzie piłeczką. Wydaje się, że zbyt późno pojawił się w drużynie 11-krotnego mistrza kraju.
– To było taktyczne pociągnięcie – twierdzi prezes Szarotki, Witold Tomalak. – Miało zadziałaś na psychikę rywala. Chłopcy cały sezon ciężko pracowali, ale nie udało się. Triumfowała młodość Górali. U nas zawodnicy mają już swoje latka, a zaplecze dopiero się buduje. Chcemy zatrudnić trenera dla juniorów, by zaplecze się rozwijało. By młodzi dorównali Góralom.

Messi Górali
Górale już wcześniej zadbali o narybek. Juniorzy dwa razy z rzędu sięgnęli po mistrzostwo Polski. Trzeba przyznać, że ich szperacze wybrali wspaniały materiał. Patryk Wronka, to taki piłkarski Leo Messi. Mimo młodego wieku, 17 lat, stał się liderem zespołu. Nigdy nie widziałem kogoś takiego, jak on. Po nim można spodziewać się wszystkiego. On nie stara się strzelać, ale przede wszystkie dogrywać piłeczki kolegom. A robi to wspaniale, bo głowę ma zawsze w górze. Jeszcze piłeczka do niego dotrze, a on już wie gdzie ją podać. Z pierwszego „frunie” ażurowy przedmiot dokładnie w to miejsce gdzie są partnerzy. Trudno przewidzieć jego genialne podania. Jest po prostu nieprzewidywalny. – Szkoda, że nie miał plastra – wzdychał sponsor Szarotki, Łukasz Worwa. Nie wiem czy dałoby to coś. Ten „gość” jest niesamowity. Piłeczka, nawet najtrudniejsza, nie odskoczy mu od kija. Porusza się po parkiecie niczym kot, z lekkością, szybko, zwinnie. Jest trudny do uchwycenia. Można go zatrzymać tylko faulem. To z jego mistrzowskich podań padły dwie pierwsze bramki. Jak tylko był w posiadaniu piłeczki, to rywal musiał mieć się na baczności. A ile jeszcze razy partnerzy nie wykorzystali jego świetnych dograń. – Zrobiłem swoje – jak zawsze skromnie skwitował swój występ i pozował do zdjęcia z zawodniczką…Szarotki, która również może pochwalić się mistrzostwem Polski.

Wielki mecz Polaczyka
Nie można zapomnieć o wielkim meczu kolejnego juniora Dawida Polaczka. Zdobył dwa gole, ale w jakże ważnych momentach, gdy rywal łapał kontakt. Ba na początku trzeciej tercji Szarotka doprowadziła do wyrównania i wróciła do gry. Wtedy razem z kolegą z juniorów T. Brzana przeprowadzili akcję, która przyniosła piąte trafienie.
- Praktycznie cały sezon leczyłem kontuzję – mówi Dawid Polaczek. – Cieszę się, że dostałem szanse gry, że Piotr Kostela we mnie wierzył. Mam nadzieję, że go nie zawiodłem. Mecz był trudny, bo Szarotka była bardzo zdeterminowana, ale to myśmy w przekroju całego meczu byli zespołem lepszym. Prowadziliśmy grę. Były momenty, że przeciwnik zagrażał naszej bramce, ale wtedy na wysokości zadania stanął nasz bramkarza, Pawlik.

