22.04.2012 | Czytano: 1997

Windą w dół(+zdjęcia)

Unihokeistki MMKS Podhale Nowy Targ zakończyły sezon bez medalu w ekstraklasie kobiet. Nie powtórzyły sukcesu z ubiegłego roku. To spory zawód, bo przecież liczyły na coś więcej. Podobnie kibice. Inni jednak robią postępy, a one przypominają windę zjeżdżająca w dół. Co roku o jedno piętro niżej. Przed dwoma laty grały w finale ligi, teraz uplasowały się na najbardziej nielubianej pozycji przez sportowców, czwartej.

Porażkę w Zielonce tłumaczyły góralki nieprzychylnym sędziowaniem. Teraz nie mogą narzekać na „sprawiedliwych”, bo eksportowy duet gwizdał znakomicie. Trzeba samemu uderzyć się w piersi i przyznać, iż są winne, iż medal przeszedł im koło nosa. Gdy inni pracują i pną się w górę, one, jak pokazują wyniki, pikują w dół.

- Jeśli zajęło się czwarte miejsce, to praca nie jest najlepsza – przyznaje trener Podhala, Jacek Michalski. – Może ta porażka uzmysłowi dziewczynom, że medal nikomu nie należy się z urzędu, ale trzeba go wywalczyć ciężką pracą na treningach. Jeden trening, jeden mecz to za mało. Trzeba pracować cały rok, by zbierać owoce. Powielamy ciągle te same błędy, nie potrafimy wykorzystywać doskonałych sytuacji podbramkowych, gramy chaotycznie, a do tego dzisiaj były dziewczyny przestraszone. Nie da się grać w sposób nieprzemyślany. Drużyny pracują, robią postępy i są tego efekty, my stoimy w miejscu.

Postępy zrobiły unihokeistki z Zielonki, o których trzy lata temu nikt nie słyszał. Teraz sięgnęły po historyczny sukces, brązowy medal. To niespodzianka sporego kalibru, co zresztą sami zainteresowani potwierdzają.

- Nie spodziewałem się, że taki sukces jest możliwy w tak krótkim czasie – mówi uszczęśliwiony trener Dzikich Gęsi, Krzysztof Kulczycki. – To niewiarygodny sukces. Zakładałem, że w pierwszych trzech latach nie ugryziemy zespołów z czołówki. A tymczasem taka niespodzianka. Wystarczyły dwa lata. To nie tylko sukces w aspekcie sportowym, ale także organizacyjnym. Pamiętam jak jeździłem po Zielonce i namawiałem dziewczyny do drużyny. Wiele zawodniczek nie potrafiło trzymać kija w ręce. Uczyło się tej gry od podstaw. Udało się jednak stworzyć rozumiejący kolektyw, waleczny i pracowity. Pamiętam jak prosiłem sponsorów, by zakupili nam sprzęt bramkarski. Mieliśmy tylko gołe ręce do pracy i ogromny zapał. Gdybym był kibicem, to dzisiejszy mecz był brzydki. Nie chciałbym go oglądać, ale w tym przypadku nie najważniejsze było piękno gry, ale końcowy sukces. Fatalnie zagraliśmy drugą tercję. Przestraszyłem się, że brązowy medal nam ucieknie. W trzeciej tercji zmieniłem ustawienia. Zwycięstwo wybiegało w tej części gry siedem dziewcząt.

Pierwsze 40 minut przepełnione było błędami. Nastroje dziewczyn falowały. Przyjezdne prowadziły 3:1, by potem przegrywać 4:6, przy czym dwie bramki straciły po samobójczych strzałach. Ostatnie 20 minut było porywające w ich wykonaniu. Zepchnęły gospodynie do głębokiej defensywy. Strzelały z każdej pozycji. Guzik świetnie broniła, ale i ona w pewnym momencie musiała skapitulować.

Nie tylko Dzikie Gęsi zrobiły ogromne postępy, ale również drugi nowotarski zespół, Szarotka. Zadebiutowała w ekstraklasie i to juniorskim składem, który dwa razy z rzędu sięgnął po mistrzowską koronę. Nowotarżanki zajęły piąte miejsce. Dwóch spotkań potrzebowały, by ograć Multi Killer`s Kraków.

- Przystąpiliśmy do meczu mocno skoncentrowane, bo nie chcieliśmy drugi raz jechać do Krakowa – mówi Ryszard Kaczmarczyk, który przejął ster trenerski od Lesława Ossowskiego, bo ten koncentrował się na grze w finale męskim. – Piąte miejsce bardzo nas cieszy. W Krakowie graliśmy na małej hali. Zawodniczki blisko siebie grają, z każdego miejsca można zdobyć gola. Kto dysponuje mocnym strzałem, ten wygrywa. Mecz był dość ciekawy, bo gole padały jak z rogu obfitości. Nikt nikgo nie mógł przełamać. Gospodynie szybko po naszym prowadzeniu odpowiedziały trzema trafieniami i wydawało się, że mecz będzie toczył się pod ich dyktando. Tymczasem w odstępie 90 sekund zdobyliśmy trzy gole i schodziliśmy na przerwę z jednobramkową przewagą. W kolejnych odsłonach na gol odpowiadano golem. Jak krakowianki nas dochodziły, to my szybko im uciekaliśmy. Prowadziliśmy 6:4 i 8:6. Końcówka była dramatyczna. Bardzo dobrze naszej bramki strzegła M. Zapała. Wszystko zaś siedziało Kubowicz i Chowaniec, które zdobyły piękne bramki.

Mecz o brązowy medal
MMKS Podhale Nowy Targ - Dzikie Gęsi 6:8 (1:3, 5:2, 0:3)
1:0 Grynia (Mamak) 2:54,
1:1 Pazio 10.32,
1:2 Pazio (Chełstwoska) 19:09,
1:3 Zielenkiewicz (Rogala) 19:21,
2:3 Piekarczyk 28:49,
3:3 E. Bryniarska 29:00,
3:4 Zielenkieicz (Chełstowska) 29:24,
4:4 Timek (Grynia) 31:52,
5:4 samobójcza 32:39,
6:4 samobójcza 35:36,
6:5 Zielenkiewicz ( Pazio) 36:30,
6:6 Grzelak 52:38,
6:7 Pazio (Chełstowska) 54:47,
6:8 Chełstowska 55:01.

MMKS Podhale: Guzik; Grynia – Lech, M. Bryniarska – Dębska; ER. Bryniarska – Fuła – Siuta, Timek – Florczyk – Podlipni, Skiba – Piekarczyk – Mamak: Trenerzy: Arkadiusz Pysz i Jacek Michalski.
Dzikie Gęsi: Wilczyńska, Grzelak, Fotek, Marczu, Pazio, Chełstowska, Zielenkiewicz, Miczel, Rogala, Adamska, Raszyńska, Powojska, Gruczek. Trener: Krzysztof Kulczycki.


Mecz o V miejsce
Multi Killer`s Kraków – Worwa Szarotka Nowy Targ 7:8 (3:4, 3:3, 1:1)
Bramki dla Szarotki: Chowaniec 4, Kubowicz 3, E. Burdyn.

Worwa Szarotka: M. Zapała; Leśniak – Chlebda, R. Zapała; Chowaniec – Kubowicz – E. Burdyn, Kaczmarczyk – Bujak – Aleksandra Burdyn, Dziubińska, Rokicka. Trener Ryszard Kaczmarczyk.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze







reklama