Na pewno magnesem przyciągającym była osoba aktualnego reprezentanta kraju, Piotra Kosteli. To on przejął szkoleniowy ster od Bartka Gotkiewicza, który w ubiegłym roku świętował pierwszy mistrzowski tytuł z juniorami. Ważne jest, że działania przynoszą wymierne efekty. W minioną niedzielę juniorzy po raz drugi z rzędu sięgnęli po mistrzostwo kraju. Dodajmy w imponującym stylu. Turnieje półfinałowe i finałowe pokonali w tempie najszybszego pociągu świata. Inni nie zozstali daleko tyle.

Przewyższali swoich rówieśników w każdym elemencie unihokejowego rzemiosła. Rywale, jeśli chcieli ich uszczypnąć, bo na więcej nie pozwolili, to tylko w chwilach rozkojarzenia. Jeśli można byłoby się do czegoś przyczepić, to jedynie do braku koncentracji i związanych z tym przestojów i niefrasobliwości podczas wysokiego prowadzenia. Wtedy seryjnie tracili bramki i rywal ratował twarz.
Obrońcy tytułu przez niedopatrzenie organizacyjne zmuszeni byli w turnieju barażowym bić się o przepustkę do półfinału mistrzostw Polski. Droga do złota nie była trudna. Tylko dlatego, że mieli w zespole gracza, którzy potrafi zrobić różnice. Patryk Wronka, to bez wątpienia mózg drużyny. Pozostali równali do niego i stąd powstał rozumiejący się i skuteczny kolektyw.

- Początek rozgrywek był bardzo nierówny – mówi twórca sukcesu Piotr Kostela. - Przeplataliśmy dobre spotkania, z meczami, w których nic nam nie wychodziło. Myślę na taki stan rzeczy składała się formuła rozgrywania rundy zasadniczej, gdzie grania było po prostu niewiele. Do naszego zespołu dołączyło sporo nowych zawodników i gołym okiem było widać brak ogrania w rozgrywkach. Do tego doszły problemy organizacyjne. Mimo zwycięstw na boisku i wygrania grupy, otrzymaliśmy walkowery, przez które musieliśmy w barażach przebijać się do turniejów głównych. Od tego momentu jednak nasza forma szła w górę. Podczas turnieju o półfinał pokonywaliśmy rywali w rozmiarach dwucyfrowych i w obronie radziliśmy sobie przyzwoicie. W Zielonce grupa półfinałowa była niezwykle mocna, lecz wspaniale sobie poradziliśmy. W każdym spotkaniu kontrolowaliśmy przebieg wydarzeń na boisku, mądrzej grając piłeczką, bez nieodpowiedzialnych zagrań w obronie. To był klucz do finału. W walce o złoto byliśmy faworytem, widać było znaczną różnicę w grze w porównaniu z początkiem sezonu. Jedynie, czego się obawiałem, to zlekceważenia rywali. Do tego nie doszło i po ostatnim meczu mogliśmy szaleć z radości. Ważnym czynnikiem była szeroka kadra. Spotkania mogliśmy zaczynać na trzy ataki. W każdym spotkaniu następował moment, kiedy seriami zdobywaliśmy gole. Cieszy fakt, iż liderzy zespołu, zawsze w ważnych momentach brali ciężar gry na siebie. Pchali zespół do zwycięstwa. Chciałbym podziękować chłopakom za zaangażowanie podczas całego sezonu. Liczę, że w przyszłym będziemy również walczyć o najwyższe trofeum. Z drużyny odejdzie tylko trzech zawodników, którzy nie będą się mieścić rocznikowo. Zapraszam wszystkich tych, którzy kończą w tym roku gimnazjum i chcieliby kontynuować swoją grę i treningi w unihokeja w drużynie mistrza Polski KS Madex Górale.

