21.03.2012 | Czytano: 2366

Dziubińscy w przedszkolu(+zdjęcia)

- Odbudowę „Szarotek” trzeba zacząć od przedszkola. Dzieciak, jeśli złapie bakcyla, to rodzic mu ulegnie. Nie jestem zwolennikiem, by rodzice nakłaniali swoje pociechy do uprawiania jakiegokolwiek sportu. To ma być wyłącznie wybór dziecka – twierdzi Bogdan Dziubiński, olimpijczyk z 1980 roku, trzykrotny uczestnik mistrzostw świata, sześciokrotny mistrz Polski, który aktualnie prowadzi grupę naborową w Podhalu. Pomaga mu Rafał Sroka, również olimpijczyk, pięciokrotny mistrz Polski i trzykrotny uczestnik czempionatu globu.

Bogdan Dziubiński razem z bratankiem Krystianem, aktualnym mistrzem Polski, odwiedził Przedszkole nr 4 w Nowym Targu. Zabrali ze sobą sprzęt hokejowy.

– To jest kask, żeby nic się nie stało… Rękawice, żeby nie było zimno – komentowały przedszkolaki, uprzedzając Bogdana w objaśnianiu elementów hokejowego ekwipunku. Najwięcej braw zebrał, gdy ubrał chłopca w kompletny sprzęt i zaopatrzył go w kij hokejowy.

- Ja też chcę, ja też – przekrzykiwały się dzieci. – Nie dam rady wszystkich ubrać. Są tylko dwa komplety, ale dostarczę paniom i wtedy każdy będzie mógł, chociaż przez chwilę poczuć się prawdziwym hokeistom – obiecał olimpijczyk, który szybko złapał kontakt z młodymi ludźmi.

Las rąk wyrósł na sali, gdy spytał, kto jeździ na łyżwach lub rolkach. – To świetnie, zapraszam na lodowisko. Nie tylko chłopcy mogą zapisać się do sekcji, dziewczynki również – zachęcał.

- Po ostatnim turnieju moje wnuki przyniosły medale do przedszkola – zdradza tajemnicę jak doszło do spotkania. - Dzieciaki się zainteresowały, podchwyciła to pani dyrektor i wychowawcy, więc jestem. Z tego przedszkola są trzy osoby, które trenują. Musimy mieć 15-16 zawodników w jednej grupie wiekowej, bo w przeciwnym razie możemy zapomnieć o odbudowie. Obecnie jest 13 graczy w roczniku 2003 i 11 o rok młodszym. Grupy są łączone, by można było rozegrać mecz. Jeśli w tym samym czasie grały trzy roczniki, to był konflikt interesów. Zespół musi liczyć 12- 13 graczy, by nie otrzymać walkoweru. To jest chore. Byłem w szoku po spadku Podhala, bo przez wiele lat reprezentowałem jego barwy. Już raz przeżyłem pogrzeb KS Podhale, gdy byli zawodnicy w Urzędzie Miasta musieli złożyć podpisy pod jego likwidacją. Serce bolało nie miej niż teraz. Niemniej trzeba z tym żyć. Nie załamywać rąk, tylko robić wszystko, by odbudować potęgę „Szarotek”.

Pierwszy sygnał dał Bogdan i Krystian, dla którego nie było to pierwsze spotkanie z dziećmi. - Pierwsze w Polsce, ale kiedy grałem w USA takie spotkania były chlebem powszednim. Sportowcy nie tylko promowali dyscyplinę, ale też czytali dzieciom – mówi Krystian Dziubiński.

Tekst Stefan Leśniowski
Zdjęcia Mateusz Leśniowski

Komentarze





reklama