Nikt nie czytał książki
Po piątej bramce wielokrotni mistrzowie próbowali się odgryźć, ale bezskutecznie. Ba, w 56 minucie mogli stracić gola, gdyby Barszczewski wykorzystał rzut karny. Ale co się dowlecze… 97 sekund przed końcem Szarotka wycofała bramkarza, ale ten szybko musiał wrócić między słupki, bo Kostela pędził sam na jego bramkę. Nie powstrzymał kapitana Górali, który 4 sekundy przed końcową syreną „dobił” rywala trafieniem do pustej bramki. Po tym trafieniu Górale odtańczyli taniec radości. Polał się szampan, góralski kapelusz zaczął wędrować z głowy na głowę.
Jeśli można czegoś żałować, to tego, że więcej najlepsi unihokejowi aktorzy nie wyjdą już w tym sezonie na scenę. A grali swoje role po mistrzowsku. To był unihokej z najwyższym znakiem jakości. Jakie akcje, jakie gole – palce lizać! Piłeczka przy pierwszym golu wędrowała jak po sznureczku, od kija do kija aż nie zatrzepotała w siatce. A gol Lubedry w okienko? A dogranie Wronki do Kosteli czy Podrazy? Można byłoby się tak w nieskończoność delektować. Niech żałują ci, którzy nie wybrali się do hali na Niwie. Nadkomplet widzów podziwiał wspaniale widowisko. Nikt się nie nudził. Nikt nie czytał książki, a wcześniej się to zdarzało.

Czekali 10 lat
- Nareszcie mistrz i wicemistrz Polski może się pochwalić salą z prawdziwego zdarzenia – mówi prezes Górali, Tomasz Rusnak. – Ponad dziesięć lat tułaliśmy się po obcych halach. Możemy przyjmować gości w dobrych warunkach sanitarnych i w pełnowymiarowej hali, na świetnej nawierzchni. Mieliśmy unihokejowe święto, bo też telewizja internetowa transmitowała spotkanie. Być może ona sprawiła, iż pierwsze minuty były bardzo nerwowe.

Masz piłkę, to graj!
Do poziomu widowiska dostroili się arbitrzy, zresztą nasza eksportowa para - Aleksander Bieńkowski, Marek Chomnicki. Jak to zwykle bywa zawodnicy próbowali wywierać na nich presję, ale ze spokojem i dowcipnie łagodzili napięcia. – Nie gramy w żadne „ej” – przypominał zawodnikom Marek Chomnicki, gdy chcieli wymusić, by odgwizdał faul. – Co robisz? Co robisz? Widzę cię – to druga wstawka tego samego arbitra. Aleksander Bieńkowski nie chciał być gorszy i w pewnym momencie krzyknął: - Masz piłkę, to graj!.

Zawodnicy w różny sposób próbowali się mobilizować. Nie mogą tyle nas atakować – wrzasnął Bartek Gotkiewicz. – Dość tej szarpaniny – padło z drugiej ławki, z ust Artura Kasperka. – Wysoko, wysoko atakować – zachęcał swoich podopiecznych Patric Johansson. – Musimy chcieć wygrać, bo na razie tego nie widać – Artur Kasperek, w drugiej tercji.

- Zagraliśmy świetnie – twierdzi Piotr Kostela. – Naszym atutem była długa ławka. Bardzo dobrze zaczęliśmy i kontrolowaliśmy grę. Szarotka niczym nas nie zaskoczyła. Myśleliśmy, że z szwedzkim trenerem będą grać coś „świeżego”. Jedynie więcej strzelali, ale myśmy świetnie bronili i kontratakowali. Dobrym pociągnięciem była zmiana ustawień formacji. Polaczek, który był kontuzjowany przez większą część sezonu zdobył dwa gole. Świetną zmianę dał T. Brzana. Szarotka miała coś specjalnego przygotować na naszą piątkę, a wrzuciliśmy jej pięć goli. Trzeba ją podziwiać za walkę. To klasowy zespół, ale to my okazaliśmy się najlepsi.

- Daliśmy z siebie wszystko, ale się nie udało –powiedział przygnębiony kapitan Szarotki, Lesław Ossowski, który ma na swoim koncie 11 tytułów. – Dostaliśmy bramki z kontr. Oddawaliśmy dużo strzałów, ale nie mieliśmy parcia na bramkę. Trener zwracał nam uwagę, że za długo gramy po obwodzie, za mało jest wejść do środka, mało strzałów. Gdy tylko decydowaliśmy się na strzały, to padały bramki, nawet przypadkowe. Tak trzeba było grać cały mecz, a nie tylko momentami. Pozostaje pogratulować przeciwnikowi mistrzostwa i dalej pracować. Taki jest sport, że nie zawsze się wygrywa. Drugi raz z rzędu przegraliśmy, ale się nie poddajemy.