Trener Piotr Kostela tak ocenia złotych medalistów:
Patryk Brzana– nasz jedyny bramkarz w zespole. W najważniejszych momentach pomagał nam kapitalnymi interwencjami. Procentuje doświadczenie wyniesione z występów w ekstraklasie. Dobry refleks i szybkość. Musi popracować nad obroną strzałów z zawijasa. Wykazał się charakterem broniąc świetnie w finale, mimo kontuzji kostki.
Karol Subik – nasza największa podpora w defensywie, świetnie czyta grę przeciwnika, przewiduje, co się wydarzy na boisku. Zanotował bardzo dużo przechwytów. Poprawił strzał, lecz nadal ma rezerwy w ataku. Sprawdził się, jako kapitan i lider w defensywie.
Michał Garb (obrońca) – obdarzony świetnymi warunkami fizycznymi, posiadający jeden z najlepszych strzałów z zawijasa. Niestety cześć sezonu nie trenował i było widać brak ogrania. Mimo doświadczenia nie potrafił do końca wykorzystać swoich dużych umiejętności. Jeśli będzie systematycznie trenował, to będzie ważną postacią w seniorskiej drużynie. Zakończył wiek juniora, podobnie jak Subik
Mateusz Turwoń– pierwszy sezon w Góralach i trochę z przymusu grał w obronie, ale świetnie sobie radził. Zmysł do grania i technika, sprawiają, że może być graczem wielofunkcyjnym. Gra już w seniorach. Jedno z odkryć sezonu. Ma spore rezerwy w grze kombinacyjnej.
Marcin Dzioboń (obrońca) – niesamowicie waleczny zawodnik. Nie ma dla niego straconych piłek. Zawsze gra dla zespołu. Ma jednak pewne braki techniczne. Czasem brakuje mu spokoju w rozgrywaniu piłki, ale wydaje się, że wraz z większym ograniem, będzie likwidował mankamenty.
Patryk Wronka (napastnik) – niezwykle utalentowany gracz. Zadebiutował już w drużynie narodowej seniorów. Lider zespołu. W każdym meczu zostawiał serce na parkiecie. Świetnie obsługiwał kolegów podaniami. Daje drużynie mnóstwo pozytywnej energii. Czasem jednak zapomina, że do wygrywania potrzebne są bramki. Nie można grać tylko podaniami.
Damian Krugiełka (napastnik) – typowy egzekutor. Obdarzony mocnym strzałem, ale często niecelnym. Potrafi znaleźć się pod bramką i wykańczać sytuacje. Musi zastanowić się nad podejściem do gry, bo czasami pozostawia ono wiele do życzenia. Ma papiery na solidnego grajka.
Przemysław Michalski (napastnik) – silny fizycznie, odnajduje się w grze kombinacyjnej. Ma braki taktyczne i zbyt często fauluje, bo więcej czasu poświęca innej dyscyplinie sportu.
Oskar Tynus (napastnik) – dołączył do nas na początku sezonu, po rocznej przerwie. To było widać w jego grze. Z każdym meczem się rozkręcał, grał coraz lepiej. Posiada dobry strzał i jest niezwykle skuteczny - to jego największa zaleta. Czasami jest zbyt przewidywalny i musi być bardziej kreatywny.
Dawid Polaczek (napastnik) – kontuzja wykluczyła go na większą cześć sezonu, jednak w najważniejszych momentach był z drużyną i jego doświadczenie bardzo nam pomagało. Dysponuje świetnymi warunkami fizycznymi oraz dobrą techniką. By robić postępy musi solidnie trenować.
Michał Fryźlewicz (napastnik) – strzelec, który wyspecjalizował się w uderzeniach z zawijasa. Umie stwarzać sobie okazje bramkowe. Solidny zawodnik, nie boi się gry bark w bark, pewny punkt drużyny. Zdarza się czasami, że brakuje mu spokoju w grze, lecz jeżeli nadal będzie tak pracował, to jego umiejętności pójdą w górę.
Łukasz Widurski (napastnik) – zawodnik, który bardzo dobrze rozumie taktykę. Zdarzało się, że grał na rożnych pozycjach i nigdy mnie nie zawiódł. Niesamowicie ambitny i grający dla zespołu, to był jego pierwszy sezon. Zrobił niesamowity postęp. W przyszłym sezonie będzie naszą ważną postacią. Nadal musi pracować nad techniką i grą ofensywną.
Łukasz Bryniarski (napastnik) – posiada całkiem przyzwoitą technikę kija. Umie znaleźć się w grze ofensywnej. Ma jednak słabe warunki fizyczne i słabiej sobie radzi w obronie. Musi pracować nad motoryką.
Błażej Kapica (napastnik) – najpóźniej do nas dołączył. Ma dobry przegląd sytuacji, umiejętnie podejmuje decyzje. Dobrze przygotowany motorycznie oraz niezwykle waleczny. Słabsza technika i strzał. Posiada spore rezerwy.
Witold Wojsławski i Andrzej Plewa – nie grali zbyt wiele. Potrafią strzelić. Ich największym problemem jest technika indywidualna. Jeżeli chcą odgrywać ważniejsze role w zespole, muszą mocniej trenować od pozostałych.
Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Jarosław Chlebda www.myfloorball.pl