Zapowiadają się zmiany
- To mój ostatni występ – powiedział Wojciech Batkiewicz, bramkarz Szarotki. Kto wie, czy tylko on zakończy karierę. – Już w zeszłym sezonie kilku zawodników zapowiadało rozbrat z unihokejem – mówi prezes Szarotki, Witold Tomalak. – Może tak się stać, że kilku graczy odejdzie, ze względu na zmęczenie materiału.

Czy zostanie Patric Johansson? A może poprowadzi Szarotkę Czech, o którym dość głośno się mówiło jeszcze przed finałami? – Rozważamy możliwość zatrudnienia trenera, który profesjonalnie prowadziłby zajęcia do początku do końca sezonu. Decyzja zapadnie za 2-3 miesiące – odparł prezes Szarotki.
Jak padały gole?
0:1 – zabójcza kontra w trójkącie Podraza – Wronka – Gotkiewicz. Wymiana piłeczki z szybkością karabinu maszynowego.
0:2 – znowu Wronka w roli głównej. Mimo, iż trzech przeciwników stało na drodze piłeczki, kapitalnie z narożnika podął ją do Kosteli.
1:2 – strzał z nabiegu Chlebdy i piłeczka majestatycznie wtoczyła się do bramki.
1:3 – Polaczek poszedł na przebój. Batkiewicz nie potrafił go zatrzymać.
2:3 – uderzał za połowy boiska Kasperek, a Bocheński tylko ruszył kijem przed nosem bramkarzowi, zmieniając lot piłeczki.
2:4 – mocna odpowiedź grających w przewadze Górali. Podraza z zakrystii – jak mawiają zawodnicy – wpakował piłeczkę do siatki. Kasperek i Batkiewicz zagapili się.
3:4 – kapitalna kontra. Szybka wymiana i Luberda w pełnym biegu pakuje piłkę w okienko.
4:4 – Ossowski „robił” za ścianę przed bramkarzem, od której odbiła się piłeczka. Dopadł ją Bocheński i za moment utonął w objęciach kolegów.
4:5 - juniorzy rozklepali defensywę wielokrotnego mistrza. Batkiewicz odbił piłeczkę, ale przy dobitce Polaczyka był już bezradny.
4:6 – Kostela wykorzystuje sytuację sam na sam. Kładzie bramkarza na parkiecie, który szybko wrócił do bramki (byl z niej wycofany) i obok niego lokuje piłkę w siatce.
4:7 – Szarotka gra bez bramkarza i została skarcona przez Kostelę.

Worwa Szarotka Nowy Targ – Madex Górale Nowy Targ 4:7 (0:1, 3:3, 1:3)
0:1 Gotkiewicz (Wronka) 6:54,
0:2 Kostela (Wronka) 20:54,
1:2 Chlebda (P. Ligas) 24:39,
1:3 Polaczek (Mirek) 26:15,
2:3 Bocheński (Kasperek) 31:57,
2:4 Podraza 31:49 w przewadze,
3:4 Luberda (Chlebda) 36:06,
4:4 Bocheński (Ossowski) 42:20,
4:5 Polaczek (T. Brzana) 53:43,
4:6 Kostela (Mirek) 59:04,
4:7 Kostela (Podraza) 59:56 do pustej.
Sędziowali: Aleksander Bieńkowski, Marek Chomnicki.
Worwa Szarotka: Batkiewicz; Wojtak – Kasperek, P. Ligas – Lech, Ryś; Luberda – Augustyn – Ossowski, Kulesza – Chlebda – Bocheński oraz Hajnos i Półtorak. Trener Patric Johansson.

Madex Górale: Pawlik; Gotkiewicz – Subik, Barszczewski – Mirek, Cholewa – Turwoń; Kostela – Wronka – Podraza, Żuk – Polaczek – Bełtowski, Firek – Sąder – Siaśkiewicz oraz T. Brzana, Widurski.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski










